http://kultusarnie.blogspot.com/http://kultusarnie.blogspot.com/p/o-mnie.html


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zła książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zła książka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 września 2015

Ewa Barańska i "Pierwiastek zero" - nauka w książce... młodzieżowej?

Już wkrótce..    "W Tablicy Mendelejewa brakuje pierwiastka, który pozwala odpowiedzieć na nurtujące uczonych całego świata pytanie jak stworzyć materię ożywioną." - taki opis wita wszystkich ciekawskich zaglądających na tylne okładki książek. W tym oczywiście mnie. Dalej czytamy: "Wraz z postępem pracy naukowej okazuje się, że na udowodnieniu hipotezy najbardziej zależy pewnej organizacji" - o, robi się coraz ciekawiej, chyba szykuje się pierwszy w moim życiu kryminał! Zaczynam czytać książkę i... Naszą tajną organizacją okazuje się być... Watykan, który (uwaga!) poprzez naukę chce zachęcić ludzi do wiary.
 
    Opisem książki zajmować się nie będę, bo dostępny jest chociażby na portalu lubimyczytać.pl.  W skrócie jednak napiszę, iż rzecz opiera się na niczym innym, jak dążeniach ambitnego, młodego naukowca - Alfreda Mortusa, do odkrycia czegoś, co świat nauki i całe rozumienie życia wywróci o sto osiemdziesiąt stopni.Twierdził, że Mendelejew w swojej tablicy zapomniał o czymś tak oczywistym jak zero. O ile nasz bohater nie jest zbyt doceniany, to jego profesor nadzwyczaj  interesuje się jego projektem. Postanawia oddać go w ręce tajemniczej firmy farmaceutycznej, która z kolei wysyła go w zakazane tereny Bieszczad, gdzie ma wręcz nieograniczone zarówno budżet jak i możliwości. Podejrzane? Jak najbardziej. I w dodatku słusznie.

    Ocenienie tej książki jest naprawdę trudne. Nie wiem, z jakiej perspektywy powinnam na nią patrzeć. Czy traktować ją ulgowo, bo to przecież książka młodzieżowa, czy jako znawca wielu naukowych aspektów zawartych w książce zganić autorkę za wypisywanie bzdur. Gdybym pochwaliła tę książkę mimo mojego załamania zawartymi "faktami naukowymi", chyba bym sobie tego nie wybaczyła. Postanowiłam być więc bezwzględną i wredną czytelniczką.

 Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś o zdrowych zmysłach weźmie się za pisanie książki naukowej nie znając podstawowych informacji. Oczywiście występowały wyjaśnienia niektórych zwrotów, lecz nie o to tu chodzi. Pani Barańska opierała się najwidoczniej na osiągnięciach nauki pierwszej połowy XX wieku, a od tego czasu tak wiele się przecież zmieniło! Gdyby ktoś zacytował "naukowe" dowody księdza Potępskiego, oczytany naukowo rozmówca po prostu by go wyśmiał.

    Naturalnie rozumiem, że nie każdy zwraca na takie rzeczy uwagę, bo, nie oszukujmy się, mało czytelników znało choć połowę pojęć i problemów poruszanych w "Pierwiastku zero". Ta część mojej recenzji skupiać się będzie więc na recenzji z perspektywy zwykłego czytelnika.

   Braku pomysłu Barańskiej zarzucić nie można. Koncepcja - jak najbardziej udana. Z początku i wykonanie było nienaganne, póki nie pojawiła się... kobieta. I nagle dziwnym trafem wszystko zaczęło się walić. Nie tylko w życiu bohatera, bo akcja, która wcześniej była dobrze prowadzona i dawkowana, nagle przyspieszyła do nienaturalnie zwrotnego tempa. Wszystko pisane było "ot tak" - nie zgłębialiśmy już przeżyć wewnętrznych bohatera, nie było na to czasu. Paradoksalnie, miałam wrażenie, że gdybym pominęła kilka stron, niczego bym nie straciła. Zrobiłam tak dwa razy. I było, jak się spodziewałam. Postacie - nudne. Naukowcy przeczący samym sobie (Alfred szukający pierwiastka o masie równej zeru i twierdzący jednocześnie, że coś takiego jak zero wcale nie istnieje), dziwne "zbiegi okoliczności", wywołujące wręcz śmiech, nienaturalne rozterki bohaterów, nie mające żadnego uzasadnienia i sensu. Innymi słowy - gorzej niż się spodziewałam.

Plusy:
+ naprawdę ciekawy pomysł na fabułę
+ początkowo ciekawie dobrane tempo akcji

Minusy: 
- przestarzała, wprowadzająca w błąd koncepcja naukowa
- niewyraźni, czasem wręcz drażniący bohaterowie
- ciągnąca się fabuła rzadko skupiająca się na głównych wątkach
- brak logiki w tworzeniu splotów akcji, uczuć i rozumowania samych bohaterów
- stereotypowe podejście (ksiądz na siłę udowadniający istnienie Boga, głupia i manipulatorska kobieta)
- może czepialstwo, ale okładka zupełnie nie oddająca fabuły książki

Dodatkowe uwagi:
- szczególnie nie polecam ludziom znającym się na nauce

Moja ocena:
3/10 [Dałabym dwa, ale tę - w porównaniu do "Bezdomnej" - dało się czytać]

Książka bierze udział w akcjach: "Polacy nie gęsi" oraz "Czytam nie tylko Amerykanów"

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

"Bezdomna" - Katarzyna Michalak

    Zaczynają się recenzenckie schody. Książka, której nie da się tak po prostu przypisać do którejkolwiek z liczb mojego kryterium, czyli typowego ".../10". Bardzo, naprawdę bardzo chciałabym ocenić tę książkę pozytywnie, ale sumienie nie dałoby mi żyć spokojnie.
    Główną bohaterkę książki, tytułową Bezdomną (Kingę Król) poznajemy w noc wigilijną, gdy postanawia raz na zawsze ze sobą skończyć. Odkładanie przez naprawdę długi czas psychotropy połączone z kradzionym alkoholem mają jej w tym pomóc. Zastanawiające może być, czemu w ogóle chce to zrobić. Czy to z powodu cierpienia towarzyszącego życiu na ulicy, bo w końcu co to za życie, czy może czegoś innego, zupełnie niezwiązanego z jej pozycją, bądź co bądź, społeczną. W popełnieniu samobójstwa przeszkadza jej jednak kot, z którym zatrzasnęła się ona w śmietniku. Ostatkiem sił chce pomóc mu w wydostaniu się na wolność, lecz ten zostaje i... przyciąga niespodziewanego zupełnie o tej porze gościa. Aśka Reszka. Kinga doskonale ją znała, nienawidziła jej, a ta nie miała pojęcia kim jest Bezdomna. Zaprosiła ją więc do domu, przydało się w końcu wolne miejsce przy stole wigilijnym.
    Książka poruszająca naprawdę poważne problemy, lecz jakże tu pisać o nich w sposób tak naiwny, niewyczerpujący tematu, tak stereotypowy. A propos tego ostatniego - na książce powinno widnieć ostrzeżenie: "UWAGA! STEREOTYPY". Być może autorka nie miała tego w zamiarze, niewykluczone nawet, że chciała pokazać ludzi bezdomnych jako niekoniecznie tych, którzy sobie takie życie wybrali, matki zabijające swoje dzieci jako kogoś, kogo nie można usprawiedliwić, a dziennikarzy jako wredne szuje i hieny, ale wyszło naprawdę zupełnie przeciwnie. Stereotypy powiela się w tej książce na każdym kroku. Gruba, wredna dziennikarka , bezdomna dzieciobójczyni i oczywiście seksistowskie "każdy facet to zboczona świnia". Pisanie o ważnych rzeczach i wielkich problemach wymaga zgłębienia tematu, zrozumienia go i przede wszystkim dobrego przekazania czytelnikowi, bo zbyt powierzchowne (a czasem wręcz niegrzeczne) przytoczenie postaci która jest ucieleśnieniem jakichś konkretnych zachowań, reakcji czy problemów, może skończyć się złym tego odebraniem (jak w moim przypadku) i niechęcią wobec nie tylko samych postaci, ale i w pewnym sensie autorki.
    Nie każdemu może się spodobać rodzaj tandetnego i nieśmiesznego humoru typu "Tysiąc znajomych na facebooku, a wigilia z Polsatem", jakieś dziwne nazywanie byłych facetów, dialogowe monologi, które nie są wprawdzie ani dialogiem, ani monologiem. W książce występuje też niezliczona ilość przekleństw. Można pomyśleć "To opowieść o nieszczęśliwych kobietach! Są pijane! Mogą przeklinać!". Oczywiście, mogą. Ale dlaczego aż tyle? Nie dało się zapisać tego w inny sposób? Ogólnie styl pisania mi się nie spodobał. Było to coś na pograniczu tandety, monologu gimnazjalistki i czegoś jeszcze dziwniejszego. Renomowana, zapraszana na salony dziennikarka mówiąca takim własnie językiem nie robiła pozytywnego wrażenia.
    Negatywów jest o wiele więcej, lecz, jeśli chcesz (nie, nie nie!), możesz poszukać ich sam(a), ja już nie mam na to ani siły, ani ochoty. W wielkim skrócie - nie polecam tej książki nikomu. No, chyba że poszukujecie powodu do nie tyle śmiechu, co zażenowania.


Plusy:
+ książka z pomysłem
+ poruszenie ważnych kwestii i problemów aktualnych do dziś
+ lekturę szybko się czyta

Minusy:
- nieciekawy, a wręcz odrzucający styl pisania
- dużo przekleństw i mowy sztucznie stylizowanej na potoczną
- niewyraziste postacie stworzone bez pomysłu
- tandetny i nieśmieszny humor
- wiele wykluczających się cech, sytuacji itp.
- nieciekawe i naiwne zakończenie
- powielanie stereotypów
-  niewyczerpanie przedstawionych tematów i problemów społecznych
- byle jaki i niepoprawny język

Dodatkowe uwagi:
- Blog autorki: kilk
- powieść otrzymała wyróżnienie jury w konkursie na Najlepszą książkę na lato 2013 w kategorii powieści obyczajowych

Moja ocena:
2/10


Książka bierze udział w akcji "Polacy nie gęsi"
"Kinga straciła już wszystko: dom, rodzinę, dziecko i poczucie godności. Wtedy w jej życiu pojawia się Aśka. 
Kobieta, która kiedyś zrujnowała jej małżeństwo, teraz wyciąga do Kingi pomocną dłoń. 
Czy to wyrzut sumienia, ludzki gest, a może jakiś ukryty plan? 
Aśka nie zna jeszcze historii dawnej rywalki – historii tak bolesnej i wstrząsającej, że aż trudno to sobie wyobrazić. 
Czy Aśka zdobędzie zaufanie Bezdomnej? Odkryje, dlaczego Kinga tak sobą gardzi, tak bardzo cierpi? Co zrobi, gdy pozna jej prawdę? 
Czy w Aśce zwycięży wścibska dziennikarka, czy wrażliwa, czuła na krzywdę innych kobieta?"