http://kultusarnie.blogspot.com/http://kultusarnie.blogspot.com/p/o-mnie.html


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top 5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top 5. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 maja 2016

Top 5 animacji Disneya!


 
  Hej, hej filmoholicy! Dziś kolejna topka, bo dawno żadnej nie było (cii, nie liczymy aktualizacji top 5 książek, która jest TU). Tym razem padło na mojego ukochanego Disneya, bo - jak wiecie (albo i nie) - kocham animacje. A Disney jest, nie oszukujmy się, mistrzem.
Lecimy szybciutko do top 5 animacji Disneya. Zaznaczę tylko, że w zestawieniu uwzględniam jedynie produkcje Walt Disney Animation Studios. Miłego czytanka!


  V Pocahontas 8/10
 
Zawsze, gdy słyszę tytuł tej animacji, w głowie mam piosenkę Kolorowy wiatr. Zawsze. Uwielbiam tę historię, odkąd zobaczyłam ją pierwszy raz, a było to niezliczoną ilość lat temu. Historia niby banalna - miłość dzikuski i angielskiego żołnierza. A czyż u Disneya to nie wystarczy? Piękna opowieść o wielkiej miłości w obliczu zagrożenia z zewnątrz, a także o wielkiej sile natury - wiernej przyjaciółki i współmieszkanki ziemi. Druga część bardzo zabawna, lecz nie tak cudowna i zachwycająca jak pierwsza. A szkoda.

IV Kraina lodu 9/10
 
 
 Mam tę moooc, mam tę moooc! Kocham tę piosenkę i kocham bajkę! Kolejna historia o wielkiej miłości, potrafiącej czynić cuda. Ale miłości innej nieco - miłości siostrzanej, dla której warto oddać własne życie. Świetne pomieszanie dobrego humoru z przekazaniem ważnych prawd i morałów. No i Olaf. Cudny, kochany, uroczy Olaf!

III  Nowe szaty króla 10/10

  
To jest coś, co każdy (tak, Asia, to do ciebie)  musi obejrzeć, choćby dla Kuzco! Takiego człowieczego (no, do czasu) odpowiednika Króla Juliana. Świetna forma filmu, bo przedstawia nam go nie kto inny, jak nasz główny bohater zamieniony w lamę. Tyle razy oglądałam ten film i dalej płaczę ze śmiechu przy "Skłik skłik skłikędy". I piosenka na początku filmu - arcydzieło! A jak już wspominam o morałach, to bardzo dobrze poprowadzony wątek przyjaźni między tymi, których o to podejrzewać nie mogliśmy, przemiana Kuzco z bezlitosnego młodego króla na osobę (na swój sposób) rozważną. Kolejna część nie tak dobra, lecz także prześwietna!
II Król lew 10/10
 
 
 To już historia kina. Film, przy którym prawie każde dziecko płakało i przeżywało dzieciństwo. A bo i miało przy czym, bo każda część równie piękna co poprzednia. Tyle motywów w jednej animacji spotykamy rzadko, nie mówiąc o tym, że każdy napisany i przedstawiony w świetny sposób. Disney dawkuje nam odpowiednio wyborny humor i uczucia smutku i grozy. Film, który ogląda się przez całe życie i, obiecuję, za każdym razem odnajduje się tam coś innego.
 
I Mulan 8/10
 
Kto by się spodziewał, co? Sara, która kocha samurajów połową serca, na pierwszym miejscu stawia opowieść o chińskiej (co prawda nie japońskiej, ale klimat ten sam) wojowniczce, pogromczyni Hunów. Nie wiem, czy po prostu jestem tak bardzo podobna do tytułowej bohaterki, czy rok powstania ma znaczenie (ma tyle lat, co ja!), ale przepadam bez reszty oglądając Mulan przynajmniej raz w roku obie części. Wpleciona ideologia yin i yang nadaje historii drugie dno. Pokazuje tak wielką sprzeczność, która razem tworzy idealną całość. Jak dzień i noc, słońce i deszcz. Kolejna opowieść o miłości i kierowaniem się sercem, lecz w cudownej atmosferze Chin. I Mushu. I Shang. Jeju, jak ja ich kocham!


I to by było na tyle! Ach, mam ochotę obejrzeć te wszystkie bajki w tej chwili. Hm, chyba wybiorę Nowe szaty króla. To ja lecę robić kakao i oglądać, a wy dajcie znać, jakie disnejowskie animacje wy lubicie! Hejka!

środa, 30 marca 2016

Top 5 książek - aktualizacja 03/2016

  Hej, hej, hej, książkoholicy! Od czasu pierwszej "topki" [link. do tej poprzedniej. no.] minęło już trochę czasu (prawie osiem miesięcy), a powiem wam, że zmieniło się DUŻO. Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, jak bardzo wkręciłam się w kilka książek, trudno więc tej aktualizacji nie robić.
 Tak jeszcze dopowiem, że ogromnie mi przykro, bo moich ukochanych (♥) samurajów zepchnęłam gdzieś na dół, a wiecie jak tych wojowników kocham. Takie życie.


I Ostateczni 10/10
Myślę, że wszystko, co napisać mogłam, zawarłam już w recenzji [o, tu!] tej książki. To opowieść niesamowita, nie umiem ująć tego słowami. Trudno jest wypowiadać się o książce, gdy dalej nie opadły wrażenia po jej przeczytaniu. Nie potrafię nawet powiedzieć, co konkretnie mnie w niej urzekło. Może to ta ponadczasowość, może mój ukochany bohater, może moje łzy pod koniec lektury. Nie mam pojęcia. Mogę tylko stwierdzić, że to najcudowniejsiejsza książka, jaką w życiu moim krótkim przeczytałam. Nie wspominając, że to gatunek, za którym wcześniej nie przepadałam. No dobra, pierwsza tego gatunku. Ale, jak się przekonacie, nie ostatnia. 


II Rok 1984 10/10
Miała konkurenta (jest na trzecim miejscu), ale ponieważ to klasyka i dostała ponadprogową ocenę, widzimy ją na drugim. I o niej już pisałam [tu właśnie], więc możecie przeczytać nieco więcej. Jak w poprzedniej pozycji - ponadczasowa, aktualna i otwiera nam oczy na rzeczywistość, bo sami nie umiemy, albo nie chcemy, jej ujrzeć. Manipulacja, bezprawie i niewola. Cudowna dystopia pisana sporo lat temu, a jakże niesamowicie wpasowująca się w nasze czasy. To trzeba przeczytać.


III  Futu.re 10/10 (sporo tych dziesiątek)
Recenzja - zgadliście - była [znajdziecie ją tutaj]. Ale wspomnę w skrócie i o niej. Nie powiem, było o niej trochę głośno, ale mnie to nie zniechęciło. Przeciwnie. Gdy Sara widzi piękną okładkę, trener poleca autora, a urodzinki się zbliżają (książka 18+, czytałam już legalnie!), nie ma opcji, by nie była na mojej półce. Z niecierpliwością na nią czekałam, bo zapowiadała sie świetnie i miałam wobec niej spore oczekiwania. Epitety takie jak "brutalna", "kontrowersyjna", "trudna" i "mocna" to coś, co mnie przyciąga. Czemu tak jest? Nie wiem. Ale moja intuicja na razie mnie nie myli. Na razie. Wracając do tematu, to powieść tak niesamowita, tak piękna, że nie wiem co napisać. Znowu. Oryginalna narracja, która mówi to, co bohater by pomyślał. Jakby autor siedział w jego głowie. No kocham po prostu. Beczałam na koniec, a potem nie mogłam spać, zastanawiając się, co mogło stać się potem. Po więcej odsyłam do recenzyi. 

IV Młody samuraj 10/10
Ha! Widzicie?! Nie umarłam! Nikt mnie nie podmienił. To ja, Sara! Samuraje muszą być. Nie tyle z przywiązania i tradycji, co z miłości. Szczerej. Do tej historii, do tego autora, do bohatera i  do miłości. Miłość do miłości. Obudź się, Sara. Dam wam cytat z poprzedniej "topki", co ja się rozpisywać będę.
" [...] Ta książka jest esencją każdej pozytywnej cechy i wszystkich ważnych wartości ludzkich, dodatkowo fabuła jest bardzo przejrzysta, ciekawa, rozłożona spokojnie na każdy moment czytania. Wiele zaskoczeń - nie zawsze pozytywnych. Mam tę słabość przywiązywania się do bohaterów, a ta książka (a raczej seria) jeszcze bardziej to we mnie rozwinęła. Pozostały mi do przeczytania trzy części, boję się, bo niedługo seria się dla mnie po prostu skończy. Czuję, ze pęknie mi wtedy serce. Jestem niesamowicie związana wszelkimi więzami z tą książka, z samurajami, ich nauczycielami i - mówiąc szczerze - wrogami. Na twarzy mam uśmiech, gdy choć wspomnę tytuł tej książki. Podziękowania należą się mojemu trenerowi judo, który tę książkę mi pokazał chcąc odciągnąć mnie dawno temu od wampirów i wilkołaków. Udało mu się całkowicie, zmieniając praktycznie całe moje życie. Ta właśnie książka rozpoczęła u mnie wielką miłość do samurajów, ninja oraz kodeksu bushido (który do dziś po paru latach kieruje moimi życiowymi wyborami)."
Wspominałam, jak supi jest mój trener?

V Porwana pieśniarka 8/10
Muszę trochę przewartościować moje oceny na lubimyczytać, bo za dużo tych dziesiątek, a pod ósemką taka perełka. Miałam wątpliwości, ale ze względu na fabułę (sam fakt jej posiadania) wygrała z moim cudownym Hawkingiem. Przepraszam, Stephen, miłości moja. Ale to moje super odkrycie (no dobraa, Anita z Book Reviews i Olga z Wielkiego Buka mnie przekonały, żadne to odkrycie) jest... super.  I bardzo się cieszę, że uległam głosowi (dobrze odmieniam?) tłumu. No bo magia + niedostępny przystojniak + tajemnica + taka blogerska obstawa = dobra lektura. A jak wiemy - jak jest wzór, to trzeba się go trzymać. Bo wiecie, inaczej równanie nie wyjdzie. A, jak mogłam zapomnieć. Macie recenzję [tutaj!], żeby nie było wam przykro, że tak mało napisałam. Tam macie więcej. A mnie bolą palce. I pora robić lekcje. Ech, chcę wakacji. 


Znacie którąś z tych książek? Co sądzicie o moim zestawieniu?
(nie wiem, po co piszę te pytania. i tak nie odpowiadacie. ale każdy pisze. to i ja.)

A, i przeczytajcie Ostatecznych. Nie pożałujecie. Kilkanaście pieniążków na Allegro. A tyle radochy. Jak się skusicie, wysyłajcie mi na maila recenzje. Albo choć dajcie znak, że ją macie. To dla mnie ważne. Żeby dotarła do jak największej ilości osób. Kocham ją. I wy pokochajcie. 
KONIEEEC.

wtorek, 1 grudnia 2015

Top 5 seriali


 Przyszła pora na kolejny post z serii Top 5, a tym razem trafiło na seriale. Jestem w tej kategorii bardzo wymagająca, mało który potrafi mnie naprawdę zachwycić. Zazwyczaj są to te mówiące o interesującej mnie tematyce i oczywiście z genialnym wykonaniem. I - jak w przypadku książek i filmów - wstrzymuję się od tych oglądanych przez pół polskich gimnazjów. Być może i na nie przyjdzie kiedyś czas, lecz póki co zapraszam na pięć ulubionych seriali. Czytam właśnie (z lekkim trudem) Sto lat samotności, a i zastanawiam się, czy nie napisać recenzji Podziemnego kręgu (filmu).

 
V The 100 7/10
    Trochę się wahałam, czy aby na pewno powinnam ten serial obejrzeć. Uniwersum post-apokaliptyczne jest mi zupełnie obce, nie wiem z czym to się je. Bałam się zatem, że w samym serialu się po prostu nie odnajdę. Stało się zupełnie inaczej. Nie obejrzałam jeszcze wszystkich wyemitowanych odcinków, trudno mi więc oceniać go jako całość, ale część, którą zobaczyłam oceniam naprawdę pozytywnie.  Cóż powiedzieć więcej? Serial jest dobry, przedstawiony w nim świat - jak najbardziej realny, oczywiście w sensie jego przedstawienia. Niedługo obejrzę kolejne odcinki, mam nadzieję, że poziom zostanie utrzymany.

IV Sherlock 8/10
    Serial, od którego najpierw stroniłam, a potem nie odrywałam wzroku. Oglądaliśmy go na lekcji angielskiego, odrzucał mnie okropnie, trudno powiedzieć czemu. Gdy postanowiłam dać mu jednak szansę, oglądałam po pięć odcinków dziennie (na szczęście w sumie było ich 9). Genialne historie genialnego Sherlocka Holmesa. Gdy wspomnę jeszcze o bardzo dobrej budowie, głównych rolach Cumbetbatcha i Martina Freemana, nie muszę dopisywać nic więcej.  
 
III Hannibal 8/10
    To serial o naprawdę dobrej budowie. W wielu znaczeniach. Po raz kolejny - obejrzałam tylko dwa z trzech sezonów, ale grafiki z ostatniego wcale nie zachęcają mnie do dalszego oglądania, więc chyba zrezygnuję. Należy jednak podkreślić ogromną dbałość o każdy szczegół, bo gdy się dobrze przyjrzeć, nawet budowanie poszczególnych kadrów i ustawienie postaci nie jest przypadkowe. To niesamowite jak światło i inne drobne czynniki mogą wpływać na odbiór filmu i przeżywanie wydarzeń i uczuć razem z bohaterem.

II Gra o tron 9/10
  51 ważnych nagród i 147 nominacji mówi chyba samo za siebie. Nie czytałam książki Martina, ale nie było to konieczne. Serial żyje własnym życiem i robi to bardzo dobrze. Genialne sceny walki, bardzo realistyczne. Unikanie tabu i świetni aktorzy. W tym akurat serialu mam słabość do czarnych charakterów, które są ogromnie intrygujące. Mimo że dzieje się naprawdę wiele, nie jest trudno w tych wszystkich wątkach się odnaleźć, nie robi się z tego druga Moda na sukces.

I Wikingowie 10/10
  O tym serialu mogłabym pisać całe wypracowania, ale nie chcąc was zamęczać, napiszę tylko, że to genialny serial historyczny, który z ogromną przyjemnością oglądają nawet ci od samej historii stroniący (to ja!). Uwielbiam postać Travisa Fimmela, którego oczy, mimika i całe ogranie Ragnara hipnotyzują i sprawiają, ze uśmiecham się i smucę wraz z nim. I oczywiście wcielający się w rolę Flokiego Gustaf Skarsgard - cud. Nikt ni nadałby się na tego szaleńca lepiej.


niedziela, 1 listopada 2015

Top 5 postaci literackich

   Wracam z kolejnym, planowanym od dawna "Top 5". Zaczęłam czytać thriller spiskowy "Czarna lista", ale jakoś do mnie nie trafia, nie mogę go przeczytać, dlatego tak dawno nie ma żadnej książkowej recenzji. Ale postanawiam poprawę i chyba zabieram się za science fiction - pierwszy raz w życiu. 
Teraz jednak zapraszam na zestawienie moich pięciu ulubionych postaci literackich. 
Odsyłam was też do mojego zestawienia "Top 5 książek", gdyż wielu bohaterów pochodzi z tych właśnie książek  .



V Johannes - "Co dalej, szary człowieku?"
 Książka ma miejsce piąte, tak samo bohater. Przeciętny Niemiec, nie posiadający dużego majątku, dbający o swoją żonę, później też dziecko. Uwielbiam jego determinację, siłę i pokorę. Mimo że przeżył bardzo wiele, poznał czym są niesprawiedliwość i bieda, nie poddawał się i wciąż walczył o dobre życie dla siebie i swej rodziny. To wielki wzór dla mnie i zapewne wielu jeszcze ludzi. 

"Starzy małżonkowie w ogóle nie czują, że noszą obrączki. Nawet kiedy je gubią, wcale tego nie zauważają." 
"Jaginko, musisz mi to wybaczyć. Wiesz, tak z głębi serca, żebyś już o tym nie rozmyślała, byś mogła śmiać się z twojego głupiego męża, kiedy tylko spojrzysz na tę toaletkę."


 IV Behemot - "Mistrz i Małgorzata"
 Uroczy i wredny zarazem człekokształtny, czarny kotek. Wciąż towarzyszył szatanowi, pił wódkę i jeździł komunikacją miejską. Czy trzeba pisać coś więcej? :) Bardzo sympatyczna postać, rozbawiała mnie bardzo, daje się lubić, nawet jako czarny charakter. 

"[...] czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus." 
"Ach, messer, moja żona, gdybym ją tylko miał, dwadzieścia razy mogła zostać wdową!" 

III Diana - "Ania z Zielonego Wzgórza"
 Diana. Urocza, kochana Diana. Na imię ma jak moja siostra, zawsze nas to śmieszyło. Wiecznie zaczytana, zamyślona i refleksyjna dziewczyna. Każdy mówił, że jest piękna. Gdy tylko przeczytałam w książce jej imię, od razu wyobraziłam ją sobie jako czarnowłosą dziewczynkę z warkoczykami. Co do koloru - zgadłam doskonale :) Każdy, kto "Anię..." czytał, myśli zapewne podobnie jak ja. Wiele bym dała za taką przyjaciółkę. 

"Czasem mam wrażenie, że czuję lęk przed tą „dorosłością”, i w takich chwilach dałabym dużo za to, żeby być znowu małą dziewczynką."
"Karol Sloane jest w tobie śmiertelnie zakochany. Powiedział swojej matce – rozumiesz, matce – że jesteś najbystrzejszą dziewczynką w szkole. To wszak więcej znaczy niż być ładną."

II Shigeru - "Opowieści rodu Otori"
 Głowa rodu wymienionego w tytule. Mądry, dobry, honorowy. Idealny samuraj, ojciec i nauczyciel. Scena jego śmierci była pierwszą, przy której kiedykolwiek płakałam. Cudowny człowiek, który potrafił właściwie hierarchizować czyny i cechy. Wierny i oddany kodeksowi bushido, co jeszcze bardziej potęguje jego uczciwość. 

I Sensei Yamada - "Młody samuraj"
 Znowu samuraje! Od razu widać, w jakich książkach się kocham. Sensei Yamada jest najlepszą postacią, z jaką było mi dane się spotkać w książkowej rzeczywistości. Niesamowicie mądry człowiek, gotów oddać życie za każdego swego ucznia, a także każdego nauczyciela Niten Ichi Ryu - Jednej szkoły dwojga niebios. Potrafił pomóc w każdej sytuacji dając wskazówki, często trudne do zrozumienia, ale jakże pomocne w odpowiednim czasie. Pokazał, że nie siła świadczy o wielkości człowieka, a serce i rozum. 

"Porażką jest jedynie nie próbować więcej. Liczy się odwaga, by walczyć dalej"
"Żeby zostać wdeptanym w błoto, trzeba leżeć na ziemi."

poniedziałek, 7 września 2015

Top 5 miast w Anglii

    Moja długa, wakacyjna nieobecność na blogu spowodowana była wyjazdem do Anglii, gdzie odwiedzałam moją siostrę. Blog mój jest recenzenckim, lecz myślę, że poza filmami i książkami znajdzie się miejsce na parę zdjęć z miejsc naprawdę cudownych. Nie będę się rozpisywać - zachęcam do oglądania :)

Halifax - miejsce, które naprawdę mi się spodobało, a dodatkowo w tym mieście właśnie mieszkałam. Otoczone jest naprawdę wieloma pagórkami, co daje złudzenie mieszkania w środku wypełnionego zielenią krateru! 





Leeds - w tym dużym (wielkości mniej więcej naszej Warszawy, ludzi tam jednak znacznie więcej) mieście byliśmy tylko chwilę, przyjechaliśmy bowiem do restauracji, gdzie znajdowały się potrawy z całego świata. 

 Manchester - o tym mieście słyszał zapewne każdy. Nie bez powodu. Jest naprawdę duże i przede wszystkim piękne. Połączone tam style starego miasta i ruin z nowoczesnymi budynkami i wieżowcami było naprawdę niesamowite. Połączenie to będzie widoczne także w innych miejscach. 

 O, co do tego zdjęcia wyżej chciałam tyko podzielić się moją refleksję. Miejsce to bowiem bardzo skojarzyło mi się z niemieckim Frankfurtem nad Menem.







Scarborough - Taki Gdańsk po angielsku. Miasto portowe, przy morzu. Widoki są naprawdę niesamowite, a samo miasto dobrze wie, co zrobić, by przyciągnąć turystów.



 (te domki są mieszkalne; można wykupić sobie na dzień lub trochę więcej; tuż naprzeciwko znajduje się morze)





York - Och, w tym miejscu się naprawdę zakochałam. Trudno mi powiedzieć, jak bardzo się nim zachwyciłam! Tu, podobnie jak w Manchesterze czy innych miastach, dobrze widać to architektoniczne połączenie starego z nowym, co tworzy niesamowity efekt. 







Mam nadzieję, że podobają ci się te miejsca i że może zamiast ciągle zachwycać się Londynem, znajdziesz inne, równie piękne (a może piękniejsze!) miejsca.

piątek, 4 września 2015

Top 5 filmów

   Już jestem w domu, w moich ukochanych Suwałkach! Naprawdę długo nie pisałam niczego szczególnego, ale to dlatego, że szkoła wróciła, a wraz z nią obowiązki i teatr. Teraz mam obok siebie półkę pełną nieprzeczytanych książek, więc naprawię to, co zaniedbałam wracając książkowo z "Pierwiastkiem zero". Lecz zanim ją przeczytam , przedstawiam kolejne "Top 5". Poza tym, chyba stworzę z tego serię, bo jest tyle rzeczy, które można układać we własnej kolejności...
    Tym razem filmy. To będzie o wiele trudniejsze niż książki, bo mam takie szczęście, że trafiam głównie na filmy, które bardzo mi się podobają. W serwisie FILMWEB, na moim profilu (klik) znajduje się aż pięć filmów z maksymalną ilością gwiazdek, a wybrać te najlepsze będzie ogromnie trudno. Och, i oczywiście tytuły filmów posiadają załączniki przekierowujące do ich miejsca w powyższym serwisie.


    Każdy, kto w jakimś stopniu interesuje się astronomią czy kosmologią, wie doskonale, kim jest Stephen Hawking. Człowiek naprawdę genialny, pełen pomysłów, mądry i... Chory na stwardnienie zanikowe boczne. Możliwe, że nazwa ta rzuciła ci się kiedyś w oczy, bo przecież tak popularny niedawno "Ice bucket challenge" do tej właśnie choroby nawiązywał. Wracając do filmu - "Teoria wszystkiego" to film biograficzny ukazujący życie Stephena Hawkinga. Nie jest to gwiazda pop, nie znany aktor, a naukowiec. To może być jeden z "ważnych" powodów dla kogoś, kto tym filmem się nie zainteresował. Ja czekałam na ten film odkąd tylko dowiedziałam się, że ma powstać i ukazać się w kinach. Rozczarowałam się lekko, że film ten nie skupiał się na życiu naukowym Hawkinga, a ja jego miłości do Jane. Westchnęłam, lecz gdy zobaczyłam pierwsze zapowiedzi kinowe, wiedziałam, że muszę ten film obejrzeć mimo wszystko. Tak się stało i nie żałowałam, że poszłam do kina. Gra aktorów była przecudowna, pod koniec płakałam jak bóbr. O ile w moim sercu pozostawała nutka żalu, film naprawdę mi się spodobał i uważam, że piąte miejsce dla niego to krzywda.


    "Hobbit". Dlaczego nie "Władca Pierścieni"? Dlaczego ostatnia część? Otóż nie jestem fanką fantastyki. Ba, ja nie lubię fantastyki. Gdy mój trener dowiedział się, że nie oglądałam nigdy ekranizacji powieści Tolkiena, myślałam, że jego wzrok mnie zabije. Pod tym niewymówionym naciskiem postanowiłam trylogię obejrzeć. Najpierw jedną, potem następną.  O ile każda część i "Władcy Pierścieni", i "Hobbita" były naprawdę niesamowite, ta jedna porwała moje serce. Wspomniałam już, że fanką fantastyki nie jestem. A ta opowieść o miłości, przyjaźni i ich przewagą nad bogactwami ma w sobie coś, co mnie do siebie przyciągnęło.

III Amadeusz 10/10

Ten film, jego jakość i inne kryteria oceny są kwestią bardzo sporną. Inni będą go oceniać właśnie według nich, ale dla mnie to nie jest najważniejsze w filmach. Ten jest na to dowodem. Oczywiście jak na rok wykonania (1984) zarówno obraz jak i aktorzy byli na najwyższym poziomie. A film, o którym teraz piszę to "Amadeusz" opowiadający o nikim innym jak... Amadeuszu. Mozarcie, oczywiście. Nie powiedziałabym, że to film biograficzny, bowiem biografia Mozarta nie jest do końca znana. A rzecz opiera się na zeznaniach mężczyzny, który twierdzi, iż zabił Mozarta. Reżyser pokazuje w ten sposób niejako własną wersję tego, co się stało. Wersję smutną, naprawdę, ale jakże... prawdziwą. Może niekoniecznie w wersji historycznej, ale takiej zwyczajnej, ludzkiej. Człowiek, który żył jako wielki, umiera jako zwykły. Może nawet mniej niż zwykły. Film cudowny nie tylko dla ogromnych miłośników muzyki Mozarta. Mądry, mówiący nam , że kimkolwiek nie jesteśmy, warto zawsze być sobą. 

II Mulan 10/10

Jestem ogromną fanką Disneya, szczególnie filmów z wieku dwudziestego. Mulan to moja ukochana ze wszystkich bajek, a poza tym, film jest z roku mojego urodzenia a jest to rok 1998. Zawsze uwielbiałam ten humor połączony z tak ważnymi i życiowymi kwestiami, które zauważam za każdym razem, gdy bajkę tę oglądam. Piękne piosenki, cudownie skonstruowani bohaterowie, a w dodatku to film animowany!

Zauważyłam, że mój gust lubi spierać się z ocenami na Filmweb i recenzjami czy upodobaniami innych ludzi. Tak jest też w przypadku filmu, który musiałam postawić na miejscu pierwszym, bo na to właśnie zasługuje. Moje serce się tego wręcz domaga, a rozum skanduje. Film opowiada o angielskiej guwernantce, która przyjechała do Syjamu, na dwór jego króla - Mongkuta (fascynującego przy okazji). Tam ma zająć się nauką jego dzieci. Niespodziewanie rodzi się uczucie, które nie ma prawa bytu. Yun-Fat Chow, odtwórca roli króla, wykonał niesamowitą robotę, zakochałam się w jego grze aktorskiej i gracji, jaką niewątpliwie pokazał. Pokochałam także sam film, na który trafiłam całkiem przypadkowo parę lat temu, a wracam do niego do dziś. Nie potrafię nawet przekazach moich odczuć do całej akcji, aranżacji, pięknego przedstawienia jakże cudownej historii.

środa, 19 sierpnia 2015

Top 5 książek

    Tak się składa, że nie mam w tej chwili dostępu do jakichkolwiek książek (fantastyki po angielsku mojego siostrzeńca nie liczę!), a post dobrze by było, by się pojawił. Dlatego więc przedstawię ci pięć moich ulubionych książek. Nie przedłużając, "dopowiem" tylko, że tytuły są przekierowane do portalu lubimyczytać.pl, gdzie znajdziecie opis książek i opinie innych czytelników.



Co dalej, szary człowieku?  7/10
    O ile w życiu bym nie pomyślała, że ,kiedykolwiek przeczytam książkę niemieckiego autora i to na dodatek O NIEMCZECH, tak z tą lekturą było zupełnie inaczej. Kupiłam ją w Empiku. Leżała gdzieś na obrzeżach sklepu, w głębi najdalszych półek Zakochałam się w okładce oraz - a może przede wszystkim - w tytule mówiącym wszystko i nic. Identycznie było z samą książką. Bardzo smutna historia, z pozoru prosta, o prostych ludziach, napisana prostym językiem. Nic bardziej mylnego. O ile historia młodej, zakochanej pary z dzieckiem, aspiracjami, ale bez pieniędzy wydaje się być całkiem przeciętną, a nawet poniżej przeciętną historią dwojga (a potem i trojga) ludzi, niesie ona za sobą tyle wydarzeń, które rozgrywały się na tle całej powieści (Niemcy, lata trzydzieste dwudziestego wieku), tak doskonale je pokazuje, a nawet ocenia. Nie wprost. Tak mi się wydaje. Ten pesymistyczny obraz świata jest przecież jakąś oceną, stwierdzeniem, że świat nawet mimo rozwoju stoi tak naprawdę w miejscu, a nawet zaryzykowałabym stwierdzeniem, że się cofa. Przeurocza powieść, pełna mądrości, zawiłości, tajemniczości, smutku i szczęścia, połączenie humoru ze sprawami wielkiej wagi - przesłodko. 

    Samuraje. Niektórym może to naprawdę wiele mówić co do, powiedzmy, użyteczności książki, niektórym może mniej lub wcale. Ale to nic. Warto jednak wiedzieć, że samuraje to przede wszystkim wartości, wielkie czyny i kodeks wojownika - Bushido, którym warto kierować się w życiu (nawet nie będąc samurajem!), bo to naprawdę uniwersalne "zasady". W cudzysłowie, bo to nie tyle zasady, co wartości, cechy. Honor, wierność, oddanie - to tylko część z nich. "Opowieści rodu Otori" to książka przepełniona tym wszystkim plus oczywiście niesamowita fabuła, wyraziści bohaterowie, wiele splotów akcji. Czasem może nawet zbyt poplątanych (lektura wymaga bowiem dużego skupienia), lecz wydarzenia wcale się nie dłużą, wszystko ma swoje miejsce. Pierwsza książka, która sprawiła, że zapłakałam. Naprawdę brutalna i straszna scena śmierci jednego z głównych bohaterów była czymś załamującym dla kogoś, kto go pokochał i przywiązał się do niego. Książka może nie dla każdego, ale tylko pod względem przywiązania do bohaterów. Uniwersalne - jak wspomniałam - wartości sprawiły, że książkę tę byłam w stanie wykorzystać przy praktycznie każdym temacie maturalnym. 

    Cóż, tej książki, jak sądzę, nie trzeba nikomu przedstawiać ani szczególnie opisywać. Przecudowna rudowłosa Ania, z wyobraźnią niesamowicie bujną i rozwiniętą, nadająca nazwę każdemu nowemu miejscu, które ją zaintrygowało, marząca o sukience z bufiastymi rękawami i nienawidząca wyśmiewania się z koloru jej włosów. Książka, mam wrażenie, o mnie, zawsze zachwyca mnie od nowa, zawsze pozwala dostrzec coś innego, pełna szczęścia i smutku, prostoty i skomplikowania. Tyle. 

II Alef 10/10
Jeśli ktoś czytał kiedyś książkę Paulo Coelho, wie, czemu "Alef" zajmuje u mnie drugie miejsce. Opinie o książce są skrajnie ie podzielone. Nie będę się rozpisywać, bo prawda jest taka, że książki tej nie da się opisać w takiej czy innej formie. Ją trzeba po prostu przeczytać i samemu wyrobić własną opinię.

Co do samurajów, to myślę że rozpisałam się wcześniej całkiem porządnie. Ta książka jest esencją każdej pozytywnej cechy i wszystkich ważnych wartości ludzkich, dodatkowo fabuła jest bardzo przejrzysta, ciekawa, rozłożona spokojnie na każdy moment czytania. Wiele zaskoczeń - nie zawsze pozytywnych. Mam tę słabość przywiązywania się do bohaterów, a ta książka (a raczej seria) jeszcze bardziej to we mnie rozwinęła. Pozostały mi do przeczytania trzy części, boję się, bo niedługo seria się dla mnie po prostu skończy. Czuję, ze pęknie mi wtedy serce. Jestem niesamowicie związana wszelkimi więzami z tą książka, z samurajami, ich nauczycielami i - mówiąc szczerze - wrogami. Na twarzy mam uśmiech, gdy choć wspomnę tytuł tej książki. Podziękowania należą się mojemu trenerowi judo, który tę książkę mi pokazał chcąc odciągnąć mnie dawno temu od wampirów i wilkołaków. Udało mu się całkowicie, zmieniając praktycznie całe moje życie. Ta właśnie książka rozpoczęła u mnie wielką miłość do samurajów i ninja, kodeksu bushido (który do dziś po paru latach kieruje moimi życiowymi wyborami). Innymi słowy, książka ta całkowicie przewartościowała moje dotychczasowe życie, odwróciła je do góry nogami i za to należy się jej miejsce pierwsze na mojej liście.