czwartek, 6 sierpnia 2015

Exodus: Bogowie i królowie RECENZJA

    Film skończyłam oglądać mniej więcej trzy minuty temu. Włączył go nam narzeczony mojej siostry, opis wydawał się bardzo ciekawy, a reżyser przekonał mnie do końca.. Ridley Scott - to chyba każdemu coś mówi, nawet mnie - zawziętej wielbicielce dramatów nic nie mających wspólnego z historią ni Biblią. Moja siostra także dała się namówić, bo to przecież temat biblijny. Po obejrzeniu stwierdzam, że to było coś w stylu "Biblia v2". No, ale po kolei. O ile muzyka była przeepicka, genialna i brak mi więcej słów (wielkie brawa i pokłony dla Alberto Iglesiasa), samo wykonanie pozostawiało wiele do życzenia. I nie mówię tu wcale o aktorach czy zdjęciach, bo te były na naprawdę dobrym poziomie (pomijając fakt, że NIESTETY oglądałam film z dubbingiem, to było coś strasznego), a o "efektach specjalnych", czyli komputerowych dziwactwach, które wyglądały często niestety sztucznie i mijały się z wszelkimi prawami fizyki. Przykład? Krew rozszerzająca się w kierunku przeciwnym od prądu wody, sztandary wiejące mimo przeciwnemu kierunkowi wiatru. Ogólnie twórcy postanowili na rebelię i opieranie się działaniom nauki. No, w końcu mamy do czynienia z wiarą.
    Nie chcę zdradzać fabuły filmu, bo byłoby to niesprawiedliwe, ale przecież parę słów muszę napisać. Film opowiada o Mojżeszu, części jego życia. Tej części, w której jest już dojrzałym mężczyzną i powoli poznaje Boga i jego wolę, która z czasem staje się i jego [Mojżesza] wolą. Na tronie zasiada jego brat, który dowiaduje się, że Mojżesz wcale nie jest z nim spokrewniony. To wiele zmienia, gdyż władca postanawia go wygnać. Gdy po wielu naprawdę dziwnych (dla kogoś, kto czytał Biblię i wie o naszym proroku wiele, czyli NIEwiele) scenach z życia wybawcy hebrajczyków na Egipt spadają plagi, a faraon wciąż robi swemu przyrodniemu bratu na złość, w końcu ludowi niewolniczemu udaje się uciec. Nasz ulubiony Ramzes dalej pragnie śmierci brata, co w zastanawiający sposób przypomina podwórkowe bitwy na drewniane miecze pięcioletnich bliźniaków.
    Film jednakowoż polecam dla każdego, nawet tych, którzy jak ja nie interesują się filmami historycznymi (bo w takim klimacie jest bądź co bądź ten film utrzymany). No, może poza tymi zwracającymi uwagę na szczegóły. Mnie podobała się taka koncepcja - dodatkowe (pozabilijne) informacje o Mojżeszu, dodanie czegoś od siebie. Ogromnie byłam zadowolona i usatysfakcjonowania ukazaniem Boga jako małego dziecka. Pomogło to uniknąć dziwnego efektu, który daje gadający krzew albo głos sponad chmur. Ciekawy, oryginalny pomysł na wybrnięcie z sytuacji, dodatkowo uatrakcyjniający stylistykę filmu.

Plusy:
+ koncepcja Boga jako dziecka
+ dodatkowe informacje o Mojżeszu
+ Muzyka
+ gra aktorska

Minusy:
- sztuczne i opierające się prawom nauki efekty komputerowe
- często dłużąca się niemiłosiernie fabuła
- polski dubbing
- niezrozumiałe wydarzenia podczas przeprawy przez Morze Czerwone

Dodatkowe uwagi:
- zmieniona została koncepcja biblijna
- polecam oglądać w wersji oryginalnej, ew. z polskimi napisami

Moja ocena:
7/10