środa, 21 października 2015

Retrospekcje - Combat girls. Krew i honor

    Zanim pojawi się recenzja książki, która znajduje się w moich październikowych planach czytelniczych (klik!), wrócę do pewnego filmu, o którym tu nie pisałam, bo ani nie znajduje się w moim "top 5", ani nie oglądałam go szczególnie niedawno. Pomyślałam jednak, że jest to jedyny w swym rodzaju film, jaki zobaczyłam.

  Nie jest to film na poziomie "Niezniszczalnych", czy "Whiplash", który trzyma w napięciu przez cały czas, wbija w fotel i nie pozwala opuścić choć sekundy. Nie. "Combat girls. Krew i honor" mówi o Marisie, która obraza się w neonazistowskim gronie, gdzie nienawiść, brutalność i alkohol stanowią epicentrum życia. Po pewnym czasie domyślamy się, że ogromny wpływ ma na nią jej chłopak, Sandro, dla którego wzorem stał się Hitler - Żydzi, ciemnoskórzy i "odmieńcy" nie są ludźmi. Nie mają prawa życia. Mają je tylko Niemcy.
Kiedy do gangu przyłącza się Svenja, a w mieście pojawia się Rasul, Marisia zaczyna dostrzegać, że patrzeć na świat można inaczej, że agresja nie ratuje świata. Nie jest to oczywiście powodem zadowolenia dla Sandra.

Film, jak już wspomniałam, nie jest stworzony wzorcowo, nie grają w nim aktorzy najwyższej klasy, nie ma zaskakującego zakończenia, ale to nic. Pokazuje on, że przeszłość dalej pozostawia po sobie ślady i będzie tak jeszcze przez długi czas, że są na świecie środowiska niosące zagrożenie, mimo mylnym przekonaniom, że Hitler nie żyje, więc nazizmu nie ma. Ale - co najważniejsze - że zawsze jest szansa, by zmienić swoje życie.