środa, 27 lipca 2016

Liebster Blog Award #4

Ło, szaleję z tymi postami! Ledwie wczoraj dodałam trzecie LBA. Nadrabiam dziś sobie posty obserwowanych i znajduję... nominację. Kolejną. Od Agnieszki [Książka od kuchni], którą wczoraj przecież nominowałam. A że nie mam na razie co pisać (niedługo coś o filmach będzie... albo jakiś felieton), to macie kolejne LBA. Tadaaa! Siadam przy laptopie (nie cierpię laptopów) i zabieram się za odpowiadanko.


1. Idealny bohater książkowy to taki, który...
 Buntuje się i przechodzi przemianę.

2. Książka z najładniejszą okładką.
 
Myślałam jeszcze o Silver.

3. Wybierasz się do księgarni. Jak sądzisz - wyjdziesz z tym, czego potrzebujesz i co planujesz kupić, czy pojawi się coś nieplanowanego w Twojej torbie?
 Hmm, chodząc do księgarni nigdy nie planuję kupować książek, tylko by sobie popatrzeć. Ale prawie zawsze coś kupię. A najczęściej jest to książka, o której w życiu nie słyszałam. A za kilka dni jest w tej samej księgarni przeceniona. Życie. 

4.  Masz więcej książek w twardej czy miękkiej okładce?
 Miękkiej, choć wolę te grube. Nie rozumiem, jak ludzie mogą uważać je za niewygodne? Choć te ze skrzydełkami są naj.

5. Gdyby Twój ulubiony pisarz mógł stworzyć powieść, w której byłabyś/byłbyś głównym bohaterem, o czym by ona była?
 Byłaby o samuraju, który dowiaduje się, że ninja (byłabym jednym z nich) nie są wcale tacy źli. Że to normalni ludzie, a tylko niektórzy z nich zabijają dla pieniędzy. Taki motyw był w Młodym Samuraju, a ja chciałabym być częścią książki poszerzającej temat.

6. W której bajce Disneya chciałbyś się znaleźć i dlaczego?
 W Mulan! Zdecydowanie! Bo to moja ulubiona z animacji disnejowskich, a poza tym... No błagam! To są CHINY!
 
7. Masz do wyboru książkę, o której marzyłeś od dawna albo stos pozycji, które wyszły w ostatnim miesiącu. Co wybierzesz?
 Nie jestem typem osoby, która podąża za nowościami. Wybieram więc pierwszą opcję, a książką tą byłyby oryginalne Kroniki islandzkie lub Edda w przekładzie Załuskiej.

8. Książka, która skradła Twoje serce, to...?
  Ostateczni. Piękne polskie fantasy z 1991. [recenzja]

9. Seria, którą poleciłbyś każdemu...?
 Młody samuraj, o którym dziś wspomniałam. No i w sumie Opowieści rodu Otori - zawiera ona pierwszą książkę, przy której płakałam.

10. Wolisz Harry'ego Pottera czy Zmierzch?
 Ej, piszcie sobie o Zmierzchu co chcecie. Bo może to gniot i w ogóle, ale jak czytało się ją mając jakieś 13 czy 14 lat, to nie była taka zła... No ale Harry Potter. Obie te serie tylko zaczęłam, odpowiadam więc tak trochę niekompetentnie.

11. Wymień swoje ulubione blogi książkowe.
 Na pewno Biblioteczka Suomi, Pond zeznaje, ty (serio, nie podlizuję się), Kominek, Wielki Buk, Świat Kani Frani.

Dziś nie nominuję nikogo, bo wczoraj nominowałam tych, którzy nominowani być powinni, więc no.
Dobranoc!

wtorek, 26 lipca 2016

Liebster Blog Award #3

  Hej, hej!
Dziś tag, bo żadnego dawno nie było. W dodatku to LBA, a każda okazja jest dobra, by poznać się jeszcze lepiej! No to lecimy (tylko szybciutko; jestem zmęczona i bolą mnie oczy od krojenia cebuli) z pytaniami! Oooo, tak w ogóle to nominowała mnie Pixie, o której blogu [ten o ło] nie słyszałam, ale już ją znam, hejo Pixie!


1. Wolisz kupować książki, czy pożyczać je od znajomych lub z bibliotek?
 Hmm. Lubię mieć książki na półce, ale pożyczanie też jest spoko. No bo jak nie ma się pieniędzy (bo się wszystkie na Znaku wydało; dzięki Znak), to zawsze można przejść się do najbliższej biblioteki lub pożyczyć książkę od znajomego książkoholika (pozdrawiam Asię i Paulinę).

2. Popularna seria książek/książka, której nie przeczytałaś?

 Ojjj, tyle tego jest... Ale podam jeden przykład. I będą to Igrzyska śmierci. Tak, wiem. Nie, nie przeczytam pewnie nigdy.

3. Książek z jakiego gatunku jest najwięcej w twojej domowej biblioteczce?

  Jeśli myślisz, że o godzinie 23:20 będę to liczyć, to... masz rację. Kryminałów (choć czytałam tylko jeden z nich).

4. Z jakim bohaterem literackim chciałabyś porozmawiać i dlaczego?

 Aj, Pixie, dopiero żeśmy się poznały, a ty mi takie trudne pytania zadajesz! Chciałabym porozmawiać z [jego imię to chyba spojler, więc FUTU.RE SPOJLER ALERT!!!] Janem, bo chciałabym zadać mu tak dużo pytań o jego świat, jego decyzję z końca książki... Aaach, gdybym mogła choć z Glukhovskim pogadać!

5. Czy jesteś jedynym molem książkowym w twojej rodzinie? Jeśli nie to z kim dzielisz tę pasję?

 Jestem jedyna. Jeśli to czytasz Diana, to jakby co jedna książka na trzy miesiące się nie liczy, więc uznajmy, że nie czytasz wcale.

6. Kawa, herbata czy coś chłodnego?

 Cola! Serio, jestem uzależniona. Od energetyków też, ale cola.

7. Czy potrafisz czytać gdy ludzie w twoim otoczeniu rozmawiają, czy wolisz kiedy jest cicho?

 Oczywiście, że wolę, gdy jest cicho, ale potrafię się skupić, gdy tylko mam włączoną muzykę. Byle nie disco polo.

8. Wracasz do już raz przeczytanych książek?

 No ba! Co roku do Dzieci z Bullerbyn i jakoś raz na półtora roku do Ani z Zielonego Wzgórza. No i czasem do innych.

9. Wydawnictwo, którego najbardziej nie lubisz? 

 Chyba takiego nie mam, ale pozdrawiam SQN, bo ich lubię bardzo. Jesteście supi, tak trzymać (PS. pogadajcie z korektorem od Czasu Żniw!!! Ale i tak jesteście supi)!

10. Jaki jest twój ulubiony klasyk?

 Zbrodnia i Kara! I Mistrz i Małgorzata (obie nazwy mają w sobie spójnik, heh)

11. Zdarza ci się czytać książki w innym języku?

 Nie jakoś specjalnie często, ale czytałam kilka książek po angielsku. Polecam, Sara Zyskowska.


Jeszcze nie wiem do końca kogo nominuję, ale nie obiecuję, że będzie 11. No ale na pewno tych o ludzi:
Paulinę, bo jej blog jest nowy, a pisze supi; poza tym pożyczyła mi Czas Żniw
Wiki, bo pisze o czymś, czego ja nie rozumiem, ale też pisze supi
Pond, bo wróciła niedawno, a Pond zawsze pisze fajnie
Suomi, bo to Suomi
Agnieszkę, bo kocham jej bloga i jej tagi
I wszystkich nieskromnych, którzy uważają, że zasługują na tę nagrodę i chcą ją nadać sobie sami, bo w sumie to Internet i nikt was nie sprawdzi. Nominujcie 11 osób, chyba że chcecie mniej, to spoko.

No to dzięki Paulinie (dla mnie jesteś bardziej Pixie, ale nie chcę się powtarzać :/ ), że uznała, że LBA mi się należy. Może nie piszę za często, ale skoro ktoś uważa, że jest spoko, to chyba jest, nie?
Aaa no i pytania:
1. Jak film, to w domu czy w kinie?
2. Okładka twarda, miękka, a może jakaś brokatowa, metalowa, drewniana? Nie wiem. Inaczej: Ulubiony rodzaj okładki?
3. Piosenka, której obecnie słuchasz najczęściej?
4. Ulubiony serial?
5. Co tobie samej podoba ci się w twoim blogu (skromność odstaw na bok, skoro cię nominowałam to coś znaczy!)?
6. Najpiękniejszy według ciebie język świata?
7. Czy koty planują przejąć władzę nad światem? Gdybyś mogła mieć super-moc, jaka by ona była?
8. Przetrwałabyś apokalipsę zombie?
9.

10. Jaką jedną rzecz byś w sobie zmieniła (może być zły nawyk, albo coś z wyglądu)?
11. Jesteś bardzo przeciw jedzeniu i piciu przy czytaniu, czy nie traktujesz książek jako wielkiej świętości?

Jest 23:53, nie liczyliście chyba na kreatywne pytania? Dobranoc wszystkim i do napisania, jak będę miała co napisać.
Hejo!

niedziela, 24 lipca 2016

POLSKA | KFMP #1 - książka, film, muzyka, postać

Hej, hej książkoholicy, filmoholicy i... kulturoholicy!

Ogólnie to wiem, że i tak mam na blogu dużo serii, ale kto mi zabroni, to w końcu mój blog!
No i dla tego zapraszam na kolejną z nich, w której przedstawiać wam będę kulturę innych krajów, taką podzieloną na cztery kategorie: książka, film, muzyka i postać. Nie miałam pomysłu na nazwę, więc jest po prostu KFMP. Bo tak.

Zaczynamy od naszego pięknego, ojczystego kraju (uogólniam, ale w końcu to stąd ludzie mnie czytają), czyli Polski. Ha! Kto by się domyślił?!

KSIĄŻKA

Chyba was nie zaskoczę. Znaczy... na pewno was nie zaskoczę, bo będzie to książka, którą wciskam wam przy każdej możliwej okazji. No. To już wiecie, że będą to "Ostateczni" Henryka Wiatrowskiego [recenzyja]. Genialna, mądra historia w postaci postapokaliptycznego fantasy z lat dziewięćdziesiątych. To dzięki niej zaczęłam czytać fantastykę, mimo że (a może właśnie dlatego, że) płakałam po niej dobre pół godziny. Tę historię już znacie, nie będę więc o niej wiele pisać. Po prostu warto, warto, warto.

  
FILM

Kocham dramaty, i ta informacja nie jest dla was nowością. Ale jeśli jest to dramat psychologiczny, w dodatku z dużą dozą sarkazmu, czarnego humoru i groteski - jestem nadzwyczaj usatysfakcjonowanym widzem. I wszystkie te satysfakcjonujące mnie cechy znajdują się w świetnym "Dniu Świra" w reżyserii Marka Koterskiego, który stworzył film na bardzo wysokim poziomie, który nie dość, że przedstawia realia życia na przełomie wieków, to jeszcze w całej historii naszego bohatera (świetna rola Marka Kondrata, czyli filmowego Adasia Miauczyńskiego, który cierpi na nerwicę natręctw) mamy to, co fabułę czyni dobrą: niespełniony poeta, wielka miłość i mądrość.

   
MUZYKA

Może trochę o niszowej części naszego polskiego przemysłu muzycznego, czyli o metalu. A dokładniej - jednym  z moich ulubionych rodzajów tej muzyki - folk metalu. Bo wielu ludzi zna teraz Percival (genialny, ale nie o nich dziś mowa), a Radogost prześciga ich o kilka kroków. Bardzo profesjonalna, piękna muzyka (tak, tak, kochani, metal może być piękny), świetna oprawa instrumentalna i charakterystyczny, ujmujący wokal. Wszystko to w słowiańskiej oprawie, która nie dość, że dodaje uroku, to i na sercu jakoś cieplej się robi, bo słyszymy tam gdzieś w głębi muzykę jakby wyciągniętą z polskiej wsi.

  
POSTAĆ

Wahałam się, oj wahałam. Ale w końcu stanęło na jednym. Tomasz Bagiński - wiecie już, że dla mnie to magik, choć z zawodu jest tylko (a może aż?) reżyserem, rysownikiem, grafikiem i nieznamwięcejprofesjonalnychsłówtegotypu człowiekiem. Jego piękne, poruszające i wzruszające filmy animowane oraz idealne, #czemuniepuszczajątegowtelewizji zwiastuny. Nie będę o nim się rozpisywać, bo wiecie, ostatnio pisałam post o magii filmów krótkometrażowych [tutaj o], pisałam tam też o samej postaci Bagińskiego. No to indżoj.

 

Mam nadzieję, że podoba wam się koncepcja nowej serii, możecie dawać znać, o jakim kraju chcecie przeczytać następnym razem. Przeczytać i... posłuchać, bo teraz i to możecie, nie ma za co.





sobota, 16 lipca 2016

Przeczytałam Harrego Pottera! (pierwszy raz w życiu)

  Hej, hej książkoholicy! Zostawiłam wam na tak długo, ale wracam - jak widzicie - z prawdziwą bombą! No i zabieram was w podróż...


Podróż do świata pełnego magii, czarodziejów i odwiecznej walki dobra ze złem. Świata, który w każdym z nas wyciągnie trochę dzieciaka i w którym nie wszystko jest takie oczywiste.


Przeczytałam, bo BookAThon. Przeczytałam, bo jestem dzieckiem. Przeczytałam, bo film był całkiem fajny. No i w końcu przeczytałam, bo wszyscy mi kazali. Pewna osoba nie chciała mi pożyczyć Wiedźmina, póki nie przeczytam Pottera. No to ten, Maciek, możesz szykować Sapkowskiego! (i tak mi nie pożyczy). 
Najbardziej bałam się tego, że nie dotrze ta lektura do mnie, bo mam lat osiemnaście, a przydałoby się jakieś osiem mniej. No i się okazało, że [bębny budujące napięcie]... niepotrzebnie. Bo bawiłam się jak mały dzieciak, któremu dano do rąk niesamowitą, pierwszą w życiu książkę, dzięki której przeczyta tysiące następnych. Z drugiej strony zaczęłam tęsknić za dziecinną beztroską, bo Harry Potter nie pozostawia złudzeń - wszyscy kiedyś dorośniemy.
Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego - niczego więcej.
Wyszło tak, że filmy po raz pierwszy obejrzałam rok temu. No tak, wiem, zacofana jestem i czytam stare polskie fantasy zamiast takich hitów. Ale się poprawiłam i jeden z nich mam za sobą! No a czytając książkę miałam wrażenie, że jestem w innym trochę Londynie i przybywam do odmiennego odrobinę Hogwartu. I bohaterowie jacyś inni, pełniejsi. Widziałam ich lepiej niż w ekranizacji, choć tylko oczyma wyobraźni. Wiadomo. Film nigdy papierowej wersji nie dorówna (no, z wyjątkami), ale to, co dzieje się w tym przypadku to czysta magia! Stworzyć dwa światy, które przecież są niby jednym miejscem, a jednak mają inną historię, innych mieszkańców i rodzą inne przygody. Oba są mimo wszystko niesamowite. Zarówno jako swoje dopełnienie, jak i samodzielne jednostki. 
Niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach i zapominanie o życiu.
 Rowling stawia nas w trudnej sytuacji. Bo oto daje nam piękną historyjkę o przyjaźni, ale przecież jednocześnie chce, byśmy dostrzegli w niej coś więcej niż tylko opowieść o wielkim, młodym czarodzieju, który nagle został posłany do obcego mu kompletnie świata. I tu kłania się to, co kocham najbardziej. Uwaga, kochani, morał. Bo jak coś pod przykrywką pięknej i łatwej opowiastki kryje wielkie przesłanie i skłania do przemyśleń, jest dziełem wartościowym, a już na pewno w moich oczach.
-Śmieszy cię moje imię, tak? W każdym razie ty nie musisz mi mówić, kim jesteś. Ojciec mi powiedział, że wszyscy Weasleyowie są rudzi, piegowaci i mają więcej dzieci niż ich na to stać.
Nie będę was namawiać do czytania. Pewnie większość z was ma już lekturę za sobą, a jeśli nie, prędzej czy później najprawdopodobniej po nią sięgnie. Napiszę tylko, że warto.



czwartek, 7 lipca 2016

Magia krótkiego metrażu | Nie wiem, to się wypowiem #2

  Hej, hej, filmoholicy(tego słowa nigdy mi nie podkreśla, a 'książkoholicy' już tak, hm)!

  

Dziś trochę o magii i to wcale nie dlatego, że pierwszy raz w moim długim, osiemnastoipółletnim życiu czytam Harrego Pottera (tak, wiem, żadne z was o tym nie pomyślało, to miała być tylko taka zabawna aluzja)!
Będę bowiem pisać o filmach cudownych, smutnych, uroczych i mądrych jednocześnie. O filmach, które w pamięci zostają na co najmniej kilka ładnych miesięcy. A w końcu o filmach... magicznych właśnie.
Bo krótkie metraże zdają się być dotknięte czarodziejską różdżką, a w dodatku jednym z największych magików w tej dziedzinie jest nasz rodak. Ale o tym później, zacznijmy od początku. 


Od zawsze w cieniu

Początki tej formy filmowej nie były proste. Głównie dlatego, że puszczane były w kinach przed filmem głównym lub tuż po nim. Nie zwracały więc często ogólnej uwagi widzów, którzy przyszli na seans konkretnego, pełnometrażowego tytułu. Dzisiaj - o ile są już pełnoprawnymi, osobnymi kategoriami na międzynarodowych konkursach kinematograficznych - krótkie metraże także nie przyciągają takiego grona odbiorców jak filmy długometrażowe czy seriale. Dla tych, którzy te niskobudżetowce poznali, jest to zjawisko bardzo niezrozumiałe. Dlaczego?


Krótki metraż przeważa nad filmem pełnometrażowym

A przynajmniej w kilku sprawach. Bo - jak same nazwy wskazują - produkcje są krótkie, a przez to niewymagające dużego wkładu pieniężnego. Co to oznacza? A no to, że wielu twórców ma okazję spróbować swych sił w tej trudnej, ale i pozwalającej na wiele sztuce, nie inwestując w to takich pieniędzy, jakie pobrałby film długometrażowy. Poza tym, jej forma wymaga zawarcia treści w krótkim czasie (często około 5-10 minut), więc dostajemy taką kwintesencję umiejętności reżysera i nie "tracimy" na tm wiele czasu. Jakby było tego mało, filmy krótkometrażowe są często animacjami, więc treści te dostajemy pod płaszczykiem niewinnej i ładnej historyjki, w którą albo się zagłębimy, albo nie. W skrócie:
    - maksimum treści w w krótkim czasie
    - symboliczna i archetypowa forma zmusza nas do pewnych przemyśleń
    - większa dostępność dla samych twórców



Powód do dumy każdego Polaka

Zachwycamy się wieloma filmami wojennymi czy komediami stworzonymi przez naszych rodaków, ale nie wiemy, że więcej pereł (i to - moim skromnym zdaniem piękniejszych) znajdziemy właśnie w filmach niskobudżetowych. Słyszeliście może o Tomaszu Bagińskim? "Nooo, tak, coś tak było z Wiedźminem, nie?" - ano. Ale Bagiński to geniusz przede wszystkim w krótkiej formie filmowej. Jeśli chcecie zobaczyć najpiękniejsze przedstawienie historii naszej ojczyzny ( Animowana historia Polski) - Bagiński. Najlepszy filmowy traktat o ludzkim życiu? (Katedra, Fallen art) Bagiński wychodzi naprzeciw! Jego filmów nie ogląda się raz, ani nie dwa. Bo obiecuję, że nie poznacie ich do końca! Musicie bowiem przyjrzeć się obrazowi, wsłuchać w muzykę i zrozumieć historię (opcjonalnie, ale pomijacie na własną odpowiedzialność!). Czemu piszę akurat o nim? Bo nie dość, że Polak, to właśnie on nauczył mnie miłości do gatunku i dzięki niemu piszę te słowa, on sprawił, że powstała na tym blogu seria "Interpretacyjnie" [klik].


Mamy więc w Polsce prawdziwego czarodzieja. Czarodzieja, który tworzy rzeczy piękne. Trudne, ale piękne. A skoro magię możemy odkryć w kilku minutach pięknych filmów, to czemu by tego nie zrobić?


niedziela, 3 lipca 2016

6 FILMÓW, KTÓRE OBEJRZĘ PONOWNIE!

  Hej, hej filmoholicy!

Pamiętacie, jak tydzień temu zapowiadałam trzy super wpisy? Zapomnijcie, kłamałam :/
Pojawią się, ale ten tydzień okazał się kompletną klapą, więc dziś wpis przeprosinowy!

To nie jest topka, więc filmy pojawią się w przypadkowej kolejności. Nie będę skupiać się na fabule, wiecie doskonale czemu. Uzasadnię jednak, dlaczego są warte obejrzenia i to niejednokrotnego. Pomijam w tym wpisie filmy, które oglądałam już nie jednen raz, bo na nie przyjdzie pora w osobnym poście. Miłego czytania! ♥

 

1. Imperium słońca
Piękna i smutna historia, jak z resztą każda osadzona w okresie wojny. Zakochałam się w całym pięknie tego filmu. Ma w sobie bowiem coś magicznego, jakiś dziwny klimat, który sprawia, że postanowiłam obejrzeć go jeszcze chociaż raz. Poza tym kto nie chciałby oglądać trzynastoletniego Christiana Bale'a?
niesamowity klimat, wojna, piękna historia 

 

2. Mr. Nobody
Jak Jared Leto [polecam tu kliknąć], to dobry film. Jestem nieobiektywna, ale obiektywnie mogę stwierdzić, że ten film jest świetny. Bo jest idealnie taki, jak lubię - dramat, który niesie przesłanie i nie da się go w całości zrozumieć po jednym ogladnięciu. Dlatego właśnie postanowiłam, że nie poprzestanę na jednym razie. Przyznaję - nie zrozumiałam go. Nie w pełni. Jest dziwny, zagmatwany i mądry.
Jared Leto, efekt motyla, morał, dramat

 
3. Grand Budapest Hotel
Kolejny z kategorii dziwnych filmów. Zabawny, ironiczny i uroczy. Obejrzę ponownie, bo pamiętam, jak bardzo mi się podobał, jednak nie zapamiętałam wielu szczegółów, chcę obejrzeć go z większą uwagą.
ironia, czarny humor, piękne kadry, nie pamiętam go! 

  
4. Pachnidło: Historia mordercy
Obejrzałam go wiele lat temu, jeszcze zanim wiedziałam, że jest ekranizacją. Tak, wiem jak to brzmi. Pamiętam urywki, ale wiem, że był idealnym odwzorowaniem oryginału, bo czytając książkę potrafiłam dobrać każdą scenę filmową do tej książkowej. Pora odświeżyć film (i pamięć)
ekranizacja, dziwna konwencja, dramat, historia geniusza


 


5. Sekretne życie pszczół
Prawie identycznie jak wyżej. Obejrzałam przed przeczytaniem książki, a w filmie się zakochałam. Urocza pszczela farma, sielanka połączona ze smutkiem. Chcę jednak zobaczyć film, gdy książkę mam za sobą. Jestem pewna, ze spojrzę na niego nieco inaczej, tym bardziej, że widziałam go dawno temu.
siostrzana miłość, amerykańskie miasteczko, ekranizacja, klimat


  
6.Birdman
Film, którego końcówka sprawiła, że zaczęłam myśleć "halo, co ja właśnie obejrzałam?!". Świetny film,w  którym nie do końca wiadomo, o co chodzi, kolejny wymagający więcej uwagi, niż mu poświęciłam. W mojej ulubionej konwencji dziwnego i mądrego filmu, idealnie. Chcę go zrozumieć, więc i jego muszę obejrzeć jeszcze nie raz.
groteska, ironia, superbohater, morał, konwencja