niedziela, 9 sierpnia 2015

Ocal książki!

    Powstała kampania poparcia "ustawy książkowej". W akcji chodzi o to, by podpisywać się pod petycją, zachęcać do tego swoich znajomych i przez to ratować czytelnictwo w naszym kraju (bo - nie oszukujmy się - nie każdego stać na kupowanie kilka razy w miesiącu nowości wydawniczych).

    "Projekt Ustawy o książce jest inicjatywą środowisk związanych z rynkiem książki, których wspólną intencją jest wspieranie kultury i wzięcie w obronę jednego z jej symboli – książek. Ustawa zakłada wprowadzenie jednolitej ceny na wszystkie nowości wydawnicze. Stała cena miałaby obowiązywać przez 12 miesięcy od momentu wprowadzenia danej pozycji na rynek."

   Serdecznie zachęcam do brania udziału w akcji, informowania o niej na blogach i rozsyłania informacji dla znajomych i rodziny. Pamiętaj, to mały gest, a może naprawdę wiele zmienić.

Strona akcji/wyrażenie poparcia: klik
Facebookowa strona "Ocal książki": klik


9 komentarzy:

  1. Ciekawa inicjatywa. Zajrzę na podane przez Ciebie strony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie, dziękuję wam w imieniu wszystkich czytelników, miejmy nadzieję, że to coś da i nasz kochany Rząd się ugnie pod taką ilością podpisów!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybacz, ale muszę się wtrącić. Ta ustawa nie niesie za sobą niczego dobrego. Aktualnie nowości wydawnicze kosztują w księgarniach internetowych ( Które przestaną istnieć, bo ustawa ich ,,nie obejmuje" ) 26 zł. TYLKO 26 zł. Czytałem niedawno, że w krajach, w których wprowadzono jednolitą cenę, przyczyniło się to tylko do jeszcze większego spadku czytelnictwa. Rząd nie da nam cen 26 zł na początek. Wyciągnie pewnie średnią z księgarni, w których książki są dwa, trzy razy droższe. A do tego... Wydawnictwa, wiedząc, że wszystko ma jedną cenę, będą mogły raczyć nas papierem toaletowym zamiast porządnej jakości kartką i pustymi okładkami. To tak, jakby najlepsze szampan miał kosztować tyle, co zwykły sikacz z biedronki. Tego chcemy? Pięćdziesięciu złotych za każdą, nawet najgorszej jakości książkę? Oni już wprowadzili darmowe podręczniki, które rozpadają się w rękach. Nie można wierzyć w dobre intencje, bo ich w polityce nie ma. Ta ustawa przyniesie zgubę internetowym sklepom, w których książki są najtańsze. Nie będzie już rabatów i przecen, a te potrafią dochodzić do 85%! Ehh... To tylko moje zdanie, które podziela wielu, stojących po drugiej stornie barykady. Pozdrawiam. c;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem twoje zdanie i twoje obawy. Lecz albo rozumiesz, albo tłumaczysz to w zły sposób. Porównujesz to do szkolnego "Elementarza", a to przecież był pomysł polityków chcących zachować więcej pieniędzy dla siebie. A "ustawa o książkach" jest pomysłem zwykłych ludzi, których nie zawsze stać na nowe książki i muszą czekać rok, może dwa, aż świat o nich zapomni. Co do sieci "Biedronka". Wielu myśli, że tam znajdą się teraz książki. A - nie oszukujmy się - przecież te sieci polują na promocje, a na ogromne rabaty i wyprzedaże "- 70%" tych nowości po prostu nie stać. A tak się dzieje, bo książki są drogie i nikt ich nie kupuje. Poza tym, ustawa przewiduje stałą cenę przez zaledwie dwanaście miesięcy, to daje możliwość zakupu tych książek w dobrej cenie i wcale nie rujnując wydawnictw czy księgarni. Przytoczę ci nawet wypowiedź pracownika księgarni Makama: "Jeśli nie dokona się zmiana na polskim rynku książki, to wydawcy podporządkowując się wymogom ekonomii, będą wybierać wyłącznie tytuły dla masowego odbiorcy, takie które kupią od nich sieci. A to pociągnie zubożenie rynku w dobre tytuły, czyli upadek książki. My to tak widzimy."
      Piszesz o rabatach - o tych już wspomniałam. Rabaty przyciągają wielkie sieci zagraniczne typu Lidl, Biedronka. Promocje niszczą książki, odbierają im prawo bytu, bo to o promocje głównie chodzi. Chcemy się ich pozbyć, ale w taki sposób, by każdego było stać na książkę. Wydawnictwa tak czy siak wydają chłam, ale także dobre książki i z tego co mi wiadomo, to zależy to nie od samych wydawnictw, a od pisarzy i zapotrzebowań czytelników. W końcu to my wybieramy, co chcemy czytać, nikt nie zmusza nas do czytania wszystkiego, co wyjdzie z wydawnictwa.
      Również pozdrawiam i proszę, spojrzyj na to i w ten sposób. Tu chodzi głównie o nas, czytelników.

      Usuń
    2. Osoby, które chcą czytać książki, kupują je. Ludzie z problemami ,,portfelowymi" nie myślą o tym nawet, gdyż prędzej kupią chleb, niż najnowszą część Gry o Tron (Nawet, gdyby kosztowała pięć złotych ). Obracając się w kręgach czytelniczych dosyć mocno, nie dostrzegam, by ktokolwiek miał problem z obecnymi cenami. No chyba, że szuka ,,okazji" w empikach, ale wtedy się nie dziwię. Trzeba spojrzeć logicznie. Skoro teraz nowe książki można spokojnie kupić za te dwa-trzy banknoty dziesięciozłotowe, to nic ceny nie zmniejszy, gdyż to i tak jest strasznie mało. Nikt, kto nie ma trzech dych na książkę, nie zainteresuje się nimi. Mamy wolne pieniądze i chcemy kupić jakiś tytuł? Bez problemu to robimy. Nie mamy? Więc nie powinniśmy nawet o nich myśleć. Biedni ludzie nie czytają, bo mają inne, ważniejsze potrzeby. Mamy biblioteki, prawda? Książki można czytać za nic, a co chwilę słyszę, że nikt nie odwiedza szkolnych regałów. Co nam to mówi? To nie wina ceny. Ją można już tylko podnosić. Jakoś nie widzę tego, by każda nowość kosztowała po tym 25 zł. Co z nowymi twórcami? Nikt nie kupi nowego nazwiska, gdy stoi obok R.R. Martin ,,kosztujący" tyle samo. Ta ustawa może tylko zaszkodzić naszym portfelom i młodym twórcom. Komu wadzą rabaty? Widzę, że wydawnictwo daje rabat 70%, więc kupuję książkę za bezcen. Czasami zdarza kupić się coś świetnego za pięć złotych. PIĘĆ ZŁOTYCH. Książki są drogie? Jeżeli 20-30 zł dla kogoś znaczy ,,drogie", to niech wraca do szukania pieniędzy na chleb dla dzieci, a nie kupuje sobie książki. Powtórzę to jeszcze raz... Książki kosztują obecnie grosze. Różnice cenowe wahają się w internecie zazwyczaj na granicy paru złotych. Nikt nie widzi tego, że zabieg ukryty w tej ustawie ma za zadanie zrównać z ziemią właśnie te najtańsze sklepy, czyli księgarnie internetowe, bądź zmusić je do zwiększenia cen? Monopol nie jest dobry, naprawdę. Ehh... Naprawdę uważam, że skoro kogoś nie stać na wyłożenie teraz dwudziestu złotych na nowość, to nie powinien książek kupować. Myśl ,,Będą kosztowały mniej" jest błędna. Jak książka może kosztować mniej, niż aktualnie? Kosztuje tyle, ile dwie paczki papierosów i mowa tutaj o nowych tytułach. Naprawdę przewodzi temu myśl ,,Biedronek i Lidlów"? Samo Bonito ma przewidziany zysk na 140 milionów złotych. Biedronka ma mieć więcej z literatury? Ma zniszczyć książki? Nie widzę tego.
      Ehh... Temat rzeka, ale miło podyskutować z kimś mądrym. c;

      Usuń
    3. Co do hipermarketów, to chyba nie będę się już odnosić, bo mam wrażenie, że problem opisałam rzetelnie. Tu nie chodzi o kogoś, kto nie ma pieniędzy na chleb, oczywiście, bo wtedy - masz rację - warto zająć się utrzymywaniem rodziny. Ale ludzie, którzy żyją na przyzwoitym poziomie i tak często mają dylem at czy kupić książkę, która kosztuje, powiedzmy czterdzieści złotych i sprawić tym sobie przyjemność, czy może kupić coś potrzebniejszego, lecz nie niezbędnego. Chodzi mi o to, że czasem miło by było pomyśleć "Ta książka nie jest droga, więc wystarczy mi i na to, i na to". Rozumiesz?
      Książki za 5 złotych? Ależ oczywiście, lecz przypominam, że mówimy o nowościach wydawniczych, które wcale tyle nie kosztują. No, chyba, że się przedawnią. A wtedy już minie ustawowe dwanaście miesięcy.
      "Nikt nie kupi nowego nazwiska[...]" - ależ oczywiście, że kupi. Bo R.R. Martina czytał dawno temu, teraz chce mieć u siebie coś nowego, coś innego. Ja osobiście nie przepadam za książkami, które czyta dosłownie każdy, zawsze staram się znaleźć coś na końcu księgarni, w głębi regałów i myślę, że nie jestem odosobniona w tej kwestii. A JEŚLI nie czytał, powiedzmy, "Sezonu burz", a interesują go takie tytuły, to czemu ma wybrać nieznanego autora, skoro korzystać może z tego, że przez pierwszy rok R.R. Martin (oczywiście zakładając, iż jest to książka świeżo po wydaniu) jest w tej samej cenie? I wcale nie zabije to młodych twórców, bo, wystarczy przyjrzeć się blogom recenzenckim, ludzie ich przecież czytają. Ile spośród tytułów na takich blogach znasz? Często są to książki naprawdę mało znane, a blogerzy je popularyzują. Wątpię, że po regulacji cen nagle wszyscy posiadający bloga przerzucą się na naszego Martina i przestaną czytać nowych autorów. Przeciwnie. Ustawa da im WYBÓR, co mogą czytać. Załóżmy, że tacy jak ja - którzy swoich pieniędzy nie zarabiają, dostają tylko jakąś tam kwotę co jakiś tam czas od rodziców, chcą sobie kupić książkę. Idę do księgarni (SYTUACJA PIERWSZA) i widzę nową powieść fantasy za, powiedzmy 40 złotych. A, niech będzie to Sapkowski. No fajnie, bardzo chcę to kupić, bo w mojej bibliotece nowości trafiają dwa/trzy lata po wydaniu. Ale mam ze sobą tylko te trzydzieści pięć złotych. Obok stoi książka, być może ciekawa, nie wiem, bo nikt mi o niej nie mówił, autora nie znam, kosztuje dwadzieścia złotych. Kupię oczywiście tę książkę, bo na tę właśnie mnie stać. Na Sapkowskiego muszę jeszcze trochę poczekać. A nuż za rok będzie przecena, choć wątpię, biorąc pod uwagę jego popularność. (SYTUACJA DRUGA) Sapkowski - trzydzieści pięć złotych, tyle samo wcześniej wspomniany nowy autor. Chcę kupić klasyk? Proszę bardzo. Chcę pana Iksińskiego? Nie ma problemu. Może i cena jednego się podniosła, ale to nic, skoro przeznaczyłam sobie pewną kwotę, to jestem gotowa ją wydać. Mam za to wybór i o to chyba chodzi. Bo książki nie są tylko dla tych, którzy zarabiają i muszą troszczyć się o rodzinę, a o tym chyba zapomniałeś.
      Pozdrawiam, a do dalszej dyskusji zapraszam na maila, nie chcę robić tu "Spamu". Oczywiście, jeśli chcesz podzielić się opinią także z moimi czytelnikami, nie tylko ze mną, zachęcam do komentowania tego postu.
      Ps. Masz rację, temat rzeka, są dwie strony, nikogo do żadnej nie zmuszam, ja jestem tylko zwykłym czytelnikiem i wiem, ze dla mnie to będzie dobre. Sądzę nawet, że dla każdego, ale skoro ktoś uważa inaczej, nie mogę mu tego zabronić. Cóż, pozostaje nam czekać na rozstrzygnięcie sprawy :)

      Usuń
  4. Trzeba poruszyć ludzi w internecie, aby podpisali ustawę. Oby coś się udało.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że trzeba, liczę, że wszystko się uda :)
      Również pozdrawiam.

      Usuń