czwartek, 31 grudnia 2015

Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy

    Miałam małe wątpliwości, czy tę recenzję pisać powinnam, bo - wstyd się przyznać - nie oglądałam żadnej z poprzednich części.
Do kina poszłam z moim bratem, Dawidem, który ma dziesięć lat i gdyby nie on, nie pomyślałabym, by tam pójść. Poza tym, że mnie namówił, wytłumaczył mi podstawy fabuły, bym mniej więcej wiedziała kto, jak gdzie i dlaczego.


Od Dawida dowiedziałam się "po drodze", że są dwaj nowi bohaterowie, którzy na dodatek są głównymi postaciami w filmie. Trudno mi napisać o fabule coś więcej, nie oglądałam poprzednich filmów z serii, nie chcę też spojlerować. Zdradzę tylko, że spotkamy znanego wszystkim Hana Solo (jego znałam nawet ja!) i Chewbaccę.

Na początku filmu dowiadujemy się, że jeden z pilotów Ruchu Oporu, Poe Dameron, posiada mapę z zaznaczonym na niej miejscem pobytu Luke'a Skywalkera. Jednak niedługo potem szturmowcy porywają Damerona, który zdążył nośnik z mapą przekazać droidowi BB-8. Poe, z pomocą jednego rebelianta z Najwyższego Porządku, Finna. Muszą teraz zdobyć nośnik i przekazać go Ruchowi Oporu.


 Myślę, ze plusem można z pewnej perspektywy nazwać to, że reszty "Gwiezdnych Wojen" nie widziałam. Patrzę subiektywnym okiem na całość filmu, nie porównując do poprzednich części. Moim zdaniem każdy film, nawet, jeśli składa się na całą serię czy trylogię, należy oceniać osobno. Bowiem zmiana nawet jednego członka zespołu może zdziałać bardzo wiele.
Co ciekawe, mimo mojego "zacofania" zrozumiałam dobrze praktycznie cały film. Ukłony więc w stronę twórców za tak doskonałe zbudowanie fabuły. Seans był naprawdę niesamowity, wychodząc z kina miałam naprawdę wiele myśli, a także łzy wzruszenia w oczach. Spodziewałam się, że te wszystkie postacie, bitwy i wydarzenia mnie znudzą, a było zupełnie przeciwnie. 
Jedyne, co mogę zarzucić, to nieco zubożałe postacie Finna i Rey, którzy byli przecież ważnymi bohaterami w akcji filmu. Ich historie miały naprawdę duży potencjał, niestety nie do końca wykorzystany. Sama postać Finna była nieco denna mimo szerokiego przedstawienia emocjonalnego. Poprzednie części obiecałam sobie obejrzeć. Czekam także na następną, gdzie liczę szczerze na rozwój tej dwójki bohaterów.

Co do kilku słów podsumowania, film naprawdę wart obejrzenia, nawet dla tych, którzy fanami GW nie są, bowiem to po prostu dobry kawałek kina. Mówię to na swoim przykładzie. Przykładzie osoby nie przepadającej za klimatami sci-fi, bitew wyimaginowanych istot dziwnymi urządzeniami. Przekonałam się jednak, ze są takie klasyki, które po prostu trzeba obejrzeć.