czwartek, 27 lipca 2017

NAJGORSZE POLSKIE TŁUMACZENIA TYTUŁÓW FILMÓW #2


Hej, hej filmoholicy! Po wielu miesiącach wracam do posta o tłumaczeniach filmów i zabieram się za część drugą.

Dziwnie się czuję, że muszę pisać takie rzeczy, no ale napiszę. Dla jasności.
Ten tekst ma charakter humorystyczny. Szanuję zawód tłumacza i rozumiem chwyty reklamowe i marketingowe. 
Proszę mi więc nie pisać czegoś w stylu: "A ty to tłumaczem jesteś? Prosz barc, sama coś wymyśl. No, dawaj. Proszę. Czekam."
Czasem warto po prostu... zostawić tytuł oryginalny :)



Die hard
tytuł polski: Szklana pułapka

Nic dodać, nic ująć.


Dirty dancing
tytuł polski: Wirujący seks

Och, jak zmysłowo!


Despicable Me
tytuł polski: Jak ukraść księżyc

Ktoś tu nie wierzył w drugą część filmu! Ale nie ma problemu, Despicable me 2 nazwiemy... Minionki rozrabiają!


Phantasm
tytuł polski - Mordercze kuleczki

To tak jak z bąbelkami. Nie da się gniewnie wypowiedzieć słowa 'bąbelki'.


The nightmare before Christmas
tytuł polski: Miasteczko Halloween

Oj, czepiasz się... święta to święta, a poza tym to Burton!


Reality bites
tytuł polski: Orbitowanie bez cukru

To teraz pytanie: ile Orbit zapłaciło za tę reklamę?!



Dosyć absurdów na dziś! Otrzyjcie łzy śmiechu i (grzecznie!) dyskutujcie w komentarzach!
Hejo!

czwartek, 20 lipca 2017

Mavka, czyli animacja, dla której pojechałabym za granicę | Kulturalne info


Hej, hej filmoholicy!
Mam dla was super wiadomość, dlatego piszę tego posta na szybko, by się nią z wami podzielić.
Doskonale wiecie, jak kocham animacje wszelakie, a gdy wspomnę jeszcze, jak dawna kultura słowiańska mnie interesuje, zrozumiecie, czemu wam o tym piszę.

Jak prawie każdego popołudnia przeglądam Facebooka.
Koty.
Przyjęta uchwała o SN.
Koty.
Ukraińska animacja.
Astrono...
Chwila.

Widzę jakąś piękną stopklatkę i muszę się zatrzymać.


Coś jak zaczarowany, magiczny las. Wiem już, że muszę to obejrzeć.
Wideo okazuje się być zapowiedzią pełnometrażowego filmu animowanego wyprodukowanego na Ukrainie. Dla mnie oznacza to zabawę tradycją, piękne, barwne animacje, a to wszystko w otoczeniu pięknej, boskiej przyrody.
Trailer mówi mi, że się nie mylę. Zresztą, obejrzyjcie sami.


Mamy więc bohaterkę o urodzie słowiańskiej bogini, kochającą przyrodę i... w dziwny sposób reagującą na dźwięk fletu.
Nie mogę się doczekać, aż poznam całą historię.
I ta niesamowita muzyka w tle...


Film ma ukazać się w roku 2019. Jeśli nie wyświetlą go w Polsce i będzie trudnodostępny na nośnikach DVD, przysięgam sobie, że pojadę choćby na Ukrainę, by go obejrzeć.

Znalazłam również film ukazujący proces powstania filmu. Polecam, by dowiedzieć się, jak ewoluowała nasza (prawdopodobnie) główna postać i skąd wzięły się symbole na jej ciele.


To tyle na dziś. Krótka notka informacyjna, mam nadzieję, że niecierpliwicie się tak samo jak ja!
Hejo!

poniedziałek, 10 lipca 2017

MY, MASOCHIŚCI - ZA CO KOCHAM ANTYUTOPIE | NIE WIEM, TO SIĘ WYPOWIEM #4


  Trochę was okłamałam. Po pierwsze, będzie pisane o mnie, a po drugie - nie tylko antyutopie, ale i również dystopie i postapo. Teraz, skoro przyznałam się do grzechu, możemy kontynuować.

    
Hej, hej książkoholicy!
Za oknem upał, słońce świeci nieubłaganie mocno, a to oznacza, że jest idealna pora na... siedzenie na kanapie z laptopem i pisanie dla was posta! Lodów kupić zapomniałam, więc lekko zasmucona (ale pełna energii) zabieram się za wymądrzanie!


DOBRZE WIECIE, OD CZEGO SIĘ ZACZĘŁO

Ale jeśli nie, spieszę z wyjaśnieniem. Zaczęło się więc od Ostatecznych Henryka Wiatrowskiego [recenzja obowiązkowa]. Pisać i mówić o tej książce będę, dopóki życia mi wystarczy. Ta krótka książka sprawiła, że najbliższe pół godziny spędziłam płacząc w poduszkę. I kocham ją całym moim sercem, każdym jego fragmentem. To ona uświadomiła mi, na czym ten gatunek polega i jak bardzo pełen sprzeczności jest. Poza tym, że doprowadza mnie do łez i wniosków, że ludzie są źli, okrutni i tak dalej, to uczy. Czego? Do tego jeszcze wrócimy, obiecuję.


ANTYUTOPIA A DYSTOPIA

Jeśli ktoś z was myślał, że są to synonimy - jesteście w błędzie. Ale zamierzam was z niego wyprowadzić.
No dobra, nie jest aż tak źle. Bo w mowie potocznej używamy tych pojęć zamiennie. Ale skoro mówimy o literaturze, to warto je od siebie odróżniać
Antyutopia to świat, w którym indywidualność człowieka zabierana jest na rzecz dobra ogółu. Innymi słowy - utopijny program, który ma świat naprawić, a doprowadza do totalitaryzmu i utraty prywatności poprzez kontrolę i "pranie mózgów".
Dystopia natomiast to pewna... wizja przyszłości, całkiem prawdopodobna, bo biorąca się z rzeczywistości.
Granica jest bardzo cienka, trudno więc stwierdzić czy dana książka należy do jednego nurtu, drugiego czy jest hybrydą obu.
Tak jest na przykład z Rokiem 1984. Naprawdę wiele czasu spędziłam czytając o nie tylko samym Orwellu i jego reprezentatywnej książce, ale też o komunizmie w Hiszpanii i hiszpańskim powstaniu, w którym autor brał udział i które przyczyniło się do napisania antyutopii (ta książka nazywana jest prekursorem gatunku; mamy nawet przymiotnik orwellowski). Nie mogłam jednak ostatecznie i definitywnie dopasować jej [książki] do któregoś z gatunków. Mamy tam przecież obecną (na tamte czasy) sytuację polityczną, która rozwijała się przecież w zawrotnym tempie, a dyktatura i totalitaryzm mogłyby z powodzeniem wprowadzić cały orwellowski właśnie system. Z drugiej strony społeczeństwo jest ogłupiane i całkowicie kontrolowane, co ma spowodować porządek w tamtejszym świecie.

ZA CO KOCHAM TEN GATUNEK?

Jakkolwiek to zabrzmi - za to, że autorzy pokazują nam, jak złymi ludźmi jesteśmy. A raczej, że ludzie to najgorszy i najokrutniejszy gatunek ze wszystkich zwierząt.
Czytaliście Metro 2033 [recenzja]? Mamy tam mały świat. Taki sam jak nasz, tylko z wyolbrzymionymi wartościami i osadzony w moskiewskich podziemiach. Dowiadujemy się, że pieniądze to tylko papierki, a rację każdy ma swoją.
Ostateczni pokazują nam, że brak komunikacji, współczucia i zrozumienia dla odmieńców może doprowadzić do śmierci niewinnych osób. I przede wszystkim, że kilkoro ludzi może zniszczyć cały świat, doprowadzić do podziałów i niesprawiedliwości.

Najmniej serca mają ludzie. Bo nie działają pod wpływem instynktu, a świadomie zabijają, niszczą i krzywdzą, by osiągnąć coś, co stracą zaraz po śmierci.
Do takich samych wniosków dochodzimy przy każdej antyutopii, dystopii czy postapokalipsie.

I to jest właśnie ta nauka.
Pisarze tworzą światy, w których nie chcemy nigdy żyć. Chwilę później widzimy, że to jest przecież możliwe. Wiemy, że są ludzie, którzy byliby w stanie to zrobić.
I zaczynamy zmieniać świat. Powoli, małymi kroczkami. Uczymy się na błędach, których jeszcze nie popełniono. Dobra nasza. Mamy szansę zastanowić się nad swoim życiem i zacząć czynić dobro, w nadziei, że ktoś zrobi to samo.

Zło ze świata nie zniknie, ale możemy sprawić, że będzie on lepszy.
Czyż to niesamowite, że do takich wniosków - a potem i czynów - dochodzimy po nie stu, nawet nie dziesięciu, a po jednej książce? Za to właśnie je kocham. I zrobię wszystko, byście i wy pokochali.