niedziela, 22 listopada 2015

Historia z kulturą w tle - Jared Leto, czyli ulubiony wokalista ulubionym aktorem

   A raczej odwrotnie. Najpierw bowiem zobaczyłam film z jego udziałem. Był to Azyl, w którym Leto właśnie był jedynym czynnikiem przyciągającym moją uwagę. Miał w sobie coś hipnotycznego, jego gra aktorska bardzo się wyróżniała na tle wszystkich innych postaci, które w moim osobistym odczuciu były nudne i mdłe. Przyciągał więc swoim wzrokiem i grą na naprawdę wysokim poziomie. Jednak wraz z
końcem filmu opadł zachwyt samym Leto.

Jared Leto w roli Juniora - "Azyl" 2002r.



Był wtedy rok 2009. Parę tygodni czy miesięcy po Azylu przyszła pora na polecany mi przez wielu film Requiem dla snu. Nie często zdarza się, bym oglądała filmy polecane przez większe grono ludzi, lecz moją uwagę przykuło słowo 'requiem', bowiem taki tytuł nosi jeden z moich ulubionych Mozartowskich utworów. Skuszona więc jednym słówkiem bez wahania włączyłam film. Nawet nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo mnie zachwycił. Kompletnie namieszał mi w głowie, tak jak to, że w roli głównej wystąpił nie kto inny jak Jared Leto. Nie rozczarował mnie ani trochę, odegrał swoją postać tak cudownie, że mogłam prawie ulec wrażeniu, że naprawdę jest Harrym - dilerem narkotyków, który popada w coraz większe tarapaty.  Nie poprzestałam tym razem na obejrzeniu filmu. Wiele o aktorze się naczytałam. Warte wspomnienia jest to, że do roli w Requiem dla snu schudł 28 funtów, czyli ok. 13 kilogramów.
 "Zrobiłem to, ponieważ naprawdę czułem, że naprowadzi mnie to na Harrego, moją postać. I tak, myślę, że tak się stało. Harry, jak i wszyscy w filmie, są w ciągłym stanie głodu. Postanowiłem, że nigdy nie chcę zachowywać się w ten sposób. [...] Nie jadłem posiłków przez tygodnie. Tylko nadgryzałem, ale nigdy więcej niż mały kawałek, nawet nie kęs. Nie byłbym w stanie zrobić tego nigdy więcej."
Jako Harry w "Requiem [...]" z 2000 r.; doskonale widać jego wychudzoną twarz

Ta historia naprawdę mnie urzekła. Zauważyłam, jak wiele jest w stanie zrobić dla dobrego odegrania swej roli.

 Niedługo potem (a był rok 2010) siedziałam w domu sama. Okropnie się nudziłam, każda znajoma mi piosenka wydawała się rozlazła i nie chciałam jej słyszeć. Miałam fatalny humor, postanowiłam poszukać nowych zespołów, które mnie w jakiś sposób zachwycą. Przypomniałam sobie fragment reklamy telefizyjnej pewnego festiwalu muzycznego. W głowie słyszałam dobiegający z niej głos "30 Seconds to Mars, Muse, The Chemical Brothers". Postanowiłam włączyć sobie po piosence z każdego z nich. Na pierwszy ogień poszli The Chemical Brothers i ich Hey boy, hey girl. Piosenkę uznałam za nadzwyczaj nieudaną i wyłączyłam ją czym prędzej (dodam tylko, że teraz nawet mi się podoba). Następny zespół - 30STM. Pierwszą piosenką, która mi się wyświetliła była This is war (której słucham w tym momencie). Po raz kolejny - brak mi słów. Głos wokalisty był czysty, mocny, piękny. Piosenkę włączyłam raz jeszcze. I kolejny. Sprawdziłam zespół w Wikipedii. Gdy dowiedziałam się, że mężczyzną o tym idealnym głosie jest Jared Leto... Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie. Byłam w szoku. Poważnie. Uznałam, że to nie jest przypadek i chyba musi być coś na rzeczy. Chwilę później obejrzałam Closer to the edge, razem z teledyskiem. Moje umiejętności językowe były - niepokornie mówiąc - na dobrym poziomie jak na mój wiek (miałam wówczas 12 lat). Pierwsze dźwięki - wypowiedzi ludzi.

"Jest wiele momentów, którymi możesz dzielić się z kimkolwiek, kimś. I czujesz, że ten moment będzie trwał wiecznie, podczas gdy to jest tylko noc, tylko moment"

"Los ma swoje podstępne sposoby rzucania ci czegoś, czego nigdy się nie spodziewałeś"

"Moją filozofią w życiu jest nie żałowanie niczego, co robisz, bo w końcu to czyni cię tym, kim jesteś"


Niesamowicie mądre słowa ludzi w różnym wieku, kilka pojawia się też w późniejszych częściach piosenki. Podobne mądrości, przejrzystość i sens znalazłam też w innych utworach.

Kadr z teledysku do piosenki "This is war", 2009r.



Słuchałam zespołu przez ponad dwa lata, później mój gust muzyczny zmienił się na muzykę core'ową. O braciach Leto, o Tomo, wszystkich tych niesamowitych emocjach w końcu zapomniałam.
 Nastał więc okres emocji negatywnych, ściskających od środka, destrukcyjnych i buntowniczych. Aż do pewnego kulminacyjnego momentu.

Był to już rok 2013, gdy w moim życiu działo się naprawdę wiele. Mimo rad wielu ludzi, wiedziałam, że ze wszystkim muszę poradzić sobie sama, tylko ja mogę coś zmienić. Pierwszym postanowieniem była zmiana nastawienia. Do wszystkiego. Ludzi, sztuki, życia, emocji. Potrzebna mi była odskocznia.
Wtedy właśnie przypomniałam sobie o 30 Seconds to Mars. Jared przewijał się u mnie jeszcze w trakcie tych "pustych" trzech lat, poznałam wtedy naprawdę dobre filmy z jego udziałem.
Wtedy pierwszą wyświetlaną piosenką była Do or die. Dowiedziałam się wtedy o nowym albumie, nowym wyglądzie Jareda. Teksty piosenek tej, wszystkich nowych i poprzednich, pozwoliły mi dostrzec coś więcej, obudzić dawne emocje, przypomnieć dawne czasy. Może brzmi to bardzo banalnie, ale takie nie jest.

Trudno mi pisać o tym coś więcej, zawsze w tak ważnych kwestiach brakuje mi słów. Myślę, że dobrym podsumowaniem będzie po prostu stwierdzenie, że gdybym nie poznała nigdy Jareda Leto, nigdy nie zainteresowałabym się specjalnie jego zespołem (bo nie widziałabym zabawnego zbiegu okoliczności) i nie przypomniałabym sobie o nim w odpowiednim momencie.
Zaryzykuję jeszcze ściślejszym i mocniejszym - Jared Leto uratował mi życie.

Jared Leto, 2013 r.

Filmy z udziałem Jareda Leto wraz z moją oceną na stronie serwisu Filmweb:
  • Przerwana lekcja muzyki  8/10
  • Requiem dla snu 9/10
  • American Psycho 7/10
  • Azyl 5/10
  • Mr. Nobody 8/10
  • Witaj w klubie 9/10