środa, 24 sierpnia 2016

#3 Recenzja na gorąco | Jak zostać kotem

  Z komediami tak już jest. Mają bawić, dostarczać rozrywki. To czasem wystarczy, nawet, gdy realizacja stoi na poziomie tylko akceptowalnym.

  
Widząc pierwszy plakat filmu nie mogłam doczekać się, gdy zobaczę na ekranie kota mówiącego głosem Kevina Spacey, a zamiast niego zmuszona byłam słuchać... Kota. Tomasza Kota. To zabawne, wyobraźcie sobie - Prezydent Stanów Zjednoczonych, elegancki człowiek z poważnym, donośnym (i boskim), dostaje głos polskiego aktora średnich lotów, którego głos kojarzy się z reklamami T-Mobile (mam timobaaaaajl). A skoro przy polskim dubbingu jesteśmy, to wiecie, co było najgorsze? Miauczenie kota! Postprodukcja musiała wyglądać tak: 1) Mamy kota 2) Mamy miauczenie kota ściągnięte z jutuba 3) Mamy program do montowania, więc wstawiamy głos do obrazu 4) Dostosowujemy dźwięk, by brzmiał realnie. No mniej więcej te trzy kroki wszystko pokazują.

Najlepsza scena filmu, zdecydowanie!

Kojarzycie kotełka z Alicji w Krainie Czarów? Ten Puszek Spacey ogromnie mi go przypominał. A to dlatego, że wygenerowany komputerowo kot wyglądał... no, tak jak na zdjęciu:


Lecz, jak napisałam na początku, nie to jest w filmach tego typu najważniejsze. Zauważmy, że film jest dedykowany młodszej publiczności, która nie zwraca uwagi na rzeczy typowo... techniczne. Film ma być śmieszny, z morałem, czasem wzruszający. A taki był właśnie "Jak zostać kotem". Uważam więc, że jedt to film godny polecenia, mimo wszystko oceniam go na 6/10. Nie mogę bowiem dawać oceny wyższej, która przysługuje innym, lepiej wykonanym filmom. Bo ja zwykłym widzem nie jestem, ale bawiłam się świetnie, nie pamiętam, kiedy ostatnio śmiałam się najgłośniej w całej sali!



niedziela, 21 sierpnia 2016

Wyniki urodzinowego rozdania


 Hej, hej, czytelnicy!

Rok blogowania za nami, a i rozdanie się skończyło. Pora więc na losowanie zwycięzcy!

Najpierw jednak dziękuję za wzięcie udziału w konkursie, bo dla mnie samej to bardzo ważna rzecz. Do wygrania same świetne książki, jestem więc mega szczęśliwa, że dzięki mojej skromnej osobie ktoś jedną z nich przeczyta! (w duchu mam nadzieję, że wylosuję kogoś, kto wybrał "Ostatecznych"; tak, losowanie dopiero przede mną)

Oto uczestnicy rozdania razem z przypisanymi przeze mnie numerkami (zgodnie z kolejnością wyświetlania się komentarzy):

1. Klaudia M
2. Ayuna- Chan
3. Ania Smutek
4. Marta Włodarczyk
5. Picot Kinga
6. Paulina Przekop
7. Jadwiga P.
8. cutelittle kitty
9. dorota wysocka
10. Wiktoria Więcek
11. Aniela M
12. Katarzyna Muller
13. maneruki bloger
14. Spioszek
15. Jasmine Vise
16. Sylwka S.
17. Sylwia Bomba
18. Pospolita Ola
19. Sylwia Aga Matuszyk

Wpisuję więc liczby do generatora i...


Gratulacje! Wiktoria spełniła warunki, więc nagroda w postaci "Roku 1984" trafi do niej. Lecę pisać maila, liczę na odpowiedź :D

A, jeszcze jedno!
Obiecałam sobie, że przeczytam książkę poleconą przez wygraną osobę i dam jej znać, co o niej sądzę (książce, oczywiście, nie osobie). Wiktoria poleciła mi jedną książkę i jedną serię. Pozwoliłam więc sobie wybrać "Może spokoju". Pierwsze wrażenie - nie dla mnie. Ale cóż, przeczytam na pewno!

Dzięki raz jeszcze za wzięcie udziału. Spodziewajcie się także konkursu z filmami no i jakiś książkowy też się znajdzie, możliwe, że na instagramie (@kultusarnie).

Strzała i do przeczytania, hejo!

niedziela, 14 sierpnia 2016

Najgorsze polskie tłumaczenia tytułów filmów #1

 Dziś czas na chwilę wytchnienia od mojego zabójczego tempa powstawania postów. Przedstawiam wam kilka dzieciątek polskich tłumaczy, którzy (według moich teorii) oryginalnych tytułów na oczy nie widzieli, a sami nazywają je kompletnie przypadkowo. Niemożliwe?

Fight Club
tytuł polski: Podziemny Krąg

Halo, detektywie Monk, poszukuję poszlak!

Dallas Buyers Club
tytuł polski: Witaj w klubie

Nie jest tak źle, jeden wyraz się zgadza!

Some like it hot
tytuł polski: Pół żartem, pół serio

Połówka żartu była chyba tą większą połową. Taką mam przynajmniej nadzieję!

Now you see me
tytuł polski: Iluzja

Coś poszło zdecydowanie nie tak. A... może to tylko taka now you see me?

American History X
tytuł polski: Więzień nienawiści

Hm, nie żebym się czepiała, ale tytuł nawet do samego filmu niekoniecznie się odwołuje. Ale co ja wiem, oglądałam go tylko 6 razy.

Le Fabuleux Destin d'Amélie Poulain
tytuł polski: Amelia

Och, co za spłycenie.


Na dziś to tyle, ale wrócę do tego tematu, bo takich perełek jest o wiele więcej i warto o tym napisać.

ZAGADKA!
Jaki dalibyście polski tytuł filmowi "Sausage party"?


poniedziałek, 8 sierpnia 2016

RECENZJA "Suicide Squad", czyli się uśmiałam, ale nie zachwyciłam.

 Hej, hej filmoholicy!

 Dziś piszę (brawo, Sara!) o filmie, którego polski tytuł dodaję do swojej niepisanej listy najgorszych tłumaczeń (obok Podziemnego kręgu, Pół żartem, pół serio, Witaj w klubie, Wirującego seksu i innych). Za dużo recenzji w tej recenzji nie będzie, bo co ja - kompletny laik - mogę pisać o filmie akcji?  Omówię jednak kilka postaci, na które chciałabym zwrócić szczególną uwagę.

Mimo wszystko, recenzja to recenzja, więc wypada napisać o czymś poza kreacjami aktorskimi.


Zacznijmy więc do tego, że bardziej od samego filmu zachwycił mnie zwiastun. Serio. Wskazywał on na to, że w kinie wbijemy głowy w fotel, będzie wielkie bum i fajna muzyka. Bum było, owszem, co kilka minut, ale nie o to mi chodziło. DC miało okazję poprawić wizerunek po obłędnie złym Batman vs Superman, no i się nie do końca udało. Schemat wciąż pozostał ten sam, nadzieja leżała w aktorach i realizacji. Wrócę do zwiastunów. Bo o ile w późniejszych pojawiło się dużo ładnych kolorków, sam film przypominał raczej monochromatyczne ujęcia z początkowych teaserów. A szkoda, bo po pojawieniu się barw miało się nadzieję na taką odskocznię, coś innego. Wyszło jak wyszło, przynajmniej Quinn utrzymywała kolorystykę.


Od niej może zaczniemy. Harley Quinn, wierna kochanka psychopatycznego Jokera. Szalona, zwariowana i - przynajmniej dla mnie - zabójczo zabawna.Byłam bliska łez śmiechu przy każdej scenie z jej udziałem, mimo że humor całości był, co tu mówić, "suchy". Mnie to nie przeszkadza i żona Wilka z Wall Street wypadła na tle całego naszego "legionu" całkiem dobrze. Pole do popisu było, nie do końca wykorzystane, ale i tak myślałam, że będzie gorzej.


Skoro już o wariatach mowa - proszę państwa - Jared Leto, czyli filmowy Joker, którego miało być więcej! Znaczy... tak wynikało ze zwiastunów, w których było go mniej więcej tyle ile w samym filmie. Teraz mam lekkie wątpliwości co do obsadzenia w jego roli Leto... Ale, co zrobić, kto jak kto, ale on nie miał za dużo do zagrania, nie było nawet możliwości go dobrze poznać. Jeśli wierzyć znawcom komiksów, świetnie zagrał komiksowy pierwowzór, ale nie mnie to oceniać. Ja widzę po prostu bardzo przeciętną grę, a i trudno nie odnosić jej do najlepszego w tej roli Ledgera.


Jai Courtney grał! On na prawdę jest aktorem! Wiem, wiem, trudno w to uwierzyć, ale filmowy Boomerang był wielkim zaskoczeniem, bo nareszcie robił coś poza nudnym i beznamiętnym gadaniem przed kamerą. Była to postać, w którą można było uwierzyć, która dała się nawet polubić. Brawa dla tego pana, tak trzymać!


Muszę na jeden jeszcze aspekt zwrócić uwagę. A konkretniej na muzykę. Twórcy postawili na szalone i kultowe przeboje rockowe (no, nie tylko), które nijak się jednak miały do obrazu na ekranie. Miałam czasem wrażenie, że kompletnie przypadkowo dobrane utwory chyba jednak miały pasować do scen... tylko że coś nie wyszło. Tak oto scena na strzelnicy stała się hiphopowym teledyskiem. I w dodatku bardzo słabym teledyskiem.


Koniec wymądrzania się. Napisałam co sądzę (i w ogóle NAPISAŁAM), ale ocenę pozostawiam dla was. Bawiłam się dobrze, jednak nie jest to kino najwyższych lotów. Jednak, jak już wspomniałam, na akcji to ja się znam tyle, co... mój brat na balecie (czyli wcale jakby co).
Moje zdanie znacie, a jakie jest wasze? Też brakowało wam Jokera w Jokerze?
P.S. Enchantress była beznadziejna. Koniec komunikatu.