piątek, 30 grudnia 2016

Zmiany, zmiany... Koniec KultuSarnie?

  Hej, hej książkoholicy i filmoholicy!

Dzisiejszy post będzie trochę smutny. Przynajmniej dla mnie.
Zauważyliście pewnie, że mój blog pustoszeje. Prawie nic się na nim nie pojawia, nawet mój projekt tygodnia świątecznego nie wypalił, choć wszystkie pomysły miałam już w głowie.
Ostatnio przeczytałam pierwszą książkę od czterech miesięcy. Tak, jest aż tak źle. Kino mnie też już dawno nie widziało i prędko raczej nie zobaczy.
Wszystko się zmienia, a ja nawet nie mam ochoty na czytanie książek, złapał mnie jakiś dziwny zastój. Żeby tego było mało - wyprowadzam się. Co prawda zapewne tylko na pół roku, ale za to za granicę. Z książkami mogę więc mieć mały problem, ale myślę, że pobudzi mnie to do czytania.

  
Co nie zmienia faktu, że Kultusarnie kuleje. Kuleje i już nawet laska ledwo pomaga.
Nie usunę tego bloga, bo każdy post jest dla mnie ważny. Będę też na nim dalej pisać, lecz chcę, byście byli świadomi tego, że nie będzie w tym żadnej regularności. Zabieram się zaraz za mailowanie do wydawnictw, by i z nimi być w porządku.

 
Co tu pisać więcej? Nie będę się żegnać, bo nie odchodzę. Wręcz przeciwnie - jeśli podoba się wam sposób, w jaki piszę (a dostałam kilka świetnych maili, że uwielbiają moje poczucie humoru; serio, ktoś poza mną tak sądzi), to nic straconego! Bo planuję powstanie nowego bloga! Ale nie będzie to blog stricte kulturalny, bo taki mam wciąż tutaj. Ale jeśli chcecie poczytać czasem coś o mnie, o życiu (kto nie chce słuchać o życiu od osiemnastolatki?!), wierszach i kotach, to zapraszam (wiem, po kotach czujecie się już przekupieni; taki był zamysł). Jeszcze nie wiem gdzie, bo blog nie ma ani nazwy, ani tym bardziej adresu. Ale jak się pojawi, dowiecie się pierwsi!

Wciąż też jestem na Instagramie (kultusarnie) i Snapie (kultusarnieblog), a tam książki są cały czas!

Więc do napisania, bo recenzja Dziewczyny z Dzielnicy Cudów sama się nie opublikuje. No i nie napisze... Szkoda.

W sumie to dlaczego nikt nie wymyślił jeszcze takiego czegoś, że komputer albo telefon spisuje nasze myśli?
To byłoby całkiem przydatne.
W sumie to mam pomysł co wynaleźć, gdybym miała coś wynaleźć.
Ktoś umie wynajdować? Albo konstruować?
CV przysyłajcie na maila.

A i mój Youtube żyje, ale tam nie ma jeszcze więcej niż nie ma tutaj. Ale coś się pojawi na pewno.
Pamiętajcie o CV!

Hejo!

niedziela, 11 grudnia 2016

Świąteczny tydzień książkowo-filmowy z Kultusarnie - zapowiedź


   Hej, hej książkoholicy i filmoholicy! Rzadko tu ostatnio bywam, ale to dlatego, że nie chcę pisać o samych filmach. Ciągle zaczynam inną książkę, nie mogę się na żadnej skupić. Dlatego właśnie moją ostatnią książkę przeczytałam do końca jakieś... 4 MIESIĄCE TEMU!
Ale to nic, nadchodzą święta, pora czytania i gorącej czekolady, i świątecznych filmów. Czytam "Siedem grzechów głównych" i nie idzie mi źle! (aplauz)

No, ale zebraliśmy się tu, by ogłosić... Wielki kultusarny tydzień świąteczny!

 
Polegać on będzie na tym, że każdego dnia ostatniego przed Bożym Narodzeniem tygodnia (18-24 grudnia) pojawiać się będą posty związane ze Świętami właśnie! Ale to nie wszystko. Wiecie wszyscy, jak bardzo lubię wszystko "szufladkować", więc każdy post na blogu należy do jakiejś kategorii, serii. Trochę się ich nazbierało, więc postaram się stworzyć post do każdej z nich. Będą to więc (w przypadkowej kolejności):

1. Nie wiem, to się wypowiem
2. Vox populi
3. Recenzja na gorąco
4. Interpretacyjnie
5. Bookspiracje (trochę inne niż zawsze)
i jedna seria, która dopiero powstanie!

❉❉❉❉❉❉❉❉❉❉❉❉❉❉

Czekam więc z niecierpliwością, mam nadzieję, że wy również!
Teraz wyłączam Avenged Sevenfold i ich genialne "So far away" i idę oglądać nowy serial - Młody Papież.
Buźka i do napisania, hejka!

P.S. Trzymajcie mocno kciuki za to, żeby przed tygodniem świątecznym pojawiła się recenzja książki!


 

czwartek, 1 grudnia 2016

#6 Recenzja na gorąco | Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

 Hej, hej, filmoholicy!
Zanim przejdę do właściwej części (właśnie uderzyłam łokciem w parapet, aua), muszę nadmienić, że recenzji tej przypadł zaszczyt bycia moim setnym postem na blogu! Tak, wiem, nie ma czym się chwalić - sto postów na 485 (policzyłam!) dni to nie jakiś ogromny wynik, ale biorąc pod uwagę to, co dzieje się u mnie ostatnio, to nie jest źle! Koniec przechwałek, włączam moją playlistę na Tidalu i zabieram się za składanie notatek z kina w coś, co można nazwać recenzją.

  
Próbuję właśnie rozczytać, co nabazgrałam z tyłu scenariusza i mało z tego rozumiem. Na szczęście gdy się coś notuje, zostaje na dłużej w głowie, więc istnieje spora szansa, że napiszę to, co naprawdę przychodziło mi do głowy podczas seansu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio dokonałam tak dużego "riserczu". Ciągle zdawało mi się, że już tego aktora już widziałam, skądś kojarzę tego kompozytora, zdjęcia jakieś znajome. A co zabawniejsze, to większości aktorów nie widziałam wcześniej nigdzie, muzyka należy do kogoś innego, tylko ze zdjęciami mi się udało. Takie życie.





Film opowiada historię Stephena Hawkinga Newta Skamandera, który z Londynu wyrusza do Nowego Jorku w poszukiwaniu prezentu. Prezentem tym ma być nic innego, jak kolejne zwierzę do jego kolekcji. Do miasta przybywa jednak w mało odpowiednim momencie, bo zbliża się wojna z Niemcami, a w dodatku rośnie ekspozycja na magię, bo Nowy Jork nęka dziwna, magiczna czarna chmura niszcząca wszystko na swojej drodze. W dodatku w Stanach wciąż panuje zakaz hodowania i posiadania fantastycznych zwierząt. To może oznaczać tylko kłopoty, tym bardziej, że cel podróży niekoniecznie jest taki, jak Newt z początku twierdzi.


Warto zaznaczyć, że nie jest to film wyłącznie dla zagorzałych fanów uniwersum Harrego Pottera, ale i dla takich, co główne filmy obejrzeli "bo każdy oglądał", jak i dla tych, co nie obejrzeli ich nigdy. Bo w całych Fantastycznych zwierzętach odwołania do serii są dwa. I to mało znaczące, bo padają dwa nazwiska, których nieznajomość nie równa się nic. I to jest chyba najlepsze - reżyser odcina się od całej reszty pamiętając, że TE wydarzenia rozegrały się PRZED Harrym Potterem.


O, właśnie! Jeśli oglądaliście HP, to zauważyliście, że  czwarta część poważnie różni się od poprzednich? Jest bardziej dorosła, mroczna. I to nie tylko dlatego, że dorośli i bohaterowie. Ja też zauważyłam. Reżyser części od 4-7 to David Yates, ten, który wyreżyserował Fantastyczne zwierzęta właśnie! Tym samym spodziewajcie się świata innego niż ten beztroski z pierwszych trzech lat w Hogwarcie. Tutaj czeka was tajemnica, zwroty akcji, przeplatające się wątki i prawdziwe, dorosłe życie czarodziejów. O ile Harry Potter z założenia był filmem dla dzieci, tutaj tego nie ma. Spodoba się i młodszym, ale to już nie to samo, co pamiętacie sprzed kilku, kilkunastu lat.


Nie ma sensu rozpisywać się o aktorach, bo do wszystkich pasuje jedno określenie: dobra obsada.
Jedynie Redmayne to dla mnie już zawsze będzie Hawking, którego brytyjski akcent doprowadza mnie do szału, jest taki bardzo... brytyjski! I ciągle ma tą samą minę, pokazując jeden tylko profil. To całkiem urocze.

Nie poprzestańmy jednak na laurach. Jak zapisałam na swojej kartce: CGI leży i błaga o profesjonalistę. Z biegiem czasu robi się lepiej, ale efekty komputerowe sprawiały, że bolała mnie głowa. Dalej - wracając do aktorów - należy wspomnieć, że wzbudzają ciekawość, mają potencjał do rozwinięcia, ale... jeszcze nie teraz. Musze ufać głosom w swojej głowie, że to dopiero pierwsza część, wszystko się jeszcze wyjaśni, bohaterowie dostaną swój własny, charakterystyczny rys i swoją historię. Bo póki co jest z tym słabo. Da się ich lubić, ale postaci nie są jeszcze skończone. Liczę na rozwinięcie wątku Credence'a, bo w nim drzemie chyba największy potencjał.

Moja ocena: 7/10

Jeśli więc ciekawią was losy dziwaka wyrzuconego z Hogwartu, który postanawia ratować fantastyczne zwierzęta, wybierzcie się do kina koniecznie. Jeśli nie - i tak kupcie bilety, a obiecuję wam, że nie będą to źle wydane pieniądze.
Hejka!

P.S. Asia, wiem, że to czytasz. Masz obejrzeć Władcę pierścieni jeszcze w tym roku, bo inaczej sobie pogadamy. Tak, to groźba.