piątek, 18 września 2015

Ewa Barańska i "Pierwiastek zero" - nauka w książce... młodzieżowej?

Już wkrótce..    "W Tablicy Mendelejewa brakuje pierwiastka, który pozwala odpowiedzieć na nurtujące uczonych całego świata pytanie jak stworzyć materię ożywioną." - taki opis wita wszystkich ciekawskich zaglądających na tylne okładki książek. W tym oczywiście mnie. Dalej czytamy: "Wraz z postępem pracy naukowej okazuje się, że na udowodnieniu hipotezy najbardziej zależy pewnej organizacji" - o, robi się coraz ciekawiej, chyba szykuje się pierwszy w moim życiu kryminał! Zaczynam czytać książkę i... Naszą tajną organizacją okazuje się być... Watykan, który (uwaga!) poprzez naukę chce zachęcić ludzi do wiary.
 
    Opisem książki zajmować się nie będę, bo dostępny jest chociażby na portalu lubimyczytać.pl.  W skrócie jednak napiszę, iż rzecz opiera się na niczym innym, jak dążeniach ambitnego, młodego naukowca - Alfreda Mortusa, do odkrycia czegoś, co świat nauki i całe rozumienie życia wywróci o sto osiemdziesiąt stopni.Twierdził, że Mendelejew w swojej tablicy zapomniał o czymś tak oczywistym jak zero. O ile nasz bohater nie jest zbyt doceniany, to jego profesor nadzwyczaj  interesuje się jego projektem. Postanawia oddać go w ręce tajemniczej firmy farmaceutycznej, która z kolei wysyła go w zakazane tereny Bieszczad, gdzie ma wręcz nieograniczone zarówno budżet jak i możliwości. Podejrzane? Jak najbardziej. I w dodatku słusznie.

    Ocenienie tej książki jest naprawdę trudne. Nie wiem, z jakiej perspektywy powinnam na nią patrzeć. Czy traktować ją ulgowo, bo to przecież książka młodzieżowa, czy jako znawca wielu naukowych aspektów zawartych w książce zganić autorkę za wypisywanie bzdur. Gdybym pochwaliła tę książkę mimo mojego załamania zawartymi "faktami naukowymi", chyba bym sobie tego nie wybaczyła. Postanowiłam być więc bezwzględną i wredną czytelniczką.

 Nigdy bym nie pomyślała, że ktoś o zdrowych zmysłach weźmie się za pisanie książki naukowej nie znając podstawowych informacji. Oczywiście występowały wyjaśnienia niektórych zwrotów, lecz nie o to tu chodzi. Pani Barańska opierała się najwidoczniej na osiągnięciach nauki pierwszej połowy XX wieku, a od tego czasu tak wiele się przecież zmieniło! Gdyby ktoś zacytował "naukowe" dowody księdza Potępskiego, oczytany naukowo rozmówca po prostu by go wyśmiał.

    Naturalnie rozumiem, że nie każdy zwraca na takie rzeczy uwagę, bo, nie oszukujmy się, mało czytelników znało choć połowę pojęć i problemów poruszanych w "Pierwiastku zero". Ta część mojej recenzji skupiać się będzie więc na recenzji z perspektywy zwykłego czytelnika.

   Braku pomysłu Barańskiej zarzucić nie można. Koncepcja - jak najbardziej udana. Z początku i wykonanie było nienaganne, póki nie pojawiła się... kobieta. I nagle dziwnym trafem wszystko zaczęło się walić. Nie tylko w życiu bohatera, bo akcja, która wcześniej była dobrze prowadzona i dawkowana, nagle przyspieszyła do nienaturalnie zwrotnego tempa. Wszystko pisane było "ot tak" - nie zgłębialiśmy już przeżyć wewnętrznych bohatera, nie było na to czasu. Paradoksalnie, miałam wrażenie, że gdybym pominęła kilka stron, niczego bym nie straciła. Zrobiłam tak dwa razy. I było, jak się spodziewałam. Postacie - nudne. Naukowcy przeczący samym sobie (Alfred szukający pierwiastka o masie równej zeru i twierdzący jednocześnie, że coś takiego jak zero wcale nie istnieje), dziwne "zbiegi okoliczności", wywołujące wręcz śmiech, nienaturalne rozterki bohaterów, nie mające żadnego uzasadnienia i sensu. Innymi słowy - gorzej niż się spodziewałam.

Plusy:
+ naprawdę ciekawy pomysł na fabułę
+ początkowo ciekawie dobrane tempo akcji

Minusy: 
- przestarzała, wprowadzająca w błąd koncepcja naukowa
- niewyraźni, czasem wręcz drażniący bohaterowie
- ciągnąca się fabuła rzadko skupiająca się na głównych wątkach
- brak logiki w tworzeniu splotów akcji, uczuć i rozumowania samych bohaterów
- stereotypowe podejście (ksiądz na siłę udowadniający istnienie Boga, głupia i manipulatorska kobieta)
- może czepialstwo, ale okładka zupełnie nie oddająca fabuły książki

Dodatkowe uwagi:
- szczególnie nie polecam ludziom znającym się na nauce

Moja ocena:
3/10 [Dałabym dwa, ale tę - w porównaniu do "Bezdomnej" - dało się czytać]

Książka bierze udział w akcjach: "Polacy nie gęsi" oraz "Czytam nie tylko Amerykanów"