czwartek, 20 lipca 2017

Mavka, czyli animacja, dla której pojechałabym za granicę | Kulturalne info


Hej, hej filmoholicy!
Mam dla was super wiadomość, dlatego piszę tego posta na szybko, by się nią z wami podzielić.
Doskonale wiecie, jak kocham animacje wszelakie, a gdy wspomnę jeszcze, jak dawna kultura słowiańska mnie interesuje, zrozumiecie, czemu wam o tym piszę.

Jak prawie każdego popołudnia przeglądam Facebooka.
Koty.
Przyjęta uchwała o SN.
Koty.
Ukraińska animacja.
Astrono...
Chwila.

Widzę jakąś piękną stopklatkę i muszę się zatrzymać.


Coś jak zaczarowany, magiczny las. Wiem już, że muszę to obejrzeć.
Wideo okazuje się być zapowiedzią pełnometrażowego filmu animowanego wyprodukowanego na Ukrainie. Dla mnie oznacza to zabawę tradycją, piękne, barwne animacje, a to wszystko w otoczeniu pięknej, boskiej przyrody.
Trailer mówi mi, że się nie mylę. Zresztą, obejrzyjcie sami.


Mamy więc bohaterkę o urodzie słowiańskiej bogini, kochającą przyrodę i... w dziwny sposób reagującą na dźwięk fletu.
Nie mogę się doczekać, aż poznam całą historię.
I ta niesamowita muzyka w tle...


Film ma ukazać się w roku 2019. Jeśli nie wyświetlą go w Polsce i będzie trudnodostępny na nośnikach DVD, przysięgam sobie, że pojadę choćby na Ukrainę, by go obejrzeć.

Znalazłam również film ukazujący proces powstania filmu. Polecam, by dowiedzieć się, jak ewoluowała nasza (prawdopodobnie) główna postać i skąd wzięły się symbole na jej ciele.


To tyle na dziś. Krótka notka informacyjna, mam nadzieję, że niecierpliwicie się tak samo jak ja!
Hejo!

poniedziałek, 10 lipca 2017

MY, MASOCHIŚCI - ZA CO KOCHAM ANTYUTOPIE | NIE WIEM, TO SIĘ WYPOWIEM #4


  Trochę was okłamałam. Po pierwsze, będzie pisane o mnie, a po drugie - nie tylko antyutopie, ale i również dystopie i postapo. Teraz, skoro przyznałam się do grzechu, możemy kontynuować.

    
Hej, hej książkoholicy!
Za oknem upał, słońce świeci nieubłaganie mocno, a to oznacza, że jest idealna pora na... siedzenie na kanapie z laptopem i pisanie dla was posta! Lodów kupić zapomniałam, więc lekko zasmucona (ale pełna energii) zabieram się za wymądrzanie!


DOBRZE WIECIE, OD CZEGO SIĘ ZACZĘŁO

Ale jeśli nie, spieszę z wyjaśnieniem. Zaczęło się więc od Ostatecznych Henryka Wiatrowskiego [recenzja obowiązkowa]. Pisać i mówić o tej książce będę, dopóki życia mi wystarczy. Ta krótka książka sprawiła, że najbliższe pół godziny spędziłam płacząc w poduszkę. I kocham ją całym moim sercem, każdym jego fragmentem. To ona uświadomiła mi, na czym ten gatunek polega i jak bardzo pełen sprzeczności jest. Poza tym, że doprowadza mnie do łez i wniosków, że ludzie są źli, okrutni i tak dalej, to uczy. Czego? Do tego jeszcze wrócimy, obiecuję.


ANTYUTOPIA A DYSTOPIA

Jeśli ktoś z was myślał, że są to synonimy - jesteście w błędzie. Ale zamierzam was z niego wyprowadzić.
No dobra, nie jest aż tak źle. Bo w mowie potocznej używamy tych pojęć zamiennie. Ale skoro mówimy o literaturze, to warto je od siebie odróżniać
Antyutopia to świat, w którym indywidualność człowieka zabierana jest na rzecz dobra ogółu. Innymi słowy - utopijny program, który ma świat naprawić, a doprowadza do totalitaryzmu i utraty prywatności poprzez kontrolę i "pranie mózgów".
Dystopia natomiast to pewna... wizja przyszłości, całkiem prawdopodobna, bo biorąca się z rzeczywistości.
Granica jest bardzo cienka, trudno więc stwierdzić czy dana książka należy do jednego nurtu, drugiego czy jest hybrydą obu.
Tak jest na przykład z Rokiem 1984. Naprawdę wiele czasu spędziłam czytając o nie tylko samym Orwellu i jego reprezentatywnej książce, ale też o komunizmie w Hiszpanii i hiszpańskim powstaniu, w którym autor brał udział i które przyczyniło się do napisania antyutopii (ta książka nazywana jest prekursorem gatunku; mamy nawet przymiotnik orwellowski). Nie mogłam jednak ostatecznie i definitywnie dopasować jej [książki] do któregoś z gatunków. Mamy tam przecież obecną (na tamte czasy) sytuację polityczną, która rozwijała się przecież w zawrotnym tempie, a dyktatura i totalitaryzm mogłyby z powodzeniem wprowadzić cały orwellowski właśnie system. Z drugiej strony społeczeństwo jest ogłupiane i całkowicie kontrolowane, co ma spowodować porządek w tamtejszym świecie.

ZA CO KOCHAM TEN GATUNEK?

Jakkolwiek to zabrzmi - za to, że autorzy pokazują nam, jak złymi ludźmi jesteśmy. A raczej, że ludzie to najgorszy i najokrutniejszy gatunek ze wszystkich zwierząt.
Czytaliście Metro 2033 [recenzja]? Mamy tam mały świat. Taki sam jak nasz, tylko z wyolbrzymionymi wartościami i osadzony w moskiewskich podziemiach. Dowiadujemy się, że pieniądze to tylko papierki, a rację każdy ma swoją.
Ostateczni pokazują nam, że brak komunikacji, współczucia i zrozumienia dla odmieńców może doprowadzić do śmierci niewinnych osób. I przede wszystkim, że kilkoro ludzi może zniszczyć cały świat, doprowadzić do podziałów i niesprawiedliwości.

Najmniej serca mają ludzie. Bo nie działają pod wpływem instynktu, a świadomie zabijają, niszczą i krzywdzą, by osiągnąć coś, co stracą zaraz po śmierci.
Do takich samych wniosków dochodzimy przy każdej antyutopii, dystopii czy postapokalipsie.

I to jest właśnie ta nauka.
Pisarze tworzą światy, w których nie chcemy nigdy żyć. Chwilę później widzimy, że to jest przecież możliwe. Wiemy, że są ludzie, którzy byliby w stanie to zrobić.
I zaczynamy zmieniać świat. Powoli, małymi kroczkami. Uczymy się na błędach, których jeszcze nie popełniono. Dobra nasza. Mamy szansę zastanowić się nad swoim życiem i zacząć czynić dobro, w nadziei, że ktoś zrobi to samo.

Zło ze świata nie zniknie, ale możemy sprawić, że będzie on lepszy.
Czyż to niesamowite, że do takich wniosków - a potem i czynów - dochodzimy po nie stu, nawet nie dziesięciu, a po jednej książce? Za to właśnie je kocham. I zrobię wszystko, byście i wy pokochali.

środa, 24 maja 2017

MARATON FILMOWY/ PLANY FILMOWE | 24-31 maja

Hej, hej filmoholicy! Ostatnio piszę głównie dla was, ale dalej męczę jedną książkę. Chyba w końcu się poddam...

   
Gdy tylko włączam Filmweba, widzę 90 filmów do obejrzenia. Zawsze starałam się oglądać wszystko na bieżąco, a tu... 90 FILMÓW!
Postanowiłam więc zrobić sobie małe wyzwanie.

Jeden tydzień. 
Dziesięć filmów.

Niewiele? Tylko z pozoru. Praca nie pozwala mi siedzieć nocami codziennie przed ekranem. Nawet na seriale nie mam wiele czasu. Mam więc nadzieję, że uda mi się obejrzeć je wszystkie, a może nawet więcej.
Po każdym filmie notować będę swoje odczucia. Później napiszę podsumowanie, w którym je zawrę.
Nie przedłużając, poznajcie moje plany na najbliższy tydzień!




MANDARYNKI (2013)
reż. Zaza Urushadze

  
MECHANICZNA POMARAŃCZA (1971)
reż. Stanley Kubrick

  
CUDOWNIE MIEJSCE (1994)
reż. Jan Jakub Kolski

  
ŻYCIE JEST PIĘKNE (1997)
reż. Roberto Benigni

  
ONA (2013)
reż. Spike Jonze

  
NAKARMIĆ KRUKI (1976)
reż. Carlos Saura

  
CHOĆ GONI NAS CZAS (2007)
reż. Rob Reiner

  
ZAGINIONA DZIEWCZYNA (2014)
reż. David Fincher

  
BOYHOOD (2014)
reż. Richard Linklater

   
STOWARZYSZENIE UMARŁYCH POETÓW (1989)
reż. Peter Weir

   


To jak, planujecie maraton ze mną?
Dajcie koniecznie znać, gdy któryś z tych filmów widzieliście.
Trzymajcie kciuki, żeby się udało!
Hejo!


niedziela, 7 maja 2017

FILMY NA KAŻDĄ PORĘ ROKU

 Hej, hej filmoholicy! U mnie wiosna w pełni, słońce świeci za oknem (w przerwach, gdy nie pada) i chmurami. Ale lepsze to niż śnieg, prawda, Polsko?
Ostatnio z filmami u mnie na bakier, bo dziwnym zrządzeniem losu oglądam same seriale. No, prawie same.
W tle SAMAEL, więc mogę pisać. Choć nie mam dużo czasu, bo HALO, schabowe same się nie zrobią!

Dziś mam dla was 12 filmów - po jednym na miesiąc i 3 na każdą porę roku. Filmy, które oglądałam często nie jeden raz i  zawsze mi się z tą porą kojarzą.

  
WIOSNA

Pora zmian, wszystko budzi się do życia, a my po raz kolejny w tym roku obiecujemy sobie, że w końcu pójdziemy na siłownię. Albo biegać. Nie jestem sama, nie? Okres, w którym nie chce nam się robić kompletnie NIC, więc i kino musi być mało wymagające. Oczywiście bez przesady, nie zrobię wam krzywdy polecając "Sharknado" (chyba że to z Taylorem występującym przez 7 sekund; dajcie znać, a podam wam konkretną minutę!).

Dziennik Bridget Jones
Tu nie ma żadnych wątpliwości - żaden z filmów trylogii nie zalicza się do kina ambitnego. Ale komedie z założenia mają... bawić. I tak jest w tym przypadku. To typowa komedia romantyczna, przy której śmieję się jak głupia za każdym razem. Każdym. A oglądałam film co najmniej 4 razy. Jest jeszcze jeden powód, dla którego Dziennik jest cudowny. Ten powód to, oczywiście, Colin Firth. Błagam, która za nim nie szaleje?! Dla Pana Darcy'ego (dobrze odmieniam?) w świątecznym sweterku oddam te kilka godzin mojego życia. Bez wahania.

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Znowu komedia, ale tym razem czarna. Kocham takie całym moim sercem, a ten film jest jednym z powodów. Ekranizacja, choć pierwowzoru nie czytałam. Mogę podejść do tego z otwartą głową. Albo umysłem, jak wolicie. Przeczytałam tyle sprzecznych opinii i recenzji, że się w głowie nie mieści, ale to chyba "dolegliwość" każdego filmu tego typu. Bo czarne komedie nie każdy lubi i nie każdy powinien oglądać. Dla mnie - humor przedni, świetna ironia i dwie godziny niesamowitej zabawy.

Klub winowajców
Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale gdy myślę wiosna - myślę też Breakfast Club. Przez każdego, kto obejrzał, określany jednym słowem - kultowy. I to prawda. Film-ikona lat 80., pełen humoru, stereotypów, ale przy tym film prawdziwy. Bo nie mówi o głupich problemach depresyjnych nastolatków (co pokazuje na przykład "Sala samobójców"), a ważnych i częstych w tym wieku. Robi się poważnie, a to dopiero maj!

LATO 

Robi się upalnie, na filmy nie ma dużo czasu. Dniami chowamy się w cieniu drzew gdzieś nad rzeką, a wieczorami siedzimy na placach zabaw, bo przecież jest lato, a my mamy tylko 19 lat! Okej, znowu historia mojego życia, ale to mój blog, moja część internetu, a wy czytacie to, bo chcecie znać moją opinię! Wracam więc o północy do domu i jedyne, co mam ochotę oglądać... to animacje. Tak, tak, u mnie lato stoi bajkami właśnie.

Nowe szaty króla
Jedna z moich ulubionych, mogę oglądać codziennie i nigdy mi się nie znudzi. Genialny Kuzco i jeszcze lepszy Kronk. Piosenka na początku wygrywa wszystko, a rozmowa z wiewiórką to moment, przy którym zawsze płaczę ze śmiechu. A tak podsumowując, to świetna i zabawna animacja, oczywiście z przekazem nie tylko dla najmłodszych.

Mulan
Jak nie ma zestawień książkowych bez Ostatecznych, tak nie ma animacji bez Mulan. Oczywiście moja ulubiona animowana pełnometrażówka. Chiny, okres hanami, czyli kwitnących wiśni. Młoda dziewczyna idąca na wojnę za swojego chorego ojca. Wszyscy to już znamy, a skoro tak, wiemy, jak kultowa i piękna jest to opowieść. Od disnejowskich piosenek, które mówią nam bardzo wiele, przez kreację każdej postaci, aż po typowy dla wytwórni, ale wciąż doceniany morał. Nie dość, że Azja, to jeszcze silna bohaterka. Kino na każdy letni wieczór i poranek.

Rzymskie wakacje
Okej, to nie jest animacja, ale tytuł mówi sam za siebie. Jestem ogromną fanką przepięknej Hepburn, w każdej z jej roli - zakonnicy, prostej dziewczyny czy, w tym przypadku, księżniczki. Piękny, niezastąpiony klimat drugiej połowy XX wieku, bezbłędna angielszczyzna i przystojny jak cholera Peck, to coś, z czym chcę spędzać letnie noce.

JESIEŃ

Co do jesieni mam trochę inne zdanie niż wszyscy. Oni wpadają w depresyjny nastrój, a dla mnie to taki renesans roku. To idzie tak: jesień, Święto zmarłych, więc zaczynamy myśleć o swoim życiu. Exegi monumetum, memento mori i inne takie łacińskie mądrości. Dochodzimy wtedy do zaskakujących wniosków, że jako ludzie jesteśmy gatunkiem beznadziejnym i postanawiamy po raz trzeci w roku zmienić swoje życie. Dlatego jest to okres filmów mądrych i dziwnych.

Efekt motyla
Okej, to już tytuł kultowy. I jeden z tych, w których gdy się nie skupisz od początku, nie będziesz wiedzieć o co chodzi. Trzeba pisać coś więcej?

Piękny umysł
Jeden z moich ulubionych podgatunków dramatów, czyli biografia. Kocham filmy o wielkich naukowcach, a ten jest jednym z najlepszych. Scena z wręczaniem długopisów - mistrzostwo świata. Wzruszająca, symboliczna i piękna. Mamy więc naukę, chorobę psychiczną i trudną, ale wielką miłość.

Więzień nienawiści
Temat neonazizmu jest niesamowicie interesujący i przerażający jednocześnie. A ponieważ ja, jako miłośniczka anty- i dystopii jestem masochistką i lubię potwierdzać, że ludzie są źli, obejrzałam już dziesiątki filmów tego dotyczące. American History X, bo tak tytuł brzmi oryginalnie, jest jednym z wyjątkowych, jak Fala. Ma własny klimat i własną, niesamowitą historię do opowiedzenia. Czy to ostrzeżenie? Nie do końca, bo skoro wojny nie wybiły tego ludziom z głowy, chyba nic tego nie zrobi.

ZIMA

Zima ma to do siebie, że sama stwarza piękny nastrój i nie potrzeba niczego więcej niż tylko ciepłego koca, kakao i dobrego, zimowego oczywiście, filmu. Bo ta pora roku zarezerwowana jest dla pozycji świątecznych i rozgrywających się w czasie, gdy za oknem pada śnieg.

Barany
Jeśli usłyszycie, że to film o dwóch hodowcach baranów, to po pierwsze zostaliście oszukani, a po drugie nigdy tego filmu nie obejrzycie. A tego chcę uniknąć, więc napiszę wam prawdę. Jest to opowieść o miłości. Prawdziwej, braterskiej miłości, która swoim ciepłem okrywa zmarznięte ciała. W przenośni i dosłownie. Bo gdy za oknem zamieć, a w sercach lód, tylko tragedia może odmienić życie. Pozycja obowiązkowa, szczególnie zimą.

Kraina Lodu
No dobra, to już chyba wszyscy znają. Ale nie mogę pisać o zimie, nie wspominając o pięknej animacji współczesnego Disneya. To jeden z tych filmów, które rozgrzewają serce otulając je plecionym kocem. Kolejny przykład miłości. Siostrzanej, ale nie tylko. Jak na animację - bardzo rozbudowany świat i dojrzała historia.

Ekspres Polarny
Jeśli myśleliście, że znajdzie się tu Kevin, to byliście w błędzie. Nie cierpię Kevina. Znudził mi się jakieś 8 lat temu. Znowu animacja, ale tym razem dla starszego odbiorcy. Tak sądzę. Boże Narodzenie. Pod twój dom podjeżdża... pociąg. Co robisz? No raczej, że wsiadasz! W końcu dostajesz złoty bilet, czemu by nie skorzystać? I wiesz co? Podjąłeś dobrą decyzję, Bo choć podróż nie będzie łatwa, zapamiętasz ją do końca życia. Bo nareszcie dowiesz się, na czym polega magia świąt. Znów - piękna, rozgrzewająca animacja, która roztopi każdy lód. Wzruszająca i... magiczna. Taka, jaką powinniście obejrzeć w Święta.



Na dziś to wszystko. Mam wrażenie, że o tylu filmach wam nie napisałam. Ale napiszę, nie martwcie się. Polecam je wszystkie i każdy z osobna, Zapiszcie te tytuły na waszej liście, siądźcie spokojnie, włączcie jeden z nich i zapomnijcie o świecie. Bo o to w filmach chodzi, prawda?

środa, 3 maja 2017

Polski TAG książkowy


 Hej, hej książkoholicy! Autorskiego tagu nie było ponad rok, więc chyba już najwyższa pora. A ponieważ trafiła się niemała okazja, jaką jest wielkie i ważne dla nas, Polaków, święto, widzicie go właśnie dziś!
Zasady są jak zwykle proste - ja daję wam zadania, które interpretujecie w dowolny sposób, odpowiadacie na nie i nominujecie do tagu kolejnych blogerów. Jak wiecie (lub nie), moje tagi cechują się swoją lakonicznością - są bardzo krótkie i rozległe w odpowiedzi.
To co? Zaczynamy!



Biało-czerwona flaga - książka, w której krew została oddana w dobrej sprawie

Pytanie trudne, ale wierzę, że dacie radę! U mnie będzie to - zdecydowanie - "Młody Samuraj", a dokładniej wojna z shogunem. Wielu oddało życie, by ocalić niewinnych i bezbronnych. Postawa godna prawdziwego samuraja.

Warszawska Syrenka - książka, której akcja dzieje się w wielkim mieście

Nie dość, że akcja "Czasu Żniw" (recenzja) dzieje się w ukrytym zakątku Londynu, to karna Kolonia - Oksford wydaje się być całkiem pojemnym miastem-państwem: mamy tu typowe dormitoria, plac główny, mieszkania cyrkowców i komnaty tych ważniejszych. A Londyn? Miano stolicy mówi samo za siebie!

Fiat 125p - zapomniana książka, o której powinien usłyszeć świat

Nie oszukujmy się - nie byłabym sobą, gdyby nie było tu "Ostatecznych". Jeśli nie przeczytałeś recenzji, daję ci szansę (RECENZJA)! Książka wydana przez mały, nieistniejący już Kurier Podlaski. Kawał dobrej fantastyki, moja najukochańsza i niezwykle dla mnie ważna. W czasach, gdy fantastyka przeżywa swoje złote lata, ktoś powinien wydać ją ponownie, z należytym dla niej szacunkiem. I - jak już obiecałam - zrobię wszystko, by tak się stało.

Morze Bałtyckie - książka z otwartym zakończeniem

Czy może pasować tu książka inna, niż taka, która kończy się słowem... POCZĄTEK?
Mowa tu o "Futu.re" (recenzja, z której jestem swoją drogą dumna), która skłoniła mnie do sięgnięcia po Głuchowskiego - pisarza, którego szanuję za to, co mówi, co pisze i jak patrzy na świat. Bo są książki, których zakończenia lepiej nie znać. Tak jest w tym przypadku. Panie Dmitrij - ma pan moje serce do dyspozycji. Pod warunkiem, że nigdy nie stanę się nieśmiertelna.

Muzeum Powstania Warszawskiego - książka, przy której nie sposób nie płakać

Przy pewniej scenie śmierci płakałam bardzo długo. Śmierci smutnej, brutalnej i niesprawiedliwej. Był to jeden z niewielu takich przypadków, ale nie umiałam powstrzymać łez. "Opowieści Rodu Otori" to seria, do której muszę wrócić, ale tak bardzo nie chcę, by się skończyła. Pozycja obowiązkowa dla miłośników ninja i samurajów.


NOMINACJE

To już chyba rutyna - Suomi
I kolejna - Paulina
Pati, która ma taki sam szablon!
Ola, która mam nadzieję, że znajdzie chwilkę
Magda, której Instagram wymiata, a wiersze jej mamy to arcydzieło!
Nowość, bo Filip, o którym dopiero się dowiedziałam - czekam na ta w formie filmu!
Daria - szacun za polskie tytuły i regularność!

Dziś trochę poważnie, ale i dzień i okazja poważne. Tag zaskakująco długi, ale myślę, że mieści się w standardzie. Niedługo (na prawdę!) zapraszam was i filmoholików na post poświęcony filmom na każdą porę roku. Póki co, życzę dobranoc albo miłego dnia.
Hejo!

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

KULTURALNE GUILTY PLEASURE


Hej, hej... wszystkim!
Jest 23:15, oczywiście idealna pora na napisanie posta (tak, 'posta', nie 'postu' - idąc za słowami prof. Bańki). Przedstawiam wam listę moich wstydliwych przyjemności (KULTURALNYCH!), ale najpierw pogadanka popisanka(?!). Tak. Właśnie tak. Chwila, idę po lody.

Ostatnio położyłam się wygodnie, wzięłam laptopa, włączyłam Filmweb i postanowiłam obejrzeć jakiś ambitny film. Kilka minut później wzdychałam nad panem Darcym.
Mój mózg odpoczywa ostatnio od wszystkiego, co poważne czy ambitne właśnie.
I tak sobie myślę - ja, osoba, która kocha ponad wszystko dramaty, metal i muzykę klasyczną, siada wieczorami i włącza sobie głupią komedię romantyczną, a chwilę później przegląda najgłupsze artykuły w internecie przy akompaniamencie głośnej muzyki hiszpańskiej, która brzmi jak z klubu w "Zbuntowanym aniele". Mam się czego wstydzić? Trudno powiedzieć. Bo wiecie, guilty pleasure jest wstydliwe chyba tylko z nazwy. Każdy z nas ma w sobie ten pierwiastek ogromnego szaleństwa i ryzyka zrujnowania swojego życia, który każe nam włączyć głupi film i posłuchać pustej muzyki. To też jest częścią nas i składa się na nasz gust, ale nie o tym miałam pisać. Poza tym i tak pewnie nikt tego nie czyta, bo wszyscy przeszli do listy. Przyznaj się, ciebie też kusiło. Za dużo gadam. I piszę. Jejusiu, powinnam iść spać. Co ja robię ze swoim życiem...


POP

Muzyka popularna, muzyka z samego serca... nikąd. Muzyka, którą Corey Taylor określił jednym z jego osobistych siedmiu grzechów głównych. Czy miał rację? Jak najbardziej. Tym bardziej wstydzę się przed sobą, że w ukryciu przed światem słucham sobie "Shape of you" Sheerana (tak w ogóle to mam pół godziny drogi do miejsca jego urodzenia; ale ciekawostka) albo - co jeszcze gorsze - "Side to Side" tej wkurzającej jak nagrzana poduszka, ale - co by nie mówić - utalentowanej Grande. Tak, wstydzę się tego. Ale dobrze się przy tym bawię (sama ze sobą co prawda) i to bym Taylorowi powiedziała. Nie, w sumie to bym nie powiedziała.
W ogóle to wytłumaczcie mi, czemu nie mam tak z muzyką hiszpańską. Albo nie wiem, Linkin Park (taki żarcik).

SERIALE

Nie wszystkie. Seriale kocham i chyba każdy, kto mnie zna, to wie (nie za dużo przecinków?). Chodzi mi o takie, o których oglądanie nikt by mnie nie podejrzewał. Przykład? "Plotkara", ostatnio "Girlboss"(albo jakoś tak) czy "Trzynaście powodów". Seriale, które są tak bardzo nie w moich klimatach. Bo gdy myślicie o mnie, wykluczacie kompletnie modę, bff'y, ploteczki czy, na przykład, wielkie życiowe problemy z chłopakami (tak, Asia, wiem, że zaprzeczysz; nie o to mi chodzi, nie rozumiemy się). Zawsze mnie to bawiło i dalej będzie, może właśnie dlatego tak bardzo te seriale lubię. Ani nie są świetne jakościowo, ani treść nie jest szczególnie impr.. impe... imponująca. O, tego szukałam. Ale daje rozrywkę na długie godziny, bo po całym dniu w pracy czy szkole nie ma się najmniejszej ochoty na trudny dramat czy kolejny odcinek "Black Mirror".

YOUTUBE

Gdy ktoś mnie spyta, co oglądam na tej platformie, bez zawahania wymienię: Sci-funa, Cyber Mariana, Z Dupy, AdBustera, Naukowy Bełkot, Z głową w gwiazdach, Astrofazę, jakieś dwa vlogi książkowe, Sfilmowanych czy Na Gałęzi. Nie skłamię, bo nie dam rady wymienić przecież wszystkich (Roja nie wymieniłam na przykład!!!*), ale jednak celowo ominę co najmniej 5. I to wyłącznie** dlatego, że nie pasują do reszty listy. Nie trudno bowiem zauważyć, że nauka kręci mnie bardziej niż przystojny juror na festiwalu teatralnym, a o filmach mogę słuchać godzinami, nie ważne, z której perspektywy. Wiele więc straciłabym w czyichś oczach, gdybym dopowiedziała, że jestem uzależniona od Amerykanek robiących wciąż te same "TUMBLR ROOM DECOR" czy "DIY BACK TO SCHOOL SUPPLIES" i (cudownej swoją drogą) Pauli z DailyBoogie albo Ani z KichiTV. Czy obchodzi mnie ich opinia? Nie do końca. Ale lubię stwarzać wrażenie osoby wszystkowiedzącej (o czym wie każdy, kto porozmawiał ze mną dłużej niż pół minuty) i w ogóle poważnej i patrzącej z góry na takie głupoty. Nic na to nie poradzę, to jedna z moich wad. No ale nie do końca, bo żeby chwalić się wiedzą, trzeba takową posiadać. Czy się wstydzę oglądania tych "przyziemnych" kanałów? Jak najbardziej.

To miała być kulturalna lista.Wyszło jak wyszło, ale skoro nie napisałam o miłości do jednorożców, trzydziestoletnich facetów czy czytania gazet politycznych, to nie jest tak źle.
Byłam z wami szczera, nie wykorzystujcie tego przeciwko mnie.

Macie wrażenie, że ten post równie dobrze mógłby nie powstać, bo nie wnosi do waszego życia niczego, poza pozycjami na Youtubie, które musicie nadrobić?
No dobra, to jakiś sens ma.
W ogóle to już dziewięć minut po północy, a ja po te lody nie poszłam.
I już nie pójdę, bo chwilę temu brałam antybiotyk i nie mogę.
Kogo to obchodzi?
Słucham sobie Disturbed, ale włączę chyba Marsów, bo dawno nie słuchałam.
Albo pójdę spać?

Hejo!

*podobno ktoś, kto nadużywa wykrzykników lub daje wielo...wykrzyknik (to ja) jest niezrównoważony psychicznie
**tylko i wyłącznie to pleonazm, może was to obejść labo nie; ale lepiej, żeby obeszło, liberaliści




Co wy na to, żeby po każdym poście dawać kocie memy? Koty są spoko.
 Ps. Nie włączyłam Marsów, tylko  Slipknota, Nudna jestem.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Bookspiracje #4

Hej, hej książkoholicy!
Wiosna wróciła, więc wracają także bookspiracje!
Ponieważ ja sama potrzebuję motywacji, przejdźmy do właściwej części.