niedziela, 5 czerwca 2016

RECENZJA "Czasu żniw" - duchy, czerwony kwiat i nowa rzeczywistość

  Nie lubię, gdy nie wiem od czego zacząć. To jest zawsze najtrudniejsze. Odpalam playlistę autorki i próbuję sklecić kilka zdań.

   
  Muszę przyznać, że jest to książka niesamowicie inteligentna. Samantha Shannon od podstaw stworzyła cały świat - razem z jego polityką, prawem, mentalnością ludzi. Poza zwykłymi ludźmi, po świecie krążą też tacy, którzy mają kontakt z zaświatami. Zostali oni sklasyfikowani, autorka utworzyła [no, znaczy... Jax stworzył] diagram przedstawiający siedem klas jasnowidzenia, wraz z nazwami potocznymi, wyjaśnieniem i charakterystycznym dla każdej z nich "zachowaniem".

  
   Koniecznie zwracam uwagę na wykreowanie postaci, bo jest to majstersztyk. No aż słów podziwu brak. Są bohaterowie, których się kocha (PS. mam nowego męża; Arcturus, zabierz mnie do Magdaleny, będę wiernym sługą, obiecuję!) i nienawidzi, choć nie każdy może być tym, kim wydaje się na początku.
I tu przechodzimy do kolejnej świetnej rzeczy. Do łamania stereotypów i uczenia, że nie można nic ani nikogo oceniać po pozorach. Bo może okazać się, że największy wróg stanie się przyjacielem, a zdrajca - wybawcą. Zwroty akcji są tu bowiem czymś przemyślanym (wracamy do tezy o inteligencji książki) i naprawdę zaskakującym, czymś, czego się nie spodziewamy.
- Masz periorbital haematoma.
- Co?
- Podbite oko.
  No i ta tajemniczość. Do samego końca trzymani jesteśmy w niepewności. Podczas czytania powstaje wiele pytań, a na odpowiedzi musi przyjść właściwy moment. Dlatego nie ma co się zamartwiać, gdy na początku czujemy się zagubieni w tym całym świecie. Niedługo dowiemy się o nim więcej i będziemy bez przeszkód go przemierzać. Pomaga to w utożsamieniu się z główną bohaterką, Paige, wejściu w jej sytuację. Bowiem i ona, trafiając do Szeolu I, nie miała pojęcia, co dzieje się dookoła, póki nie zdobyła odpowiedzi na pytanie, które pomogą jej tam przetrwać.
Rozmawiamy dopiero od dziesięciu minut, Paige. Postaraj się nie wyczerpać całego swego sarkazmu na jednym wydechu.
  Kolejną część chwycę podczas tegorocznego, lipcowego BookAThonu (pierwsze zadanie - "Wakacje z duchami") i szczerze nie mogę się doczekać, bo jestem bardzo zaciekawiona, jak potoczą się dalsze losy Paige, zakończenie zdradza bowiem mało, a liczę na godne następstwo Czasu żniw.
- Niech cię piekło pochłonie.
- Ja już istnieję na poziomie piekła.
- Istniej na tym, który jest jak najdalej od mojego.

  I teraz mały komunikat do wydawnictwa SQN, które książkę w Polsce wydało.
Po pierwsze, kilka podziękowań. Bo należą się one za zachowanie oryginalnej okładki, wyjaśniające wiele posłowie, w którym tłumaczone są wszystkie zabiegi translatorskie, no i za zachowanie oryginalnego tytułu w formie pewnego rodzaju podtytułu. Wiadomo, że nic w języku polskim (mimo że piękny i prawie doskonały) nie odda oryginalnego znaczenia, więc pozostawienie go oddaje wiele angielskiej grze słownej.
Pozwolę sobie jednak zauważyć, że korektorzy zaniedbali nieco pracę, bo błędów jest co nie miara.
 Ale ponieważ oceniam książkę, nie przekład na język polski, nie może być inaczej.

Moja ocena: 8/10 - za przemyślany świat, zwroty akcji, tajemnicę i bohaterów. Ale i za to, że są książki, którym Czas żniw w mojej ocenie nie dorównuje. A muszę być sprawiedliwa.
Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić.
    Dziękuję serdecznie Paulinie, która pożyczyła mi tę książkę. Swoją osobistą wersję kupię na pewno, lecz poczekam na część trzecią. Bowiem okładki mogą ulec zmianie, miejcie to na uwadze, jeśli nie macie własnego egzemplarza.