sobota, 14 maja 2016

Top 5 animacji Disneya!


 
  Hej, hej filmoholicy! Dziś kolejna topka, bo dawno żadnej nie było (cii, nie liczymy aktualizacji top 5 książek, która jest TU). Tym razem padło na mojego ukochanego Disneya, bo - jak wiecie (albo i nie) - kocham animacje. A Disney jest, nie oszukujmy się, mistrzem.
Lecimy szybciutko do top 5 animacji Disneya. Zaznaczę tylko, że w zestawieniu uwzględniam jedynie produkcje Walt Disney Animation Studios. Miłego czytanka!


  V Pocahontas 8/10
 
Zawsze, gdy słyszę tytuł tej animacji, w głowie mam piosenkę Kolorowy wiatr. Zawsze. Uwielbiam tę historię, odkąd zobaczyłam ją pierwszy raz, a było to niezliczoną ilość lat temu. Historia niby banalna - miłość dzikuski i angielskiego żołnierza. A czyż u Disneya to nie wystarczy? Piękna opowieść o wielkiej miłości w obliczu zagrożenia z zewnątrz, a także o wielkiej sile natury - wiernej przyjaciółki i współmieszkanki ziemi. Druga część bardzo zabawna, lecz nie tak cudowna i zachwycająca jak pierwsza. A szkoda.

IV Kraina lodu 9/10
 
 
 Mam tę moooc, mam tę moooc! Kocham tę piosenkę i kocham bajkę! Kolejna historia o wielkiej miłości, potrafiącej czynić cuda. Ale miłości innej nieco - miłości siostrzanej, dla której warto oddać własne życie. Świetne pomieszanie dobrego humoru z przekazaniem ważnych prawd i morałów. No i Olaf. Cudny, kochany, uroczy Olaf!

III  Nowe szaty króla 10/10

  
To jest coś, co każdy (tak, Asia, to do ciebie)  musi obejrzeć, choćby dla Kuzco! Takiego człowieczego (no, do czasu) odpowiednika Króla Juliana. Świetna forma filmu, bo przedstawia nam go nie kto inny, jak nasz główny bohater zamieniony w lamę. Tyle razy oglądałam ten film i dalej płaczę ze śmiechu przy "Skłik skłik skłikędy". I piosenka na początku filmu - arcydzieło! A jak już wspominam o morałach, to bardzo dobrze poprowadzony wątek przyjaźni między tymi, których o to podejrzewać nie mogliśmy, przemiana Kuzco z bezlitosnego młodego króla na osobę (na swój sposób) rozważną. Kolejna część nie tak dobra, lecz także prześwietna!
II Król lew 10/10
 
 
 To już historia kina. Film, przy którym prawie każde dziecko płakało i przeżywało dzieciństwo. A bo i miało przy czym, bo każda część równie piękna co poprzednia. Tyle motywów w jednej animacji spotykamy rzadko, nie mówiąc o tym, że każdy napisany i przedstawiony w świetny sposób. Disney dawkuje nam odpowiednio wyborny humor i uczucia smutku i grozy. Film, który ogląda się przez całe życie i, obiecuję, za każdym razem odnajduje się tam coś innego.
 
I Mulan 8/10
 
Kto by się spodziewał, co? Sara, która kocha samurajów połową serca, na pierwszym miejscu stawia opowieść o chińskiej (co prawda nie japońskiej, ale klimat ten sam) wojowniczce, pogromczyni Hunów. Nie wiem, czy po prostu jestem tak bardzo podobna do tytułowej bohaterki, czy rok powstania ma znaczenie (ma tyle lat, co ja!), ale przepadam bez reszty oglądając Mulan przynajmniej raz w roku obie części. Wpleciona ideologia yin i yang nadaje historii drugie dno. Pokazuje tak wielką sprzeczność, która razem tworzy idealną całość. Jak dzień i noc, słońce i deszcz. Kolejna opowieść o miłości i kierowaniem się sercem, lecz w cudownej atmosferze Chin. I Mushu. I Shang. Jeju, jak ja ich kocham!


I to by było na tyle! Ach, mam ochotę obejrzeć te wszystkie bajki w tej chwili. Hm, chyba wybiorę Nowe szaty króla. To ja lecę robić kakao i oglądać, a wy dajcie znać, jakie disnejowskie animacje wy lubicie! Hejka!