http://kultusarnie.blogspot.com/http://kultusarnie.blogspot.com/p/o-mnie.html


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog recenzencki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog recenzencki. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 października 2015

Retrospekcje - Combat girls. Krew i honor

    Zanim pojawi się recenzja książki, która znajduje się w moich październikowych planach czytelniczych (klik!), wrócę do pewnego filmu, o którym tu nie pisałam, bo ani nie znajduje się w moim "top 5", ani nie oglądałam go szczególnie niedawno. Pomyślałam jednak, że jest to jedyny w swym rodzaju film, jaki zobaczyłam.

  Nie jest to film na poziomie "Niezniszczalnych", czy "Whiplash", który trzyma w napięciu przez cały czas, wbija w fotel i nie pozwala opuścić choć sekundy. Nie. "Combat girls. Krew i honor" mówi o Marisie, która obraza się w neonazistowskim gronie, gdzie nienawiść, brutalność i alkohol stanowią epicentrum życia. Po pewnym czasie domyślamy się, że ogromny wpływ ma na nią jej chłopak, Sandro, dla którego wzorem stał się Hitler - Żydzi, ciemnoskórzy i "odmieńcy" nie są ludźmi. Nie mają prawa życia. Mają je tylko Niemcy.
Kiedy do gangu przyłącza się Svenja, a w mieście pojawia się Rasul, Marisia zaczyna dostrzegać, że patrzeć na świat można inaczej, że agresja nie ratuje świata. Nie jest to oczywiście powodem zadowolenia dla Sandra.

Film, jak już wspomniałam, nie jest stworzony wzorcowo, nie grają w nim aktorzy najwyższej klasy, nie ma zaskakującego zakończenia, ale to nic. Pokazuje on, że przeszłość dalej pozostawia po sobie ślady i będzie tak jeszcze przez długi czas, że są na świecie środowiska niosące zagrożenie, mimo mylnym przekonaniom, że Hitler nie żyje, więc nazizmu nie ma. Ale - co najważniejsze - że zawsze jest szansa, by zmienić swoje życie.


wtorek, 20 października 2015

BE, ROOM, CLIFF TAG

Serwus!
Przybywam dziś z tagową nominacją od Lunatyczki.

Be - room - cliff jest chyba wszystkim znany, a jeśli nie - po krótce wyjaśnię zasady:

    1.Wybieramy dwanaście bohaterek książkowych (płeć przeciwna - bohaterów) i zapisujemy ich imiona na kartkach.


1. Bella  - Zmierzch
2. Diana - Ania z Zielonego Wzgórza
3. Akiko - Młody samuraj
4. Jaginka - Co dalej, szary człowieku
5. Kinga - Bezdomna (recenzja)
6. Julia - Rok 1984 (recenzja)
7. Izabela - Lalka
8. Hilal - Alef
9. Yuki - Opowieści rodu Otori
10. Lisa - Dzieci z Bullerbyn
11. Hazel - Gwiazd naszych wina
12. Dalila - Pierwiastek zero (recenzja)

     2. Mamy cztery tury. w każdej losujemy trzy karteczki z imionami i wybieramy, którą bohaterką chciałybyśmy być, z którą mieszkać, a którą zrzucić z klifu. 

RUNDA PIERWSZA
be: Akiko room: Lisa cliff: Izabela

Tak, tak tak! Wylosowałam bohaterki tak, że każda trafiła tam, gdzie zamierzałam, cudnie! Akiko to taka cudowna, miła i kochana dziewczyna, że dałabym wiele, by nią być. Lisa - zabawna, pełna pomysłów, a Izabela... No cóż, to Izabela :) 


RUNDA DRUGA
be: Yuki room: Hazel cliff: Bella

Ech, zarówno Hazel jak i Bella miały zlecieć z klifu, ale tej drugiej nienawidzę bardziej. Yuki - urocza, wolna, rozmawia ze zmarłymi - jak dobrze by było być nią... 


RUNDA TRZECIA
be: Hilal room: Diana cliff: Kinga

I znowu jestem zadowolona, bo jest, jak być miało. Kinga to wredna dzieciobójczymi, niewdzięczna, odpycha od siebie na wszelkie możliwe sposoby. Diana? Kto by nie chciał przyjaźnić z wiecznie zaczytaną dziewczynką o niezwykle bujnej wyobraźni? Hilal - pewna siebie, uparta - jeden do jednego ja.


RUNDA CZWARTA:
be: Jaginka room: Julia cliff: Dalila

Jaginka była grzeczna, opiekuńcza i niesamowicie urocza. Julia - nie dająca sobą pomiatać buntowniczka, myślę, że byśmy się dogadały. Dalila - wredna, pusta lala - tyle chyba wystarczy. 


Koniec! Bawiłam się wybornie. Do zabawy zapraszam:

http://bookocholic.blogspot.com/
http://bluszczowe-recenzje.blogspot.com/
http://szept-stron.blogspot.com/
http://czytelnia-mola-ksiazkowego.blogspot.com/

Powodzenia!  


niedziela, 18 października 2015

George'a Orwella "Rok 1984"

- Czy Wielki Brat istnieje?
- Oczywiście, że istnieje. Partia istnieje, a Wielki Brat to ucieleśnienie Partii. 
- Czy istnieje w ten sam sposób co ja? 
- Ty nie istniejesz.

  Już jakiś czas zbieram się do napisania tej recenzji. Zastanawiałam się, czy w ogóle ją napisać, bo jest to książka, której nie da się po prostu opisać paroma zdaniami, a opinii wyrazić jakimikolwiek zlepkami liter.
  To moja pierwsza antyutopia (czy ostatnia - nie wiem), więc musiałam użyć wszystkich zmysłów, by się na niej skupić i nie pominąć żadnego faktu.
 Fabuły nie ma sensu opisywać, nie da się zrobić tego w ten sposób, by zawrzeć w niej wszystkie potrzebne informacje i nie zdradzić jej z dużo. Dlatego odsyłam was do opisu na portalu lubimyczytać.pl  (klik)

  Wystarczy spojrzeć na wydarzenia dziejące się w Rosji, na Ukrainie - to tylko najbliższe z przykładów. Czyż mało jest na świecie miejsc, w których coś takiego jak "wolność słowa" nie istnieje? Pragnienie władzy doprowadza do czynów brutalnych, iście nieludzkich. I to właśnie władza jest ciągłym motywem antyutopii Orwella. 
 Bóg to władza, Oni mają władzę, Oni są Bogiem, Oni rządzą światem, przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Ludzie są tylko narzędziem w tworzeniu wielkiego, niezniszczalnego mocarstwa. 


  Po stu osiemdziesięciu stronach poszłam do mamy i powiedziałam jej, że książka jest ciekawa, ale nie rozumiem, czemu ludzie nie mogli po niej spać nocami. Chwilę później żałowałam, że powiedziałam te słowa.
Czułam, że mój umysł przeszywają nieodparte argumenty, moje słowa zatrzymuje niewidzialna tarcza pewności, że każde moje przekonanie jest śmieszne, że wcale nie istnieje. Poczułam obawę, że każde moje wspomnienie jest kłamstwem, że cała przeszłość jest równie zmienna, jak przyszłość. Że można sprawić, że to, co stało się wczoraj, mogło wcale nie istnieć. Śmieszne i banalne? Bynajmniej. 
  Po jakimś już czasie wiem, że gdybym książkę przestała czytać sto stron przed jej końcem, żałowałabym. W jednej chwili zmieniło się wszystko, niewyjaśnione kwestie nagle odnalazły odpowiedzi, wszystko stało się zupełnie czymś innym, niż było chwilę temu.

Nie będę oceniać tej książki w kategoriach plusów i minusów, bo mija się to z celem. Książka minusów nie ma żadnych. A zaletą jest samo istnienie "Roku 1984". 

Ocena ogólna? Wbrew prawom matematyki - 11/10
Bo przecież dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery. 


*Książka bierze udział w akcji "Czytam nie tylko Amerykanów" *

środa, 14 października 2015

#1 Recenzja na gorąco | Hotel Transylwania 2

"Wpuściłeś ludzi do hotelu. Ale nie do swego serca."

Co się stanie, jeśli wnuk wampira okaże się być... człowiekiem?  

  Córka Draculi - Mavis - zostaje wampirzą mamą. Jak się jednak okazuje, nawet po prawie czterech latach Dennis nie potrafi zmienić się w nietoperza, nie umie latać, a nawet... nie ma kłów. Jego dziadek nie potrafi się z tym pogodzić i postanawia zabrać go na obóz, w którym jako dziecko wychował się na prawdziwego krwiopijcę. Jest jeden mały problem... Nie wie o tym sama Mavis.


 Ach, dalej trzymają się mnie dziecinne emocje po obejrzeniu tego filmu. Naprawdę - śmiałam się jak reszta dzieci w sali kinowej. Humor filmu prześwietny. Trudno mi nawet "Transylwanię" opisać. Tę bajkę trzeba po prostu obejrzeć. Zabawna historia, urocze postacie, bawiłam się wybornie.
Jednak dużym dla mnie minusem było ciągłe i usilne wciskanie nowoczesności. Bo oprócz tego, że bajka uczy, to jeszcze poniekąd pokazuje, że w dzisiejszych czasach nawet wampiry mają Facebooka, a każde wideo "leci na Youtube". U mnie to wzbudzało ten nieprzyjemny rodzaj dreszczy, podobnie jak przesadzony miejscami humor, który nie jest odpowiedni dla dzieci w wieku, powiedzmy, dziewięciu/dziesięciu lat.

  Nie widzę sensu w przedłużaniu moich emocji, lepiej wyrazi to moje porównanie.

Plusy:
+ ciekawie skonstruowana historia
+ co w bajce ważne - uczy tolerancji, przyjaźni, miłości
+ poczułam się jak dziecko, bawiłam się naprawdę dobrze
+ bardzo dobry dubbing, razem z grą słów i świetnie skonstruowanymi żartami

Minusy: 
- no cóż, chwilami niedopasowany do młodszych odbiorców humor
- za duża "presja" wywierana na tych, co na technologię są jeszcze lekko za mali

Dodatkowe uwagi:
- film jak najbardziej zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, prawdy w nim zawarte są jak najbardziej uniwersalne
- fanem dubbingów nie jestem, jednak ten cenię bardzo, wyszedł znakomicie

Moja ocena:
8/10

piątek, 18 września 2015

Ewa Barańska i "Pierwiastek zero" - nauka w książce... młodzieżowej?

Już wkrótce..    "W Tablicy Mendelejewa brakuje pierwiastka, który pozwala odpowiedzieć na nurtujące uczonych całego świata pytanie jak stworzyć materię ożywioną." - taki opis wita wszystkich ciekawskich zaglądających na tylne okładki książek. W tym oczywiście mnie. Dalej czytamy: "Wraz z postępem pracy naukowej okazuje się, że na udowodnieniu hipotezy najbardziej zależy pewnej organizacji" - o, robi się coraz ciekawiej, chyba szykuje się pierwszy w moim życiu kryminał! Zaczynam czytać książkę i... Naszą tajną organizacją okazuje się być... Watykan, który (uwaga!) poprzez naukę chce zachęcić ludzi do wiary.
 
    Opisem książki zajmować się nie będę, bo dostępny jest chociażby na portalu lubimyczytać.pl.  W skrócie jednak napiszę, iż rzecz opiera się na niczym innym, jak dążeniach ambitnego, młodego naukowca - Alfreda Mortusa, do odkrycia czegoś, co świat nauki i całe rozumienie życia wywróci o sto osiemdziesiąt stopni.Twierdził, że Mendelejew w swojej tablicy zapomniał o czymś tak oczywistym jak zero. O ile nasz bohater nie jest zbyt doceniany, to jego profesor nadzwyczaj  interesuje się jego projektem. Postanawia oddać go w ręce tajemniczej firmy farmaceutycznej, która z kolei wysyła go w zakazane tereny Bieszczad, gdzie ma wręcz nieograniczone zarówno budżet jak i możliwości. Podejrzane? Jak najbardziej. I w dodatku słusznie.

    Ocenienie tej książki jest naprawdę trudne. Nie wiem, z jakiej perspektywy powinnam na nią patrzeć. Czy traktować ją ulgowo, bo to przecież książka młodzieżowa, czy jako znawca wielu naukowych aspektów zawartych w książce zganić autorkę za wypisywanie bzdur. Gdybym pochwaliła tę książkę mimo mojego załamania zawartymi "faktami naukowymi", chyba bym sobie tego nie wybaczyła. Postanowiłam być więc bezwzględną i wredną czytelniczką.

 Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś o zdrowych zmysłach weźmie się za pisanie książki naukowej nie znając podstawowych informacji. Oczywiście występowały wyjaśnienia niektórych zwrotów, lecz nie o to tu chodzi. Pani Barańska opierała się najwidoczniej na osiągnięciach nauki pierwszej połowy XX wieku, a od tego czasu tak wiele się przecież zmieniło! Gdyby ktoś zacytował "naukowe" dowody księdza Potępskiego, oczytany naukowo rozmówca po prostu by go wyśmiał.

    Naturalnie rozumiem, że nie każdy zwraca na takie rzeczy uwagę, bo, nie oszukujmy się, mało czytelników znało choć połowę pojęć i problemów poruszanych w "Pierwiastku zero". Ta część mojej recenzji skupiać się będzie więc na recenzji z perspektywy zwykłego czytelnika.

   Braku pomysłu Barańskiej zarzucić nie można. Koncepcja - jak najbardziej udana. Z początku i wykonanie było nienaganne, póki nie pojawiła się... kobieta. I nagle dziwnym trafem wszystko zaczęło się walić. Nie tylko w życiu bohatera, bo akcja, która wcześniej była dobrze prowadzona i dawkowana, nagle przyspieszyła do nienaturalnie zwrotnego tempa. Wszystko pisane było "ot tak" - nie zgłębialiśmy już przeżyć wewnętrznych bohatera, nie było na to czasu. Paradoksalnie, miałam wrażenie, że gdybym pominęła kilka stron, niczego bym nie straciła. Zrobiłam tak dwa razy. I było, jak się spodziewałam. Postacie - nudne. Naukowcy przeczący samym sobie (Alfred szukający pierwiastka o masie równej zeru i twierdzący jednocześnie, że coś takiego jak zero wcale nie istnieje), dziwne "zbiegi okoliczności", wywołujące wręcz śmiech, nienaturalne rozterki bohaterów, nie mające żadnego uzasadnienia i sensu. Innymi słowy - gorzej niż się spodziewałam.

Plusy:
+ naprawdę ciekawy pomysł na fabułę
+ początkowo ciekawie dobrane tempo akcji

Minusy: 
- przestarzała, wprowadzająca w błąd koncepcja naukowa
- niewyraźni, czasem wręcz drażniący bohaterowie
- ciągnąca się fabuła rzadko skupiająca się na głównych wątkach
- brak logiki w tworzeniu splotów akcji, uczuć i rozumowania samych bohaterów
- stereotypowe podejście (ksiądz na siłę udowadniający istnienie Boga, głupia i manipulatorska kobieta)
- może czepialstwo, ale okładka zupełnie nie oddająca fabuły książki

Dodatkowe uwagi:
- szczególnie nie polecam ludziom znającym się na nauce

Moja ocena:
3/10 [Dałabym dwa, ale tę - w porównaniu do "Bezdomnej" - dało się czytać]

Książka bierze udział w akcjach: "Polacy nie gęsi" oraz "Czytam nie tylko Amerykanów"

czwartek, 27 sierpnia 2015

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

    Dawno już nie było recenzji, więc oto jest! "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął". Sam tytuł wskazuje na to, że film jest komedią. Zapraszam więc do mojego kutuSarnego świata na recenzję tej niesamowicie dziwnej komedii.

tytuł polski: "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"


tytuł oryginalny: "Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann" (taaaak, szwedzki)


reżyseria: Felix Herngren

gatunek: czarne komedia, przygodowy

czas trwania: 1h 54min

Informacje oraz plakat zdobyte z portalu FILMWEB

    Allan Karlsson kończy sto lat. Gdy pielęgniarki z domu opieki (w którym przebywa) przygotowują mu wyjątkowy (tylko bez marcepanu!) tort, ten... Wyskakuje przez okno! Na szczęście mieszkał na parterze, nie ma się o co martwić. Nie wiedział, dokąd iść, przez przypadek kradnie walizkę pełną pieniędzy, przez co ma do czynienia z gangiem, potem - równie przypadkowo - zdobywa przyjaciela, potem drugiego, znajduje szczęście i dowiaduje się, że mimo swego wieku może zacząć żyć od nowa. Podczas czasu teraźniejszego mamy do czynienia ze wspomnieniami i retrospekcjami z życia Allana. A to wcale nie było takie nudne.
   
    Film jest ekranizacją książki, której - prawdę mówiąc - nie czytałam. I nie słyszałam o niej do czasu czytania recenzji dotyczących tego filmu. Nie będę więc wypowiadać się z perspektywy kogoś, kto książkę czytał. To i dobrze. Nie uważam, by jakiś większy sens miało przyrównywanie filmu do książki. Rozumiem, że to przecież ekranizacja, ale... Jeśli nie lubimy filmów - nie oglądajmy ich. Wolimy książki - czytamy książki. Nie da się idealnie odwzorować papierowej wersji opowieści i tego się trzymajmy. Na film idziemy dla filmu, dla książki czytamy książkę. To przecież proste.

    Tyle gwoli wyjaśnienia wątpliwości i narzekań dotyczących faktu ekranizacji. Pora na moją opinię. A ta jest naprawdę dobra. Ktoś może w filie dostrzec dziwny i z pozoru nieśmieszny humor. Ale przecież idąc na czarną komedię nie można liczyć na coś pokroju "Projektu X". Czarne komedie nie są dla każdego, nie każdy zrozumie i polubi tego typu poczucie humoru. Trudno. Ja jestem z tych, którym się ono podoba. Dlatego film jak najbardziej mi się podobał. Może nie był w pełni doskonały, dostrzec tam było można pewne niedociągnięcia, co nie umniejszało szczególnie wartości filmu. Bo ta w mojej opinii jest dobrze widoczna. Film daje nam do zrozumienia, że życie można zmienić w każdym momencie jego trwania. Bo to nie liczba świadczy o realnym wieku człowieka, a to, ile jest w stanie zrobić, ile zrozumieć. Gdy przebywamy z przyjaciółmi wszystko staje się prostsze, we wszystkim zaczynamy dostrzegać większy sens, a może nawet... Jakikolwiek sens.


Plusy:
+ film jest zabawny
+ zawiera wartości uniwersalne i ważne (miłość, przyjaźń, sens życia)
+ dobrze wplecione retrospekcje

Minusy: 
- fabuła czasem się... ciągnie

Dodatkowe uwagi:
- film na podstawie powieści Jonasa Jonassona o tym samym tytule
- film jest czarną komedią, nie każdy zrozumie zawarty w nim humor

Moja ocena:
8/10

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

"Bezdomna" - Katarzyna Michalak

    Zaczynają się recenzenckie schody. Książka, której nie da się tak po prostu przypisać do którejkolwiek z liczb mojego kryterium, czyli typowego ".../10". Bardzo, naprawdę bardzo chciałabym ocenić tę książkę pozytywnie, ale sumienie nie dałoby mi żyć spokojnie.
    Główną bohaterkę książki, tytułową Bezdomną (Kingę Król) poznajemy w noc wigilijną, gdy postanawia raz na zawsze ze sobą skończyć. Odkładanie przez naprawdę długi czas psychotropy połączone z kradzionym alkoholem mają jej w tym pomóc. Zastanawiające może być, czemu w ogóle chce to zrobić. Czy to z powodu cierpienia towarzyszącego życiu na ulicy, bo w końcu co to za życie, czy może czegoś innego, zupełnie niezwiązanego z jej pozycją, bądź co bądź, społeczną. W popełnieniu samobójstwa przeszkadza jej jednak kot, z którym zatrzasnęła się ona w śmietniku. Ostatkiem sił chce pomóc mu w wydostaniu się na wolność, lecz ten zostaje i... przyciąga niespodziewanego zupełnie o tej porze gościa. Aśka Reszka. Kinga doskonale ją znała, nienawidziła jej, a ta nie miała pojęcia kim jest Bezdomna. Zaprosiła ją więc do domu, przydało się w końcu wolne miejsce przy stole wigilijnym.
    Książka poruszająca naprawdę poważne problemy, lecz jakże tu pisać o nich w sposób tak naiwny, niewyczerpujący tematu, tak stereotypowy. A propos tego ostatniego - na książce powinno widnieć ostrzeżenie: "UWAGA! STEREOTYPY". Być może autorka nie miała tego w zamiarze, niewykluczone nawet, że chciała pokazać ludzi bezdomnych jako niekoniecznie tych, którzy sobie takie życie wybrali, matki zabijające swoje dzieci jako kogoś, kogo nie można usprawiedliwić, a dziennikarzy jako wredne szuje i hieny, ale wyszło naprawdę zupełnie przeciwnie. Stereotypy powiela się w tej książce na każdym kroku. Gruba, wredna dziennikarka , bezdomna dzieciobójczyni i oczywiście seksistowskie "każdy facet to zboczona świnia". Pisanie o ważnych rzeczach i wielkich problemach wymaga zgłębienia tematu, zrozumienia go i przede wszystkim dobrego przekazania czytelnikowi, bo zbyt powierzchowne (a czasem wręcz niegrzeczne) przytoczenie postaci która jest ucieleśnieniem jakichś konkretnych zachowań, reakcji czy problemów, może skończyć się złym tego odebraniem (jak w moim przypadku) i niechęcią wobec nie tylko samych postaci, ale i w pewnym sensie autorki.
    Nie każdemu może się spodobać rodzaj tandetnego i nieśmiesznego humoru typu "Tysiąc znajomych na facebooku, a wigilia z Polsatem", jakieś dziwne nazywanie byłych facetów, dialogowe monologi, które nie są wprawdzie ani dialogiem, ani monologiem. W książce występuje też niezliczona ilość przekleństw. Można pomyśleć "To opowieść o nieszczęśliwych kobietach! Są pijane! Mogą przeklinać!". Oczywiście, mogą. Ale dlaczego aż tyle? Nie dało się zapisać tego w inny sposób? Ogólnie styl pisania mi się nie spodobał. Było to coś na pograniczu tandety, monologu gimnazjalistki i czegoś jeszcze dziwniejszego. Renomowana, zapraszana na salony dziennikarka mówiąca takim własnie językiem nie robiła pozytywnego wrażenia.
    Negatywów jest o wiele więcej, lecz, jeśli chcesz (nie, nie nie!), możesz poszukać ich sam(a), ja już nie mam na to ani siły, ani ochoty. W wielkim skrócie - nie polecam tej książki nikomu. No, chyba że poszukujecie powodu do nie tyle śmiechu, co zażenowania.


Plusy:
+ książka z pomysłem
+ poruszenie ważnych kwestii i problemów aktualnych do dziś
+ lekturę szybko się czyta

Minusy:
- nieciekawy, a wręcz odrzucający styl pisania
- dużo przekleństw i mowy sztucznie stylizowanej na potoczną
- niewyraziste postacie stworzone bez pomysłu
- tandetny i nieśmieszny humor
- wiele wykluczających się cech, sytuacji itp.
- nieciekawe i naiwne zakończenie
- powielanie stereotypów
-  niewyczerpanie przedstawionych tematów i problemów społecznych
- byle jaki i niepoprawny język

Dodatkowe uwagi:
- Blog autorki: kilk
- powieść otrzymała wyróżnienie jury w konkursie na Najlepszą książkę na lato 2013 w kategorii powieści obyczajowych

Moja ocena:
2/10


Książka bierze udział w akcji "Polacy nie gęsi"
"Kinga straciła już wszystko: dom, rodzinę, dziecko i poczucie godności. Wtedy w jej życiu pojawia się Aśka. 
Kobieta, która kiedyś zrujnowała jej małżeństwo, teraz wyciąga do Kingi pomocną dłoń. 
Czy to wyrzut sumienia, ludzki gest, a może jakiś ukryty plan? 
Aśka nie zna jeszcze historii dawnej rywalki – historii tak bolesnej i wstrząsającej, że aż trudno to sobie wyobrazić. 
Czy Aśka zdobędzie zaufanie Bezdomnej? Odkryje, dlaczego Kinga tak sobą gardzi, tak bardzo cierpi? Co zrobi, gdy pozna jej prawdę? 
Czy w Aśce zwycięży wścibska dziennikarka, czy wrażliwa, czuła na krzywdę innych kobieta?"