czwartek, 26 maja 2016

RECENZJA "Grimm City" Jakuba Ćwieka

Hejka! Witam was w tym pięknym, cieplutkim, długoweekendowym dniu! Jednak żeby nie było tak optymistycznie, zabieram was do ciemnego, okraszonego czarnym pyłem miasta. Miasta Grimm.
To miasto jest inne, spowite czarnym śniegiem 
  
  Powiem wam, że okładka bardzo mi się podoba, choć nie do końca jest w moim guście. To najlepiej i najładniej wydana książka Ćwieka z tych, które widziałam.
A propos autora, to moje pierwsze z nim spotkanie i to udane! Prawie czterysta stron ciemnego światka przestępczego na tle lepkiego, czarnego powietrza miasta utworzonego, według legendy, na ciele olbrzyma. To połączenie kryminału i fantastyki brzmi przesmacznie, więc ucieszyłam się mając tę książkę w swoich rękach.
I gdy wydawało się, że nic straszniejszego nie może ich spotkać, z nieba zstąpił olbrzym o czarnym sercu...
 Mamy więc prześwietną postać Alfiego, który zostaje wplątany w pewną zagadkę. Zamordowany zostaje jego przyjaciel, choć to on miał być na jego miejscu. Okazuje się jednak, że to nie jedyne jego powiązanie z tą sprawą.
Kolejną z postacie, które uwielbiam jest nie kto inny, jak McShane. Jego cięty język i humor, który do mnie - nie wiedzieć czemu - docierał idealnie, śmiałam się momentami w głos.
- Coś nie tak, inspektorze? [...]
- Coś? - odparł Evans. - Dam ci piątaka, jeśli powiesz mi, co z tym pieprzonym miastem i światem jest w porządku.
  Wracając już do samej recenzji, to nie spodziewałam się (nawet po dobrym opisie), że książkę będzie się tak łatwo i szybko czytać. Nawet mimo tego, że miałam jakiś czytelniczy zastój, gdy zaczęłam czytać, trudno było się oderwać, ale trzecia w nocy to trzecia w nocy. Kiedyś spać trzeba.
Wiecie doskonale, że uwielbiam wręcz adekwatne do postaci dostosowanie języka. Dla mnie bardzo ważne jest, żeby każda postać miała swój własny, charakterystyczny sposób mówienia. I tu rzeczywiście tak było, ale czasem pojawiały się fragmenty, w których każde zdanie było do siebie podobne, co zmuszało mnie do ziewnięcia od czasu do czasu. Ale! O ile opisy przyrody, miasta czy czego tam jeszcze, nużą okropnie, tak W Grimm City wszystko, co dzieje się dookoła - czarny pył, smoliste i tłuste powietrze, szare budynki - było opisane tak, że aż miło było czytać. Zamykasz oczy i widzisz to brzydkie miasto, czujesz ten zapach i powietrze po "efekcie wulkanu". To się Ćwiekowi udało!
Zginęli kolejni postronni świadkowie [...] Tym razem były to jednak tematy na stronę drugą, a nawet trzecią.
Tamtej nocy on, księżyc w pełni nad ponurym miastem Grimm, był najważniejszy.
Świetna gatunkowa hybryda z wyrazistymi bohaterami, dobrze przemyślanym światem i ciętym językiem Ćwieka. Czuję, że mam co nie co do nadrobienia w jego kwestii. No i czekam na kolejną część Miasta Grimm. Bo tak się książek, panie Jakubie, nie kończy!

Moja ocena: (waham się, waham) 8/10. Za miasto, za McShane'a no i wkurzającą (lecz jak napisaną!) Palle Di Neve.

*** Książkę dostałam od Wydawnictwa Sine Qua Non (jeju, zawsze automatycznie piszę skrótowcem, ale wolę pełną nazwę, dziwne). Dzięki! Ciekawe, czy bym ją przeczytała, gdyby nie wy... 

Chyba muszę zmienić czcionkę.
Prawie nie widać kursywy.
Test
Test
Nie no, trochę widać.
"Trochę" napisałam kursywą. Widać coś?