sobota, 21 maja 2016

#2 Recenzja na gorąco | Captain America: Civil War


  Tej recenzji nie miało być. Ale jednak się pojawia. Dlaczego? Poczułam potrzebę opowiedzenia o tym, że nie zgadzam się (znowu) z tymi, co się na tym znają. Ale żadna to nowość, jestem jakimś odmieńcem.

  
W sumie to nigdy nie oglądałam z jakiś większym zainteresowaniem Marvela. Co najwyżej Spidermana, ale to widział chyba każdy. Poszłam po prostu z moim bratem. Kiedy dowiedziałam się, że nie prześlizgnę się przez fabułę jak to było w przypadku Gwiezdnych Wojen, postanowiłam co nie co nadrobić. Ale nie zdążyłam wszystkiego. Od razu zaznaczę, że fabułę mimo wszystko ogarnęłam, ale tylko dzięki nadrabianiu, więc dzięki wielkie Wiki 2!

  
Nie będę się za bardzo rozpisywać o fabule, bo opis jest dostępny wszędzie. Napiszę tylko po krótce, bo pod koniec będę was namawiać do obejrzenia, więc przekonacie się sami.
Zaznaczę, że mimo mojej ogromnie małej (hm) znajomości uniwersum, uważam, że Marvel czyni spore postępy. Bo o ile w poprzednich filmach można się było czepiać o przesadny przepych, tak w Wojnie Domowej (nie, nie bohaterów; nie słuchajcie tłumaczy, to źli ludzie) wszystko było wyważone i nawet lekko ukrócony zabawny sarkazm Iron mana nie stracił na wartości. Dalej był prześmieszny, ale i spoważniał nieco, zrozumiał wiele rzeczy. Myślę więc, że ci, co są na bieżąco, odczuwają to, że bohater dorasta wraz z nimi. Bo Marvel to przecież piękne historie o walce dobra ze złem, gdzie to pierwsze zawsze jest górą. Pomyślisz tandeta i nuda, ja odpowiem - nie. Temat powielany wszędzie, ale dalej bardzo potrzebny. A superbohaterowie o wielkich mocach jak nikt przekażą to, co trzeba - nie tylko młodszym odbiorcom. Ale koniec o tych morałach.

  
Muszę napisać jeszcze coś - Spiderman to mistrzostwo! Uśmiałam się jak nie pamiętam kiedy, serio! Rozwala system i wraz z bratem jeszcze po wyjściu z kina śmieliśmy się w głos!
Oczywiście od początku byliśmy #teamcap, ale rozumiałam i Iron mana, nawet w końcówce. Było mi go szkoda i czułam cały ten ból razem z nim, ale Kapitanowi kibicowałam oczywiście bardziej (bogowie, jaki on jest przystojny!).

  
 [MOŻLIWE SPOJLERY]

No i meritum: czemu się nie zgadzam? Szarym zjadaczem popcornu nie jestem, ale i nie krytykiem filmowym. Nie zgadzam się z jednym głównym zarzutem: cała ta ich "wojna" to była zwykła zabawa, dziecinne igraszki i przekomarzanki. No bo błagam, mieli się pozabijać? Sądzę, że te "łagodne" zagrywki były celowe. Cokolwiek się nie stało, oni są przyjaciółmi. Nie chodziło o to, by drugiego unicestwić, a pokazać swoją wyższość. Nie chcieli zrobić sobie krzywdy, a jedynie wzajemnie przekonać do jedynej - według nich - słusznej decyzji. I to tyle.

Nie piszę więcej, bo - ostrzegałam - powinniście zobaczyć to sami. Nie jestem wielką fanką Marvela, nie miałam pojęcia kto co gdzie i jak, ale uważam, że Civil War obejrzeć warto. Nawet jeśli miałoby to wymagać poświęcenia całej nocy na nadrobienie kilku części.