sobota, 1 października 2016

#5 Recenzja na gorąco | Ostatnia rodzina

   Hej, hej filmoholicy!
Ostatnio trochę u mnie filmowo, a to dlatego, że w kinie jestem dwa razy w tygodniu, a dwadzieścia stron książki czytam ponad miesiąc. Musicie z tym jakoś żyć, ale jakież piękne to życie czytać o kinie, prawda?
Dziś wyjątkowo mam przed sobą magazyn Kino, który zawiera i recenzję filmu, i wywiad ze scenarzystą. Będę wam sypać cytatami, bo po co mam pisać coś nieudolnymi słowami, skoro ktoś zrobił to bardzo dobrze.


Ostatnia rodzina to film niesamowity. Niesamowity nie tylko dlatego, że duma człowieka rozpiera, bo to w końcu polski film - nie wojenny, nie komedia romantyczna. Traktuje bowiem o niesamowitej rodzinie, o której powinniśmy słyszeć przecież nie raz w swoim życiu. Zdzisław Beksiński - genialny malarz i grafik, jego syn - cierpiący na swego rodzaju osobowość z pogranicza tłumacz filmowy i dziennikarz radiowy, no i w końcu Zofia - kobieta, z którą najłatwiej się utożsamić, silna i anielsko spokojna matka i żona. Kreacje postaci na najwyższym poziomie - autentyczność, patos i dramat.


Niskie ukłony dla scenarzysty - Roberta Bolesty, bo dialogi to coś, co przebijało się z całego filmu chyba najmocniej, bo nie uwierzycie w ich wiarygodność. Czułam się, jakbym oglądała rzeczywiste nagrania samego Zdzisława kręcone piękną kamerą Panasonic.
Film Matuszyńskiego [...] traktuje o znikaniu. Dla widza może byś szokujące i trudne to, jak bardzo pogodzeni ze śmiercią są bohaterowie. Pozostają jednak tyleż makabryczni, co zwyczajni i tyleż patetyczni, co pełni poczucia humoru.
Kto spodziewał się biografii samego Zdzisława Beksińskiego i fokusu na jego twórczość, może się zawieść. Jak sam tytuł bowiem wskazuje, jest to film o całej rodzinie, która została ukazana jako całość składająca się z poszczególnych jednostek, każda z własnym charakterem, własną historią, własnym spojrzeniem na świat. Jak jednak autor recenzji z Kina (Adam Kruk) zauważył, dominującą rolę odgrywali mężczyźni, od których zachcianek zależało wszystko - realia rodzinne, nawet śmierć.Mimo wszystko to postać kobieca wydaje się być ze wszystkich najsilniejsza: przyjmuje ze spokojem i pokorą wszystkie przeciwności losu, prawie nie zdradzając bólu, który musi w końcu czuć.

Matuszyński prowadzi akcję chronologicznie przez dekady, ale nie poświęca uwagi przełomowym wydarzeniom. Nie zobaczymy ani stanu wojennego, ani Okrągłego Stołu czy akcesji do NATO. Życie Beksińskich toczy się gdzie indziej, zaklęte wpkół sztuki ojca, muzyki puszczanej przez syna, dwóch babć, które uporczywie nie chcą umrzeć. Blokowisko to mikroświat [...] Znaki czasu czytać można tu głównie dzięki rewelacyjnej scenografii Jagny Janickiej i kostiumom Emilii Czartoryskiej.
Co w filmie jest świetne, mogłabym wymieniać i wymieniać. Dobre jest tu wszystko: oświetlenie (majstersztyk), DIALOGI, aktorzy, scenografia, kostiumy, no i oczywiście muzyka. Muzyka, która pasuje jak ulał, mimo że jest tak różnorodna. Małżeństwo słucha muzyki klasycznej,ich syn rocka i disco. Mamy więc muzyczny portret naszej niejednorodnej przecież rodziny. Ostatniej rodziny.


Zawsze czuję się przy recenzji takich filmów niekompetentna, bardziej niż przy krytyce. Chwalę ten film, ale co mogą znaczyć moje słowa?
Po prostu idźcie do kina i obejrzyjcie Ostatnią rodzinę. Bo warto - jeśli kino to wasz drugi dom i gdy z kinem musicie się polubić od nowa. To piękny początek filmoholickiej przygody. Bo czy może być coś lepszego niż polski film i takiej rodzinie?