sobota, 18 czerwca 2016

D. Glukhovsky "Witajcie w Rosji" - śmiać się czy płakać?

   Hej, hej książkoholicy!
Znowu dawno mnie nie było, ale miałam powody, obiecuję! W zamian wracam ze świetną książką i dla mnie zupełnie inną - zbiorem opowiadań. I to nie takich zwykłych, o nie! Jest to kilkanaście parabolicznych opowiastek o współczesnej Rosji widzianej oczyma młodego pisarza, dziennikarza i, oczywiście, Rosjanina.

 
Książkę czytałam w drodze na Big Book Festival, czytało się ją świetnie. Poszło szybko, wciągnęła jak mało co. Na pewno miał na to wpływ format, bo każde opowiadanie jest indywidualną historią, która porusza inny temat. Wszystko jednak opiera się na głównym temacie, którym jest (uwaga, zaskoczę was) Rosja. Kraj niezrozumiały nie tylko dla nas, ale i dla samych mieszkańców. Państwo, które żyje własnym życiem, a zasady są tylko literami na kilku ważnych papierkach. Etyka? Co to takiego?
- Czyżbyście nie mogli sobie pozwolić na sumiennych robotników z Niemiec?
- Moglibyśmy, dlaczego mielibyśmy nie móc... Myśleliśmy nawet o tym. Ale oni chleją tyle piwa, wątroby mają do niczego.
Glukhovsky uogólnia, ironizuje, wyolbrzymia. Bo to jest satyra, na dodatek w klimacie sci-fi, nie można brać tego dosłownie. Nie zapominajmy jednak, że satyry to nie tylko sarkazm i żarty. To też rodzaj prawdy ukazanej w komiczny i lepiej dostępny sposób. 
[...] telewizor to okno na inny świat. Na czarodziejską krainę po drugiej stronie lustra. Wszystko jest tam bardzo, ale to bardzo podobne do tego, co u nas, tylko inne. Tam wszyscy ludzie są szczęśliwi i wszystko się wszystkim udaje. I pieniędzy wszystkim starcza.
Znajdzie się tu opowieść o dążeniu do sławy, o wartości pieniądza, o korupcji i wszechobecnej propagandzie. Ale nie tylko. Witajcie w Rosji niejako streszcza w sobie cały kraj, wyciska z niego esencję i podaje nam na papierze. Gdy uświadomimy sobie, że w sumie to autor ma rację, nie jesteśmy pewni, czy mamy się śmiać czy płakać. Bo Rosjanie to ludzie tacy jak my, tylko ukształtowani przez inny system. Ale i do nas może on trafić. Wtedy będziemy dokładnie jak oni. Przed tym właśnie Glukhovsky nas ostrzega.

  
To już moja trzecia książka tego pisarza. Idę kompletnie nie po kolei, ale robię to, czego Glukhovsky chce - poznaję jego twórczość nie tylko poprzez najpopularniejsze Metro, odkrywam świat jego oczami. Zazdroszczę mu swoją drogą tej łatwości pisania o rzeczach ważnych w tak interesujący sposób. Pod przykrywką zwykłej, nawet zabawnej historii przemyca nam wiele prawd, w dodatku jego książki to gatunkowo fantasy czy science fiction, a to już w ogóle majstersztyk. Kocham tego gościa i przeczytam wszystkie książki, które wyszły i dopiero wyjdą spod jego pióra (albo klawiatury). Nie dość, że człowiek-orkiestra, to w dodatku wszystko, czego tknie, zmienia się w dzieło sztuki.

A Ojczyzna (...) jest jak kobieta. Kochasz inną, znaczy zdradzasz tę pierwszą.
Będę się powtarzać, ale brak mi epitetów na tego człowieka i jego książki. Nieprzewidywalne i zabawne historie, prawda ukryta za każdym opowiadaniem, świetni bohaterowie i prosty, swojski język. Dodatkowe uszanowanka kieruję w stronę niesamowitego rysownika (Vasily Polovtsev - w życiu nie przeczytam i nie odmienię twego nazwiska, ale przybijam żółwika, jesteś geniuszem) i tłumacza, któremu ufam jak nikomu, że pisze, jak trzeba.

Moja ocena: 10/10 - nie jestem obiektywna co do Glukhovskiego. Ale mogę. Bo to mój blog. Pff.
Wiele słyszeliśmy o tym, że ludzkie życie jest bezcenne. Ale to nie tak - wszystko ma swoją cenę.
Geniusz, kocham go, ale zabiję, bo zrezygnował z Big Book Festiwalu.
No dobra, nie zabiję.
Bo to już chyba groźba karalna.
No więc po prostu jest mi bardzo przykro i smutno.
Przyjeżdżaj!!!