sobota, 16 lipca 2016

Przeczytałam Harrego Pottera! (pierwszy raz w życiu)

  Hej, hej książkoholicy! Zostawiłam wam na tak długo, ale wracam - jak widzicie - z prawdziwą bombą! No i zabieram was w podróż...


Podróż do świata pełnego magii, czarodziejów i odwiecznej walki dobra ze złem. Świata, który w każdym z nas wyciągnie trochę dzieciaka i w którym nie wszystko jest takie oczywiste.


Przeczytałam, bo BookAThon. Przeczytałam, bo jestem dzieckiem. Przeczytałam, bo film był całkiem fajny. No i w końcu przeczytałam, bo wszyscy mi kazali. Pewna osoba nie chciała mi pożyczyć Wiedźmina, póki nie przeczytam Pottera. No to ten, Maciek, możesz szykować Sapkowskiego! (i tak mi nie pożyczy). 
Najbardziej bałam się tego, że nie dotrze ta lektura do mnie, bo mam lat osiemnaście, a przydałoby się jakieś osiem mniej. No i się okazało, że [bębny budujące napięcie]... niepotrzebnie. Bo bawiłam się jak mały dzieciak, któremu dano do rąk niesamowitą, pierwszą w życiu książkę, dzięki której przeczyta tysiące następnych. Z drugiej strony zaczęłam tęsknić za dziecinną beztroską, bo Harry Potter nie pozostawia złudzeń - wszyscy kiedyś dorośniemy.
Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego - niczego więcej.
Wyszło tak, że filmy po raz pierwszy obejrzałam rok temu. No tak, wiem, zacofana jestem i czytam stare polskie fantasy zamiast takich hitów. Ale się poprawiłam i jeden z nich mam za sobą! No a czytając książkę miałam wrażenie, że jestem w innym trochę Londynie i przybywam do odmiennego odrobinę Hogwartu. I bohaterowie jacyś inni, pełniejsi. Widziałam ich lepiej niż w ekranizacji, choć tylko oczyma wyobraźni. Wiadomo. Film nigdy papierowej wersji nie dorówna (no, z wyjątkami), ale to, co dzieje się w tym przypadku to czysta magia! Stworzyć dwa światy, które przecież są niby jednym miejscem, a jednak mają inną historię, innych mieszkańców i rodzą inne przygody. Oba są mimo wszystko niesamowite. Zarówno jako swoje dopełnienie, jak i samodzielne jednostki. 
Niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach i zapominanie o życiu.
 Rowling stawia nas w trudnej sytuacji. Bo oto daje nam piękną historyjkę o przyjaźni, ale przecież jednocześnie chce, byśmy dostrzegli w niej coś więcej niż tylko opowieść o wielkim, młodym czarodzieju, który nagle został posłany do obcego mu kompletnie świata. I tu kłania się to, co kocham najbardziej. Uwaga, kochani, morał. Bo jak coś pod przykrywką pięknej i łatwej opowiastki kryje wielkie przesłanie i skłania do przemyśleń, jest dziełem wartościowym, a już na pewno w moich oczach.
-Śmieszy cię moje imię, tak? W każdym razie ty nie musisz mi mówić, kim jesteś. Ojciec mi powiedział, że wszyscy Weasleyowie są rudzi, piegowaci i mają więcej dzieci niż ich na to stać.
Nie będę was namawiać do czytania. Pewnie większość z was ma już lekturę za sobą, a jeśli nie, prędzej czy później najprawdopodobniej po nią sięgnie. Napiszę tylko, że warto.