sobota, 6 lutego 2016

10 objawów uzależnienia od książek

  W ostatnim miesiącu kompletnie nie szło mi czytanie książek, a co za tym idzie - pisanie recenzji. Trafiałam na takie, których nie jestem w stanie przeczytać szybko lub w ogóle. Dziś zatem zapraszam na lekko zabawny i stworzony z przymrużeniem oka post.



Zacznijmy od słownikowej definicji uzależnienia:

"silna potrzeba wykonywania jakiejś czynności, bądź zażywania konkretnych środków"

Wydaje mi się więc, że większość z nas ma problem. Poważny :) 
Pora więc sprawdzić nasze obawy i poznać główne objawy tego uzależnienia. 

Wielką trudność sprawia mi przechodzenie obok księgarni. 
Och, prawie to czuję! Okropne uczucie, gdy w portfelu piszczy, a w Empiku 70% przeceny. Chyba pora pomyśleć o kredycie... Albo pożyczeniu dziecka. To 500 złotych do przodu!

Ludzi nieczytających traktuję z rezerwą. Może to kosmici?
Bo aż trudno uwierzyć, że ktoś może nie... nie...


Czytam w autobusie, na przerwach, pod ławką, na ulicy... Uff, zahamował! 
I jakimś cudem nie wyrzucili mnie ze szkoły i żyję! Uzależnienie to jednak prawdziwy problem.


Uważam, że książka to lekarstwo dobre na wszystko.
Miałam słaby dzień. Trochę czytania dobrze mi zrobi.
Jeszcze   jeden   rozdział...

W moim pokoju zaczyna brakować miejsca.
Ciekawe czemu? O, zapomniałam rozpakować dzisiejsze zdobycze. Kochanie, powiesisz gdzieś tę nową półkę? ... Jak to nie ma gdzie?!


Czytając odpływam w nieznane światy.
Zawsze marzyłam o podróżach! Byłam już w Nibylandii, Narnii, Śródmieściu, zwiedziłam Hogwart...


Czytanie odrywa mnie od realnego życia.
To wcale nie bezsenność. Ani anoreksja. Ja po prostu... zapomniałam.

Boję się, bo w końcu ta książka się niedługo skończy.
Ta seria też. I ta. I ta... Ojej.


Emocje bohaterów przenoszę do świata realnego. 
On nie powinien był umrzeć, mamo! Nie powinien, rozumiesz?!

Wolę książki niż życie prywatne.
Ale chwila... co to jest życie prywatne?




Ale pamiętajmy, że mimo wszystko jest to najmilsze z uzależnień. Pod warunkiem, że nie rozjedzie nas coś na drodze. Albo nie zemdlejemy na ulicy ze zmęczenia... i też coś nas rozjedzie. Może lepiej zostać w domu...
Ile objawów zauważacie u siebie? Bo ja jestem uzależniona w stu procentach. Muszę iść do lekarza. Ale najpierw skończę ten rozdział. No i jeszcze następny.